Archiwum dla Maj 2010

31
Maj
10

starocie są nadal, potrzebuję czegoś nowego

w związku z tym NAPIERDALAM!!!

Efekty tej czynności będą do wglądu w najbliższym czasie. Póki co mogę napomknąć, iż koncentruję się na doselekcjonowaniu niesencji, która raczej nie wszystkim przypadnie do gustu.

Ściąga się. Aktualnie pobieram 62 płyty. Indżoj???

Reklamy
27
Maj
10

odmurzdżon jestę

Tak, jestę.

Znak to albo, że koniec kryzysu chyba. Lub albo to początek końca kryzysu jest. W każdym razie wiem, że słowo „koniec” i „kryzys” to jest to, co intuicyjnie odczuwam, poza tym odczuciem kompletnie odmurzdżonem bendąc.

I należy mi się wolne. Tak, nie mam siły, wolne chcę. Wolnego. Bo mi frustracja narasta i się aż boję się. Toteż- wolne sobie doradzam.

W kwestii muzycznej- wyzerowanym właściwie  tak, jak odmurzdżon jestę. Czyli „kryzys” i „koniec”, bo muszę sobie zrobić wolne. Tak sobie myślę, tak sobie doradzam,  wewnętrznie poniekąd.

W związku z powyższym  zapraszam tu później.

PS. Może jutro? ;)

25
Maj
10

rzecz, co daje radę, chociaż [mnie] nie powala

Czyli kolejny elektroniczny czilałt znaleziony w sieci,

taki z intrygującym otwarciem

oraz wyczerpującą i subiektywną recenzją spisaną punkt po punkcie przez Cerbera, użytkownika Jamendo.

Płyta w metaforyczny sposób oddaje ducha obecnego świata, mimo, że używa dość staromodnych brzmień. Te jednak z niesamowitą siłą i celnością oddają nastrój dużego miasta.

1. Pierwszy utwór przypomina mi na myśl deszczowy, ale ruchliwy dzień we wspomnianym dużym mieście, np. koło często odwiedzanego dworca kolejowego. Niesamowite jest to, jak z tła wyłaniają się kolejne dźwięki. Życzyłbym sobie ten quasi-saksofon odrobinę głośniej, bo on tutaj funkcjonuje jako pierwsze skrzypce i melodia.

2. Drugi utwór to jakby przejście z dworca do pociągu lub kolejki miejskiej. Elektroniczne dźwięki brzmią jak zza szyby, i tak właśnie słucha się tego utworu. Pociąg mnie, a my oglądamy krajobrazy, te same zapewne, które oglądaliśmy wiele razy, ale które w dzisiejszym deszczowym, acz optymistycznie zapowiadającym się dniu, zyskują nowy wydźwięk, piękno.

3. Ten utwór…Cafe Club. Jakby wizyta na kawie, lub na jem session po całym dniu ciężkiej pracy. Idealny czas na relaks, na refleksję, na podsumowanie tego, co się właśnie wydarzyło. Czas na zebranie sił do następnego dnia. Przy tym utworze można się znakomicie zrelaksować.

4. Wpływy… wiadomo. Jamendo jest znane z takich własnie utworów. Saltillo, Revolution Void np. Skrzypki w tle zdają się jakby przechodzić w „eternal”. Około trzeciej minuty znowu charakterystyczne podbicie dynamiki. PS Tym razem jedziemy do domu, daje się odczuć zmęczenie.

5. Dla muzyków offowych każdy dzień to przebijanie siebie. Najpierw trzeba przetrwać dzień, wykonać masę swoich obowiązków, by później móc w domu wziąć się za „performance”. Za stworzenie czegoś nowego. Wyzwalający utwór, choć nie powala.

6. Nie potrafię rozgryźć tytułu… Sam utwór przynosi mi na myśl samotny, deszczowy dzień, w którym patrzymy gdzieś w dal z wysokiego piętra. Może odbieram utwór zbyt osobiście, ale eteryczne tło po prostu nie pozwala mi przejść obok, zamknąć się i powiedzieć: no, ciekawa elektronika, wrzucę sobie na iPoda i w ogóle. Nie, to nie dla mnie.

7. Jak wieczór na znanym miejskim dreptaku, Krakowski Rynek, Piotrkowska w Łodzi. bądź miejscu, gdzie ludzie przychodzą tylko po to, by poczuć się integralną częścią pewnej społeczności. Nie leniwie, ale i nie zbyt gwałtownie. Tak jak pojawiający się dźwięk dżingla oświadcza, że o, tam pobiegło jakieś niesforne dziecko, to niedaleko odjechał autobus, to klient w kafejce stłukł filiżankę kawy. Idealny utwór na podsumowanie.

No i tyle; rzecz pochodzi z netmuzycznego katalogu „no comment”,  jeśli wiesz, o czym ja mówię. A nawet jak nie wiesz- klik w graficzkę i indżoj.

24
Maj
10

wpis natchniony [miał być]

Tchnęło mnie, jak sobie obejrzałem i posłuchałem prezentacji kart dźwiękowych zamieszczonych na 0db. Prezentacja kończy się na roku 1994, czyli mniej-więcej wtedy, kiedy rozpocząłem zabawę z dźwiękiem na PC.

Ale pierwszy pecet stał w moim domu już gdzieś 3 lata wcześniej, u taty. Ja miałem ZX Spectrum [temat na inny wpis natchniony].

I ten pierwszy pecet był wyposażony w buzzer, który wypiardywał sound jak na samym początku wzmiankowanej prezentacji. Piękne dźwięki, serio się rozmarzyłem!

Dziwili się w szkole ludzie- po jaki chuj taki komputer właściwie komu? Grać się nie da [miałem monochromatycznego  Herkulesa, rozdzielczość wysoka, ale 2 kolory!] jak się nie ma choćby karty CGA. A nawet jak się ją ma [albo potrafi „emulować” jej obecność w DOS’ie] to i tak jest gier góra jedenaście w sumie i ogólnie to jakaś kicha ewidentnie i bezpardonowo jest.

A każda karta rozszerzeń to w Polandzie majątek był! CGA miała chyba 4 kolory, co pozwalało zagrać np. w Larrego, grę jednakże nie dla dzieci, zwłaszcza nieanglojęzycznych. Wyżej była EGA, ta już chyba miała 16 kolorów, ale nie dało się jej emulować na kartach Herkules. Bida.

Innym tematem były monitory- do ZXa miałem zielonokineskopowe coś, chyba z Unitry. Dawało radę. Do PC-ta był podłączony piękny bursztynek firmy jakiejś tajwańskiej. W trybie tekstowym- uroczy.

Procesory to również fajny temat. Początkowo mieliśmy AT, potem XT i wreszcie 386. I VGA przy okazji zapodał stary. I monitor kolorowy! I gry się pojawiły, i Windows, i wygaszacze ekranu z rybami! I chyba ze 32 MB RAM, totalny upgrade sprzętu miał miejsce swego czasu w Emeliksowym gnieździe!

Ok, ale o dźwięku miało być właściwie.

Był buzzer. Długo był, na 4-trackowym Sound Trackerze  dawał radę. Uchylna obudowa pozwalała do środka włożyć mikrofony [dwa miałem mono, każdy pod jeden ślad podpinany do decka, na fajnym takim statywie mocowane] i nagrać podkład na kasetę. Potem puszczaliśmy to z kolem z głośników i do tego improwizacja na gitarze, przeszkadzajkach i dużo wokalu. Piękna psychodelia, mocno transowe lo-fi.

Potem było coś, o czym nie ma w prezentacji. COVOX, proszę Ciebie!

Mój jedyny został polutowany przez zioma, który „wręczył” mi go mniej więcej tak:

-Nie było Cię w domu, to Ci przerzuciłem kowoksa przez bramę. Poszukaj na podwórku.

I to był czad! Można było podłączyć kompa pod wieżę! No i się zaczęło…

A potem to już akcje typu: czy Sound Blaster czy Gravis? Wygrał Creative [i wygrał na dobre, bo  tak zostało w kolejnych domowych pecetach].

Dobra, chciałem więcej i ładniej i lepiej i wogóle, ale córka mnie woła, syn płacze i generalnie, bez czytania co powyżej napisałem -publikuję oraz

żegnam serdecznie.

23
Maj
10

idm Twoim przyjacielem jest

i kropka. I nie mam nic do dodania, bo to daje radę i tyle.

Typowa elektronika netaudiowa, bez zasadzek i wzlotów. Warsztat klasyczny dla segmentu, proste wtyczki vst i oparcie na niewymagającym sofcie i hardzie prawdobodobnie składającym się z kompa + klawiatury. No i myszy.

Właściwie szit, ale indżoj! Bo sam nie wiem, co mnie w tym ujmuje… Może te nieliczne synkopy w bicie?

A może to, że dziś zajebisty dzień był?

22
Maj
10

budowa… nie! dubowa :)

Ostatnia składanka spod szyldu niesencja była pierwszą selekcją kolektywną, co oznacza, że materiał docierający do Twoich uszu [na ten czas- do 686 par, cokolwiek statystyki na archive znaczą] nie został wybrany w sposób jednoosobowo autorytatywny.

Wtręt: śmiało- powiedz,  że nie pisze się tak, bo to nie po polsku jest. Śmiało!

Nie czytam zbyt wielu blogów. Nie robię tego z uwagi na żenujący poziom języka… jakości tegoż właściwie. Oczywiście sam nie piszę poprawnie i nadaję jakimiś neolog-debiliz-mami, ale robię to zazwyczaj świadomie. A jak robię błędy, to zazwyczaj nieświadomie, więc weś mię popraf.

Dobra- ostatnia niesencja była dubowo-regowa, wypasiona w tym względzie i nasycona hajem po brzegi. Musisz jednak wiedzieć, że wstępnie mieliśmy z Brenislavem parcie na podwójną platynę, czyli zarówno to, co możesz ściągnąć [czyli klimaty z ludzkim głosem] jak i to, co nam nie wyszło [czyli tzw. instrumentale].

I jako że nie wyszło podwójnie, a następna z Brenislavem niesencja będzie na wskroś inna- parę rzeczy co zamykają temat #13. Połączę to przy okazji z czyszczeniem katalogu publikuj w aspekcie niewokalnego dubu.

Uwaga: próba na żywym wpisie!

______________________

Pięknie, minimalnie, dużo powietrza. Tylko jednak w tym jednym kawałku, reszta w stosunku do niego ssie pałę [imo] niestety. Ale okładka zajebista!

______________________

Pajerka brak. Nie wiem, co wybrać spośród 23 kawałków.

Bo to 2CD wielorakiej wariacji na temat instrumentalnego dubu w odsłonie stricte elektronicznej. Daje radę, nawet w całości. Ale generalnie nuży [mnie].

Okładki również brak, bo są dwie. Dodatkowo nie satysfakcjonują mnie zupełnie, ponieważ nie dają się wprost wkleić na tego bloga.

Toteż zaufaj i kliknij w link po ZIPa.

______________________

Jest tego o więcej, ale nie będę przymulał, idę w kimkie. Kilka rzeczy które mi się przewalały w dubowym katalogu… przewalają mi się wyłącznie w dubowym katalogu, bo w sieci już nie uwzględnisz. To mnie dobiło- brak linków…

Chciałem dobrze, chciałem wiele- wyszło jak zawsze ;)

Nie jestem stworzony do polecania dubu, CBDO. Indżoj!

PS. Przepraszam. Jeszcze to.

22
Maj
10

jak to sobie organizuję- wpis ogólnościowy

Będzie ciekawie? Nie. No, może dla niektórych. Bo jest to wpis dla niektórych właśnie. Jak zwykle zresztą.

Mam ci ja np. katalog download. Też masz? Spoko. Większość taki ma. U mnie w tej chwili jest w nim tylko 89 płyt netaudio [płyt nielegalnych brak od lat]. To, że znajdują się w tym katalogu oznacza, że jeszcze tych płyt nie słuchałem. To, że jest ich 89 [5,1 GB] oznacza, że nic ostatnio nie ściągałem, ponieważ zazwyczaj poruszam się w okolicach 190-230 płyt ściągniętych, rozpakowanych i nieprzesłuchanych. Zarazem to, że jest ich 89 oznacza, że jakąś setkę ogarnąłem w ostatnim czasie i przerzuciłem z ulgą do Wiecznej  Otchłani albo odpowiedniego katalogu.

A katalogów jest wiele. Jeśli jakaś płyta w całości odpowiada profilowi tego bloga zostaje wrzucona do katalogu nadrzędnego publiqj, który zawiera w tej chwili 12 dość pokrętnie nazwanych podkatalogów, z avantgarde psychedelic and other fucking sound na czele. Do opublikowania na dzień dzisiejszy mam 10,7 GB.

Jeśli jakaś płyta nie nadaje się do umieszczenia w poczekalni publiqj lub wyraża sobą jakąkolwiek chęć do bycia wrzuconą na bloga niebawem [czyli- nie czeka na cykl, na lepsze czasy, na jakikolwiek opis itd.] zostaje zapodana do niezależnego od innych katalogu no comment. Stamtąd wędruje na bloga jak nie mam nic do powiedzenia, ale chcę coś opublikować. Podręcznik tak zwany, 1,5 GB.

Zupełnie inną, i najbardziej chłonną dajrektorią jest niesencje. Tam znajdują sie wyłącznie pojedyńcze utwory, wrzucone do 16 katalogów „gatunkowych” oraz do już odpowiednio ponazywanych i ponumerowanych katalogów „niesencyjnych”, czyli do poczekalni do już ukierunkowanych selekcji. Przykład: „multijęzyk”, „frikisounds” czy „znowu baby”.

W chwili, gdy postanawiam sporządzić niesencję biorę na tapetę jedną z już istniejących poczekalni „niesencyjnych” [w tej chwili jest ich 17] i dobieram kawałki z poczekalni „gatunkowych”, posiłkując się oczywiście rzeczami z katalogu „download”. Powoduje to sytuacje, kiedy jeden kawałek jest w ośmiu katalogach- nadaje się bowiem do wielu celów i dodatkowo czeka na opublikowanie jako część rodzimej płyty.

Nie wiem, czy kogoś to zainteresowało- mnie osobiście pewnie by nie interesowało wcale. Ale jest to pewien sposób na ogarnięcie netmuzycznego materiału i bardzo świadome kompilowanie składanek- mam rzeczy leżące od prawie 4 lat i ufam sobie. Katalog z kawałkami do następnych niesencji zajmuje obecnie 12,1 GB [1,7 tysiąca plików mp3].

Regularnie robię kopię zapasową. I korzystam z Total Commandera- stara szkoła, bez niej bym zginął w tym szicie.

Następnych parę wpisów już muzycznych, zdrowia!




autor

linki które rządzą


%d blogerów lubi to: