30
Lip
10

ni to leczo, ni ratatuj

No bo leczo to ponoć taka potrawa. A ratatouille taka klasycznie. Gugiel dodatkowo podaje przepisy na tysiące wariacji na te dwa tematy, jednak jeśli nie chce Ci się guglać lub akurat wgulało Cię na netmuzykę- zapodaj poniższego klasyka emeliksowego. Smacznie, prosto i bez konserwantów [oraz żadnych dodatków typu fix czy pomysł na. No bo takie rzeczy to nie tutaj].

Moja rodzina nazywa to danie mimo wszystko jednak leczem. Leczo na to rzeczem. I niech tak pozostanie; czytającym to [z zastosowaniem translatora of kors] ortodoksom znad Balatonu mówimy ewentualnie „przepraszam”. Przecież Pan Fjużyn w kuchni jest- let’s start!

_________________________

To co na zdjęciu obok za chwilę trzeba w odpowiedniej kolejności podziabać i we wspólnym garze zgodnie z poniższymi zasadami upichcić.

Ale do zestawu z foto potrzebujemy jednakowoż jeszcze przygotować ingrediencje słabo się na zdjęciach prezentujące, czyli:

  • 1/2 kostki smalcu. SMALCU. Tak. Olej w tym przypadku olej, szczerze Ci odradzam. Szmalec tutaj jedynie podchodzi. Cóż, na coś trzeba umrzeć ;)
  • 5 z czubem łyżek sproszkowanej słodkiej czerwonej papryki że pominę przecinki.
  • sól; tyle ile trzeba- akurat tej potrawy należy próbować podczas gotowania.
  • pieprz- najlepiej kolorowy i mielony nad garem. Ale jak brak, to może być ten zwykły, czarny, zwietrzały, zmielony, z torebki.
  • + jeśli coś Ci jeszcze do tego pasuje- też dodaj. Ale moim zdaniem potrzeby nima. Wierz mi.

Podstawą są mimo wszystko pomidory- nie papryka, choć oczywiście bez niej to będzie zupełnie nie to danie. Ale pomidory są konieczne– nie koncentrat, nie keczap, nie przecier, nie sok- pomidory z krzaczora lub puszki.

Te z puszki właściwie nie wymagają obróbki- można je ewentualnie rozdrobnić nieco; natomiast te z krzaka [no ok- z bazaru/ sklepu] należy pozbawić skórki. Aby było łatwo tego dokonać, należy zrobić tak:

czyli zrobić znak krzyża nożem na dziubku, delikatnie. Potem zalać wrzątkiem, odczekać… i jeśli się spieszysz, to odlać gorącą i dolać zimnej wody. Lub poczekać aż woda przestygnie- tak robię, zajmując sie w międzyczasie resztą.

Skórka z pomidorów prawie-bez-problemu złazi bez użycia jakichkolwiek narzędzi kuchennych. Potem trzeba się tylko pozbyć tych zdrewniałych części od łodyżek, pokroić rzecz niedbale- i już.

A wcześniej- roztapiamy smalec na patelni i wrzucamy na nią pokrojoną w grubą dość kostkę kiełbasę. Nie tę drogą czy najpyszniejszą- kupmy tę akurat, którą lubimy sobie zjeść usmażoną np. w jajecznicy. Toruńska, śląska, podwawelska etc. Zwyczajna jest za zwyczajna moim zdaniem, ale przecież bywają i w tym segmencie rarytaśne zwyczaje!

Cebula też powinna być w kostkę grubą. W półplastry też będzie ok. I w cienkie plastry też- i tak się rozgotuje, bo rozgotować się powinna. Czosnkiem też nie ma co sobie zawracać gitary- ząbki jeszcze w łupinie lekko miażdżysz szerszym końcem noża, w palcach  zdejmujesz płaszczyk i kroisz byle jak na kawałki. Potem go w chwilę za cebulą wrzucasz do smażącej się kiełbasy.

Jak się wszystko już odpowiednio zarumieni i zeszkli przerzucasz zawartość patelni do większego garnka/ rondla etc. Wsypujesz paprykę w proszku i rozpuszczasz ją w tym tłustym i pysznie pachnącym  półprodukcie. Potem kroisz strąki papryki na pół, wyrywasz paluchami to zielone z łodygą i większością pestek. Każdą połówkę myjesz pod bieżącą wodą, pozbywając się reszty pestek. Kroisz jak widać na zdjęciu. Potem do gara i po jakichś 15 min duszenia zalewasz to breją pomidorową.

Cukinię lubię nierozpadniętą, więc kroję ją grubo i dodaję z pestkami. Robię to pod sam koniec gotowania, kiedy papryka jest już prawie docelowo miękka. Cukinii potrzeba 10-15 minut, w międzyczasie całość należy do smaku dosolić i popierzyć.

Można dodać 1/2 litra rosołu i jeść jak zupę. Można pod koniec mocno przegotować i jeść łyżką. Można dodać chilli i spocić sie na ostro. Można podawać z grubym makaronem, chociaż preferuję pieczywo. Można mrozić i zjeść zimą. Można paprykę wcześniej upiec i obrać ze skóry [i zjeść jak zupę]. Wiele można, ale przedstawiłem rozwiązanie wg mnie najpyszniejsze. A najlepsze po ostygnięciu i kolejnym podgrzaniu– ale bez zagotowania!

_________________________

A w kuchni podczas przygotowań przygrywał sobie w kółko elektryczny jazz- generalnie zajebisty, momentami monotonny, momentami ociekający geniuszem. Mowa o płycie Dj’mvIndian Songs.

No i cóż że on nie z Wengrzech?


2 Responses to “ni to leczo, ni ratatuj”


  1. 1 Undre
    niedziela, 01 Sierpień 2010 o 23:31

    Wbijam na bloga w nadziei na jakiś albumik a tu pyk – potrawa z wczoraj i dzisiaj na froncie :D Precyzyjniej się określając mam na myśli to owe „ratatouille”. Już mi w sumie bakłażan bokiem wychodzić zaczyna, naraz tego w kuchni tyle powstało, że rodzinę chińską bym mógł karmić tydzień. Z muzy sobie zaś przejrzałem składanki Cologne Commons, ku mej uciesze natrafiając tym samym na nieco manny dla ucha.

    Pozdrawiam !


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


autor

linki które rządzą

  • Brak

%d bloggers like this: