Archive for the 'electro jazz' Category

16
Czer
11

cztery dżezy. trzeci- funkowy.

Na początek znów posłużę się czytatem, czyli komciem z jamendo, po nagielsq:

Making Those Funky Beats.. & My Body Moved & Danced Around The Room

Making those funky beats and they dance and whirl inside my mind and my heart skips a beat. and my feet starts to move to the sights and sounds of this music and great use of vocals heard here..To this delightful, cool, jazzy,funk, smooth operator of an album. If you can sit still to this music fest . As I for sure, Had my dance shoes on..and moving my body and feet around the room, to these great tunes.. One after the other..

Następnie znowu zapodam numer drugi do plajerka- bo jakoś jest już tak, że tak już musi być [a wyjątki tylko potwierdzają tę regułę]:

A na koniec Ci powiem, że to gruwi-smufi-faaaaaanki brzmienie jest niespodziewanie zajebiste od początku do końca. Letnie granie, Marcusa Millera basiki/ klimaciki mię to przypomina głównie. Może dlatego tak to polubiłem od pierwszego usłyszenia?

Nie jestem dziennikarzem muzycznym więc nie muszę pierdolić trzy po trzy. Po prostu polecam! Aha- i jeszcze hołmsajt z widełem i odsłuchami anrilejsów.

Zdrowia & indżoj!

Reklamy
14
Czer
11

cztery dżezy. pierwszy świeży.

Zapodam cytata z jamendo, tak na początek, z angielska:

Magnificent….Surround Sound Of Pleasures To Behold & Have Felt…

This just resonated and droned …inside my head and heart..and gave me goosebumps …and feelings of bliss and simply luxurious elegances …and fun filled..excitement and happiness and relaxation…. that was so fulfilling… sexy and sensual..As well as tantalized and pleased me..and gave me..joy…euphoria and sensations..that last the whole day through..

As the orgasmic sights and glorious sounds.. basked inside me…and gave me such heavenly ambiances of comfort,love,faith,hope and undying spiritual goodness…

Exceptional high caliber. compositions..and extremely profound surround sounds…. of elegances..calm and sublime grace..That is magnificent and stunning to say the least..on this top class..drumnbass,jazzy,saxophone, electronic, ambiental album..

A potem zapodam plajerka z soudclouda; przezajebistego i długaśnego numeru posłuchaj zatem i wczuj się w wiodący klimat na tej płycie.

CLICK ON COVER TO DOWNLOAD!

Ta płyta jest do pobrania od dwóch miesięcy- jak widać ściągam jednak nowe rzeczy, chociaż miałem tego nie robić. Ale dla takich znalezisk  warto penetrować świat netaudio. To wzmacnia, to daje radę, to jest zajebiste!

A na koniec przeznam się nieskromnie, że przesłuchałem- choć raczej pobieżnie, ale mimo wszystko- [CHYBA?] CAŁY szajs otagowany „jazz”, który zalega na jamendo. Nie jest tego dużo- niespełna 1.200 płyt. Robię sobie taki risercz średnio raz na kwartał, więc bardzo mnie to nie absorbuje…

Następne trzy płyty też będą pochodziły z jamendo, ale już nie będą takimi świeżynkami- czyszczę katalog „jazzy mondays” [kto zna, ten wie, o co kaman].

Zdrowia & indżoj!

07
Czer
11

ten wpis miał być długi, ale nie jest

Kroi się nowa niesencja, dojrzewa.

Kroi się ich nawet więcej niż jedna, ale najpierw będzie jedna, zanim przykroi się selekcję do następnych, o ile wogóle i wogóle o ile.

Proszę pamiętaj, że nic nowego nie ściągam, zatem nic ciekawego również nie mam do powiedzenia/ napisania. Piszę z przyzwyczajenia, ale właśnie się próbuję odzwyczaić od tego.

Co nie zmienia faktu, że coś poleci poniżej! Bo jest w zasobach netmuzycznych jeszcze trochę fajnej nuty, póki co jest. Dobra, jadziem.

__________________________________

Mateusza Słyka polecam kilka pierwszych kawałków z płyty „Sen na jawie”, którą można zapodać na jamendo.  Numer drugi- jak to już w zwyczaju mam- zapodał[bym] do plajerka-zajawiacza. Bo jest ZDECYDOWANIE ZNAKOMITY. Kliknij w okładkę, a znajdziesz go, jako i ja znalazłem. Raczej jazz, ale nie tylko. Dla koneserów Polskiej Estrady. Bez plajerka, wordpress nie lubi ciał obcych, a plonsai jakoś mi dziś nie leży- za dużo zachodu.

__________________________________

Naoto Taguchi też jest niezły, chociaż całkiem w innych rejestrach się odnajduje. Subtelne glicze, downbeat, ambientowe sałndskejpy, elektronika leniwa i przemyślana, mięciutkie sample, czasem coś dziwnego…

No i oczywiście numer dwa rządzi, ta zasada jest jak sądzę jakoś odgórnie zasądzona [choć ja przeważnie na niesencjach hita daję na czwórkę].

__________________________________

Pamiętasz, że chciałem co tydzień zapodawać w tym roku regularnie i jazz, ambient i post-rock? Możesz nie pamiętać, więc przypominam- taki był plan. Czas szybko go zweryfikował, ale katalogi z mptrójami mam nadal podzielone stosownie i wg tej zasady.

Zatem teraz post-rock… Lub więcej niż post-rock. 1/12 grup grających taką muzykę potrafi zamieszać tak, jak ukraińska grupa 1/16. Klikaj, wciągaj, słuchaj i słysz!

___________________________________

Serio- niczego nowego nie ściągam, powoli skrobię o tym, co mi narosło na dyskach przez te lata. Czy tym samy żegnam się definitywnie?

Zdrowia & indżoj!

28
Mar
11

jazzy mondays 2011 [09/50] – acid sax

Crackin’ Rubato – Crackin’ Rubato

What to make of a group that combines funky beats with electronica, soul, and jazz? In this case you get Crackin’ Rubato, where it sounds like hip-hop beats are entering a more jazzier world that’s on the thin line between acid jazz and smooth jazz, and it seems to be comfortable in both.
Its cover image is simply that of an opened hard drive, which of course looks like a stylus hitting the groove of a record. It is meant to suggest the class and style of the old with the way most people consume music today: digitally. The music here could find itself welcome in TV shows and movies, but it might make a few dance floors burn because of how solid it sounds. At times it sounds too clean and polished, regardless of how gritty the musicianship (and added surface noise) is, but I shouldn’t complain. They’re not quite up to the standards of Jazzanova, but fans of the German production collective will find enough in Crackin’ Rubato’s sound to immerse themselves into [review from this is book’s music].

CLICK ON COVER TO DOWNLOAD & ENJOY!
____________________________________

Mam powoli dosyć tych cykli…

28
Gru
10

Niesencja #16. The sixteenth compilation by netmuzyka.com

Netmuzyka rozpoczęła piąty rok bytowania nie tak dawno temu… I na dosmaczenie tego faktu przygotowana została 16 część serii kompilacji pod już-każdemu-wszystko-mówiącym-tytułem: Niesencja.

Co dość ważne: jest to piąta kompilacja która powstała w 2010 roku, czyli zamierzeniom stało się zadość. I oby w przyszłym roku nic się nie zjebało na tyle, by pięć kolejnych udało się zapodać w sieć… Tego sobie między innymi życzyć chciałbym na ten Nowy Rok.

__________________________________

No dobrze- ale cóż to za składaczek jest, ten szesnasty?- zapytasz zapewne. A no jest to składaczek kompletnie jazzowy!- odpowiem bez zastanowienia. Wyłącznie jazzowy, konsekwentnie jazzowy i wręcz jazzowo-jazzowy. Z różnych odmian tego przezacnego gatunku czerpiący i udanie w trzynastu utworach zamknięty.

Ale- bynajmniej nie hermetyczny! Nie stylistycznie hardkorowy! Gdzie tam Niesencji do tego typu gwałtowności tudzież inszego karate w ucho! Na półtwardo jest [jak zwykle], ale tym razem raczej dla lubiących jazz. Lub dla takich, co go zamierzają polubić i się nie boją. Albo i się właśnie boją… kto tam wie.


CLICK ON COVER TO DOWNLOAD

Zanim przystąpisz do obczajania plajlisty kliknij proszę- niech się zaciąga, po co zwlekać. Wiesz przecież, że warto!

A następnie zwróć proszę uwagę na zmianę układu podstrony „Niesencje”, do której link która dostępny jest na sidebarze. Jak zauważysz została dość istotnie przeformatowana- i to nie jest koniec jeszcze! Zdaje mi się bowiem, że jest teraz bardziej czytelna i zachęcająca do zasysu, nie? Tylko za długo się ładuje, pracuję nad rewolucją w tym temacie.

A teraz meritum!

__________________________________

01. Van Zalman – JZ1
02. Fonetik – Claris
03. Anikina Kate – Shadow Of Fear
04. In-Fusion – Tu-tu-pà
05. Stan-X – Delta
06. Revolution Void – Obscure Terrain
07. Black Gold 360 – Taxes, Death & Trouble
08. Done Been – Saltwater Coma
09. Arnaud Martin Jazabana – Wakapou
10. Jazz Oil – Traffic Man
11. Streets Of Acid – Under The Hood
12. Dimitris – Look What I Found While Cleaning
13. Rushus – Crimson Turtles

__________________________________

Tak przedstawia się całokształt, złożony z kawałków częściowo znanych z netmuzyki, w większości znanych z innych blogów netaudio + kilku właściwie nieznanych i wygrzebanych z netmuzycznych czeluści. Do źródła dostaniesz się klikając powyżej na nazwę utworu. Ponadto link do źródła znajduje się w każdym z plików mp3 w metadanej „komentarz”.

Dla lubiących poczytać- poniżej o każdym z utworów słów kilka:

01. Intro miało być charakterystyczne i nie pozostawiające wątpliwości- jeśli się spodoba, spodoba się reszta kompilacji- pomyślałem sobie. Zatem intro jest charakterystyczne.

02. Zaraz potem łagodząc nastrój jednym z moich ulubionych nagrań z obszaru netaudio-jazzu. Długo i rozmaicie wije się ten wałek, pod koniec tworząc elektroniczny klimat przy którym za każdym razem mam ciary.

03. I zwrot następny-  gitarowy jazz-rock. A w zasadzie tzw. fusion.

04. Podobnie jak następny kawałek, który jest niejako przedłużeniem wątku z numeru poprzedniego. Tym razem zdecydowanie fusion.

05. I pozostajemy w klimatach fusion… Stara miłość nie rdzewieje!

06. Jesteśmy w połowie stawki- jak z fusion przejść na electro-jazz? A posłuchaj, ten kawałek w naturalny sposób przerywa ciąg wprowadzając do odsłuchu tzw. „nowe brzmienia”.

07. I pozostajemy w kręgu owych „brzmień nowych”- nie na tyle jednak brzmieniowo nowych, by nazywać je „nu-jazzem”.

08. Chociaż niedaleko takim elementom do downbeatu. Ale nadal przecież jest to pełnokrwisty jazz!

09. Pełno- i ognistokrwisty! Współczesny, ale jakże tradycyjny… Improwizowany tak umiejętnie jak tylko to możliwe.

10. Aż w końcu funkowy- bo składak jazzowy bez funku to jak porno bez seksu.

11. To też funkowe? Nooo… Funkiem podszyte, mocno garażowe jakieś, niedotarte, brudne jakieś, kwaśne i zajebiste.

12. Po kwaśnym coś łagodnego. Może to jest właśnie „nu-jazz„? No jest raczej.

13. A to? Co to za outro? A to progresywny jazzu odłam w swojej melancholijnej odsłonie. Akurat na zakończenie i wyciszenie…

…aby pozwolić składance zapodać się od początku tym dość brutalnym wejściem!

__________________________________

Co dalej w temacie Niesencji? Kto wie- mamy z Agentem P. jedną w zawieszeniu… A poza tym to chilloutu w poczekalni niesencyjnej naliczyłem 200 z górką utworów, postrocka mi się nagromadziło masę [niebawem zacznę promować co poniektóre płyty- jest tej gitary w sieci całkiem niemało], o ilości ambientu w sieci nie ma co gadać… Alernatywnego popu też mam pod dostatkiem, psychodelicznego odjazdu w katalogach poczekalniowych nie brakuje, mam również wciąż nadzieję zrobić kompilację o złym tripie z Agentem B. Coś niecoś było na rzeczy w temacie akustronicznym z Agentem A., ale…

Dobra- na pewno będzie się działo. Póki co- klikaj w okładkę, słuchaj i delektuj się- usłyszysz, że warto!

Zdrowia & indżoj!

30
Lip
10

ni to leczo, ni ratatuj

No bo leczo to ponoć taka potrawa. A ratatouille taka klasycznie. Gugiel dodatkowo podaje przepisy na tysiące wariacji na te dwa tematy, jednak jeśli nie chce Ci się guglać lub akurat wgulało Cię na netmuzykę- zapodaj poniższego klasyka emeliksowego. Smacznie, prosto i bez konserwantów [oraz żadnych dodatków typu fix czy pomysł na. No bo takie rzeczy to nie tutaj].

Moja rodzina nazywa to danie mimo wszystko jednak leczem. Leczo na to rzeczem. I niech tak pozostanie; czytającym to [z zastosowaniem translatora of kors] ortodoksom znad Balatonu mówimy ewentualnie „przepraszam”. Przecież Pan Fjużyn w kuchni jest- let’s start!

_________________________

To co na zdjęciu obok za chwilę trzeba w odpowiedniej kolejności podziabać i we wspólnym garze zgodnie z poniższymi zasadami upichcić.

Ale do zestawu z foto potrzebujemy jednakowoż jeszcze przygotować ingrediencje słabo się na zdjęciach prezentujące, czyli:

  • 1/2 kostki smalcu. SMALCU. Tak. Olej w tym przypadku olej, szczerze Ci odradzam. Szmalec tutaj jedynie podchodzi. Cóż, na coś trzeba umrzeć ;)
  • 5 z czubem łyżek sproszkowanej słodkiej czerwonej papryki że pominę przecinki.
  • sól; tyle ile trzeba- akurat tej potrawy należy próbować podczas gotowania.
  • pieprz- najlepiej kolorowy i mielony nad garem. Ale jak brak, to może być ten zwykły, czarny, zwietrzały, zmielony, z torebki.
  • + jeśli coś Ci jeszcze do tego pasuje- też dodaj. Ale moim zdaniem potrzeby nima. Wierz mi.

Podstawą są mimo wszystko pomidory- nie papryka, choć oczywiście bez niej to będzie zupełnie nie to danie. Ale pomidory są konieczne– nie koncentrat, nie keczap, nie przecier, nie sok- pomidory z krzaczora lub puszki.

Te z puszki właściwie nie wymagają obróbki- można je ewentualnie rozdrobnić nieco; natomiast te z krzaka [no ok- z bazaru/ sklepu] należy pozbawić skórki. Aby było łatwo tego dokonać, należy zrobić tak:

czyli zrobić znak krzyża nożem na dziubku, delikatnie. Potem zalać wrzątkiem, odczekać… i jeśli się spieszysz, to odlać gorącą i dolać zimnej wody. Lub poczekać aż woda przestygnie- tak robię, zajmując sie w międzyczasie resztą.

Skórka z pomidorów prawie-bez-problemu złazi bez użycia jakichkolwiek narzędzi kuchennych. Potem trzeba się tylko pozbyć tych zdrewniałych części od łodyżek, pokroić rzecz niedbale- i już.

A wcześniej- roztapiamy smalec na patelni i wrzucamy na nią pokrojoną w grubą dość kostkę kiełbasę. Nie tę drogą czy najpyszniejszą- kupmy tę akurat, którą lubimy sobie zjeść usmażoną np. w jajecznicy. Toruńska, śląska, podwawelska etc. Zwyczajna jest za zwyczajna moim zdaniem, ale przecież bywają i w tym segmencie rarytaśne zwyczaje!

Cebula też powinna być w kostkę grubą. W półplastry też będzie ok. I w cienkie plastry też- i tak się rozgotuje, bo rozgotować się powinna. Czosnkiem też nie ma co sobie zawracać gitary- ząbki jeszcze w łupinie lekko miażdżysz szerszym końcem noża, w palcach  zdejmujesz płaszczyk i kroisz byle jak na kawałki. Potem go w chwilę za cebulą wrzucasz do smażącej się kiełbasy.

Jak się wszystko już odpowiednio zarumieni i zeszkli przerzucasz zawartość patelni do większego garnka/ rondla etc. Wsypujesz paprykę w proszku i rozpuszczasz ją w tym tłustym i pysznie pachnącym  półprodukcie. Potem kroisz strąki papryki na pół, wyrywasz paluchami to zielone z łodygą i większością pestek. Każdą połówkę myjesz pod bieżącą wodą, pozbywając się reszty pestek. Kroisz jak widać na zdjęciu. Potem do gara i po jakichś 15 min duszenia zalewasz to breją pomidorową.

Cukinię lubię nierozpadniętą, więc kroję ją grubo i dodaję z pestkami. Robię to pod sam koniec gotowania, kiedy papryka jest już prawie docelowo miękka. Cukinii potrzeba 10-15 minut, w międzyczasie całość należy do smaku dosolić i popierzyć.

Można dodać 1/2 litra rosołu i jeść jak zupę. Można pod koniec mocno przegotować i jeść łyżką. Można dodać chilli i spocić sie na ostro. Można podawać z grubym makaronem, chociaż preferuję pieczywo. Można mrozić i zjeść zimą. Można paprykę wcześniej upiec i obrać ze skóry [i zjeść jak zupę]. Wiele można, ale przedstawiłem rozwiązanie wg mnie najpyszniejsze. A najlepsze po ostygnięciu i kolejnym podgrzaniu– ale bez zagotowania!

_________________________

A w kuchni podczas przygotowań przygrywał sobie w kółko elektryczny jazz- generalnie zajebisty, momentami monotonny, momentami ociekający geniuszem. Mowa o płycie Dj’mvIndian Songs.

No i cóż że on nie z Wengrzech?

16
Lip
10

upał, czyli jazz & pochodne 6

Artysta: Sicilian AV Project
Album:  Live Bootleg
Plonsai: Raspafunk




autor

linki które rządzą

wpisy które rządzą


%d blogerów lubi to: