25
Maj
10

rzecz, co daje radę, chociaż [mnie] nie powala

Czyli kolejny elektroniczny czilałt znaleziony w sieci,

taki z intrygującym otwarciem

oraz wyczerpującą i subiektywną recenzją spisaną punkt po punkcie przez Cerbera, użytkownika Jamendo.

Płyta w metaforyczny sposób oddaje ducha obecnego świata, mimo, że używa dość staromodnych brzmień. Te jednak z niesamowitą siłą i celnością oddają nastrój dużego miasta.

1. Pierwszy utwór przypomina mi na myśl deszczowy, ale ruchliwy dzień we wspomnianym dużym mieście, np. koło często odwiedzanego dworca kolejowego. Niesamowite jest to, jak z tła wyłaniają się kolejne dźwięki. Życzyłbym sobie ten quasi-saksofon odrobinę głośniej, bo on tutaj funkcjonuje jako pierwsze skrzypce i melodia.

2. Drugi utwór to jakby przejście z dworca do pociągu lub kolejki miejskiej. Elektroniczne dźwięki brzmią jak zza szyby, i tak właśnie słucha się tego utworu. Pociąg mnie, a my oglądamy krajobrazy, te same zapewne, które oglądaliśmy wiele razy, ale które w dzisiejszym deszczowym, acz optymistycznie zapowiadającym się dniu, zyskują nowy wydźwięk, piękno.

3. Ten utwór…Cafe Club. Jakby wizyta na kawie, lub na jem session po całym dniu ciężkiej pracy. Idealny czas na relaks, na refleksję, na podsumowanie tego, co się właśnie wydarzyło. Czas na zebranie sił do następnego dnia. Przy tym utworze można się znakomicie zrelaksować.

4. Wpływy… wiadomo. Jamendo jest znane z takich własnie utworów. Saltillo, Revolution Void np. Skrzypki w tle zdają się jakby przechodzić w „eternal”. Około trzeciej minuty znowu charakterystyczne podbicie dynamiki. PS Tym razem jedziemy do domu, daje się odczuć zmęczenie.

5. Dla muzyków offowych każdy dzień to przebijanie siebie. Najpierw trzeba przetrwać dzień, wykonać masę swoich obowiązków, by później móc w domu wziąć się za „performance”. Za stworzenie czegoś nowego. Wyzwalający utwór, choć nie powala.

6. Nie potrafię rozgryźć tytułu… Sam utwór przynosi mi na myśl samotny, deszczowy dzień, w którym patrzymy gdzieś w dal z wysokiego piętra. Może odbieram utwór zbyt osobiście, ale eteryczne tło po prostu nie pozwala mi przejść obok, zamknąć się i powiedzieć: no, ciekawa elektronika, wrzucę sobie na iPoda i w ogóle. Nie, to nie dla mnie.

7. Jak wieczór na znanym miejskim dreptaku, Krakowski Rynek, Piotrkowska w Łodzi. bądź miejscu, gdzie ludzie przychodzą tylko po to, by poczuć się integralną częścią pewnej społeczności. Nie leniwie, ale i nie zbyt gwałtownie. Tak jak pojawiający się dźwięk dżingla oświadcza, że o, tam pobiegło jakieś niesforne dziecko, to niedaleko odjechał autobus, to klient w kafejce stłukł filiżankę kawy. Idealny utwór na podsumowanie.

No i tyle; rzecz pochodzi z netmuzycznego katalogu „no comment”,  jeśli wiesz, o czym ja mówię. A nawet jak nie wiesz- klik w graficzkę i indżoj.


0 Responses to “rzecz, co daje radę, chociaż [mnie] nie powala”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


autor

linki które rządzą

  • Brak

%d bloggers like this: