Archiwum dla Lipiec 2010

30
Lip
10

ni to leczo, ni ratatuj

No bo leczo to ponoć taka potrawa. A ratatouille taka klasycznie. Gugiel dodatkowo podaje przepisy na tysiące wariacji na te dwa tematy, jednak jeśli nie chce Ci się guglać lub akurat wgulało Cię na netmuzykę- zapodaj poniższego klasyka emeliksowego. Smacznie, prosto i bez konserwantów [oraz żadnych dodatków typu fix czy pomysł na. No bo takie rzeczy to nie tutaj].

Moja rodzina nazywa to danie mimo wszystko jednak leczem. Leczo na to rzeczem. I niech tak pozostanie; czytającym to [z zastosowaniem translatora of kors] ortodoksom znad Balatonu mówimy ewentualnie „przepraszam”. Przecież Pan Fjużyn w kuchni jest- let’s start!

_________________________

To co na zdjęciu obok za chwilę trzeba w odpowiedniej kolejności podziabać i we wspólnym garze zgodnie z poniższymi zasadami upichcić.

Ale do zestawu z foto potrzebujemy jednakowoż jeszcze przygotować ingrediencje słabo się na zdjęciach prezentujące, czyli:

  • 1/2 kostki smalcu. SMALCU. Tak. Olej w tym przypadku olej, szczerze Ci odradzam. Szmalec tutaj jedynie podchodzi. Cóż, na coś trzeba umrzeć ;)
  • 5 z czubem łyżek sproszkowanej słodkiej czerwonej papryki że pominę przecinki.
  • sól; tyle ile trzeba- akurat tej potrawy należy próbować podczas gotowania.
  • pieprz- najlepiej kolorowy i mielony nad garem. Ale jak brak, to może być ten zwykły, czarny, zwietrzały, zmielony, z torebki.
  • + jeśli coś Ci jeszcze do tego pasuje- też dodaj. Ale moim zdaniem potrzeby nima. Wierz mi.

Podstawą są mimo wszystko pomidory- nie papryka, choć oczywiście bez niej to będzie zupełnie nie to danie. Ale pomidory są konieczne– nie koncentrat, nie keczap, nie przecier, nie sok- pomidory z krzaczora lub puszki.

Te z puszki właściwie nie wymagają obróbki- można je ewentualnie rozdrobnić nieco; natomiast te z krzaka [no ok- z bazaru/ sklepu] należy pozbawić skórki. Aby było łatwo tego dokonać, należy zrobić tak:

czyli zrobić znak krzyża nożem na dziubku, delikatnie. Potem zalać wrzątkiem, odczekać… i jeśli się spieszysz, to odlać gorącą i dolać zimnej wody. Lub poczekać aż woda przestygnie- tak robię, zajmując sie w międzyczasie resztą.

Skórka z pomidorów prawie-bez-problemu złazi bez użycia jakichkolwiek narzędzi kuchennych. Potem trzeba się tylko pozbyć tych zdrewniałych części od łodyżek, pokroić rzecz niedbale- i już.

A wcześniej- roztapiamy smalec na patelni i wrzucamy na nią pokrojoną w grubą dość kostkę kiełbasę. Nie tę drogą czy najpyszniejszą- kupmy tę akurat, którą lubimy sobie zjeść usmażoną np. w jajecznicy. Toruńska, śląska, podwawelska etc. Zwyczajna jest za zwyczajna moim zdaniem, ale przecież bywają i w tym segmencie rarytaśne zwyczaje!

Cebula też powinna być w kostkę grubą. W półplastry też będzie ok. I w cienkie plastry też- i tak się rozgotuje, bo rozgotować się powinna. Czosnkiem też nie ma co sobie zawracać gitary- ząbki jeszcze w łupinie lekko miażdżysz szerszym końcem noża, w palcach  zdejmujesz płaszczyk i kroisz byle jak na kawałki. Potem go w chwilę za cebulą wrzucasz do smażącej się kiełbasy.

Jak się wszystko już odpowiednio zarumieni i zeszkli przerzucasz zawartość patelni do większego garnka/ rondla etc. Wsypujesz paprykę w proszku i rozpuszczasz ją w tym tłustym i pysznie pachnącym  półprodukcie. Potem kroisz strąki papryki na pół, wyrywasz paluchami to zielone z łodygą i większością pestek. Każdą połówkę myjesz pod bieżącą wodą, pozbywając się reszty pestek. Kroisz jak widać na zdjęciu. Potem do gara i po jakichś 15 min duszenia zalewasz to breją pomidorową.

Cukinię lubię nierozpadniętą, więc kroję ją grubo i dodaję z pestkami. Robię to pod sam koniec gotowania, kiedy papryka jest już prawie docelowo miękka. Cukinii potrzeba 10-15 minut, w międzyczasie całość należy do smaku dosolić i popierzyć.

Można dodać 1/2 litra rosołu i jeść jak zupę. Można pod koniec mocno przegotować i jeść łyżką. Można dodać chilli i spocić sie na ostro. Można podawać z grubym makaronem, chociaż preferuję pieczywo. Można mrozić i zjeść zimą. Można paprykę wcześniej upiec i obrać ze skóry [i zjeść jak zupę]. Wiele można, ale przedstawiłem rozwiązanie wg mnie najpyszniejsze. A najlepsze po ostygnięciu i kolejnym podgrzaniu– ale bez zagotowania!

_________________________

A w kuchni podczas przygotowań przygrywał sobie w kółko elektryczny jazz- generalnie zajebisty, momentami monotonny, momentami ociekający geniuszem. Mowa o płycie Dj’mvIndian Songs.

No i cóż że on nie z Wengrzech?

26
Lip
10

tu cała reszta

Szkoda mi Tych, co się spalają pisząc swoje blogi. Tych, co nie potrafią się jakoś w ich okolicach ogarnąć i tak łatwo rozstają się z nimi myśląc, że pod innym adresem, z innym nickiem będą kimś innym.

To po chuj się człowieki tyle czasu uzewnętrzniają, męczą codziennie, czas tracąc? Czy jak zmienisz się w necie to zmiana w Tobie jest wtedy kompletna? Hehe…. A czy nie warto jednak się przemóc, znaleźć na chwilę chociaż jakiś temat zastępczy i mimo wszystko w ramach tego samego adresu rzecz nadal pociągnąć? Albo odpocząć po prostu i powrócić za czas jakiś?

Pierdolenie, znam to. Dlatego przez jakiś czas będę pisał o żarciu. I jak mnie najdzie chujnia, to będę pisał o żarciu. I jak mnie najdzie zwątpienie to napiszę o żarciu. A jak już nie będę mógł pisać o jebanym żarciu, to napiszę wpis o czymkolwiek, byle nie o jebanym żarciu. Ani o muzyce. Ale głównie będzie wciąż o muzyce. O netmuzyce.

Bo w tych czasach adresu z dobrym pejdżrankiem się tak po prostu nie porzuca, to bez sensu! Se poczytaj- rozmaicie można rozumieć pejdżranki.

3 miliony blogów prowadzą Polacy, taki ostatnio gdzieś tekst przeczytałem.

No to kurwa & pięknie. Zdrowia & indżoj :(

24
Lip
10

ogórki diżą

Nie, jednak nie będę prowadził osobnego bloga o tematyce żywieniowej- nie miałem do tej pory na to czasu, to nie będę go miał i kiedy indziej. W zamian po prostu niniejszym wprowadzam na netmuzyce kącik kulinarny.

Chociaż może niektórzy pamiętają drugą odsłonę tego bloga, gdzie przepisy i podobne wątki jedzeniowe raz na jakiś czas się pojawiały? Ok, zapewne niewiele osób to kojarzy- nie ważne. Start.

_________________________________________

Połowa lata- czas rozpocząć przygotowywanie przetworów. Dziś ogórki w musztardzie- pyszny, słodko-kwaśno-ostry dodatek do mięs.

  • 3kg ogórków gruntowych kroimy wzdłuż w ósemki. Jeśli są to „wieloryby” to usuwamy z nich pestki [łyżeczką, po przekrojeniu ogórka na pół]. Następnie dość szczelnie upychamy nasze ogórkowe słupki w słoiki.
  • Do każdego słoika wrzucamy liść laurowy, kilka ziaren kolorowego pieprzu, ziarenko ziela angielskiego, parę nasionek kolendry i gorczycy.
  • … a ponieważ miałem jeszcze sporą cukinię to dwa słoiki wypchałem słupkami cukiniowymi. Oczywiście bez pestek.

  • Do gara wlewamy  zimną wodę, 6-7 szklanek.
  • Octu [spirytusowego 10%] szklankę.
  • Cukru tę samą szklankę, czubatą.
  • Niespełna 3 łyżki soli.
  • Gotujemy te składniki, na koniec dodajemy około 200g [mały słoik] musztardy dijon. Albo innej, ale osobiście innej nie uznaję.
  • Zalewamy słoiki z ogórkami. Zakręcamy.
  • Pasteryzujemy chwilkę, tak na wszelki wypadek.

Za kilka/naście dni powinny być już akurat do jedzenia. Jak nie zapomnę, to zamieszczę fotkę z gotowcami podanymi do obiadu.

_________________________________________

A co do tego muzycznie? Mi przygrywał między innymi Chill Carrier ze swojej ostatniej płyty– muzyka tła, idealna do kuchni, idealna na tę porę roku! I łagodząca ostrość zalewy ;)

Smacznego!

23
Lip
10

ulotka

Znalazłem dziś na podwórku ulotkę zachęcającą mnie do konsumpcji Oryginalnej Kuchni Tureckiej, z dowozem lub bez. Bez to tam, gdzie i ogródek piwny i miła atmosfera, z dowozem +3,00zł…

Ale to nic. Menu mnię ujmiło- bo żeby nie było, że to tylko na netmuzyce szyk się w zdaniach pierdoli:

„Kebab  na cienkim cieście z kurczaka”.

Jest też i „[…] na grubym cieście z kurczaka”. Pytałem po rodzinie i znajomych- nikt nad Wisłą nie robi ciast z drobiu. Choć fakt- niedaleko mam zakłady przetwórstwa ptactwa hodowlanego, może istotnie w mej okolycy mączka kostna tańsza niż zbożowa?

BTW- pierdolę ciasta z mięsa: mam małosolne ogórki + zjem ze smalcem chleb i z cebulą. Sezon jest, w swym mikro-ogrodzie browara do tego- a jakże!- wypiję.

PS. Niesencja #15 się kroi, a będzie wypasiona w lajtowe bity jak brojler w drożdże! I tylko patrzeć jak nastąpi- bo musi latem, bo letnia jest… znaczy się- goronca.

PS2. Gosiewskiego ponoć Palikot widział na Peronie We Włoszczowej. Może: UPAŁ?

PS3. Niestety ja też widziałem niedawno kogoś, kogo zobaczyć nie powinienem… Na Stacji Benzynowej. Może: UPAŁ+ OPARY?

PS4. Upałów mam dość. Zimy miałem dość, deszczu miałem dość, a teraz mam dość skwaru… Nie dogodzisz Mląksowi na dłuższą metę :(

20
Lip
10

…bo nie wiem, czy wiesz, ale archive.org to jednak podstawa jest

_

_

S   E   L   U   K   N   I   J            iMilcz

_

_

19
Lip
10

upał, czyli jazz & podsumowanie

No i upał zelżał nieco, by powrócić…

Choć to właściwie nie jest istotne w tej chwili- mieliśmy zajebiście zimną zimę, ulewne deszcze wiosną to i dla równowagi tropikalne upały latem powinny się zdarzyć być. Przecież żyjemy w klimacie umiarkowanym, tak umiarkowanym jak gatunkowy rozrzut na tym blogu

Ale to nie jest istotne na tę chwilę. Istotne jest to, że nikogo nie zdziwiło, dlaczego w publikowanym od kilku dni cyklu powtarza się słowo „plonsai”… To, że nikogo to nie zdziwiło nie zdziwiło również mnie. Z różnych powodów, chociaż jeden jest najistotniejszy- bo do lycha, kogo to kurwa obchodzi?

Sam nie wiem. Może mnie? Mnie wystarczy, że mi, albo jakoś tak. Zainteresowanym podpowiem jednak, że skoro coś nazywa się „plonsai” to znaczy, że należy do mnie. Podobnie jak niesencja, jednak zasadniczo inaczej, chociaż nadal to moje.

Osoho? Plonsai to składanka złożona z polecanych w cyklach netmuzycznych tzw. highlightów, zapodana na archive.org, zaopatrzona w chujową okładkę made in melą hołm i generalnie służąca do przekazania próbek z poszczególnych płyt tak, by nie było żenady, że coś w plajerku się za jakiś czas nie odtworzy [tutaj głównie ukłony w stronę serwisu jamendo; pokłony, kłaniam się].

To, że można ściągnąć wszystko w zipie jest wyłącznie dziełem zmyślnym programistów i administratorów archiwum, prawie-przypadkiem choć niecnie wykorzystanym przez piszącego tego bloga. Yeeeyeye…

Jak na razie jest to część trzecia, czyli druga, bo pierwsza nie jest stąd… a przynajmniej nie do tutaj należy. Albo inaczej- przynależy, ale nie w całości i generalnie nie do tego celu została stworzona. Co i tak nie jest istotne ani w tej chwili, ani w żadnej kolejnej z chwil następnych.

Część druga, czyli pierwsza, również jazzową jest, polecam!

Właściwie tyle. Następną razą zapodam coś raczej niecyklicznego, cykle cyklicznie podawane niedobre są latem… Ogólnie nie są zadobre za często.

PS. wyłączę się teraz na jakiś czas teraz, wyciszę i powrócę…

18
Lip
10

upał, czyli jazz & pochodne 9

Artysta: Tomme
Album:   Giorno In Cui
Plonsai: Ngiorno pt3.08e20 (Nutrimento)




autor

linki które rządzą

  • Brak

wpisy które rządzą


%d blogerów lubi to: