Archiwum dla Grudzień 2009

31
Gru
09

Matam & Master’s Voice – Good Netlabels vol.3

No i znowu złamię słowo, ponieważ w 2009 miałem na netmuzyce już ani słowa nie napisać… Ale nic to- ktoś mi jeszcze wierzy na słowo?

Będzie jednak krótko, bo większość informacji zawiera cytat, który przytoczę niebawem. Ale zanim, to:

1. Matama znasz, nie? Koleś od bloga Good Netlabels. Ten on tłuściutkich, leniwych, jazzujących, darmowych i nietuzinkowych dźwięków. No właśnie.

2. To, że Ów tworzy miksy też już wiesz, skoro Matama znasz, nie? No to kliknij w plaj a usłyszysz promomiksa części trzeciej.

3. To, że za wiele hip-hop’u nie znajdziesz w mojej net-płytotece  też skądinąd wiadomo. Ale to, że dobry hip-hop lubię mimo wszystko– również tajemnicą nie jest.

4.  W związku z powyższym: nie jestem znawcą tematu, set mi się niezwykle podoba, polecam, pozdrawiam, okładka i cytat.

Netlabele i skrecze – pojęcia pozornie bardzo świeże, a dla wielu świat bez nich byłby dziś nieznośnie uboższy. Do tych ludzi na pewno zaliczają się Matam i Master’s Voice – autorzy trzeciej kompilacji spod znaku Good Netlabels. Tego pierwszego możemy kojarzyć z goodnetlabels.blogspot.com, ten drugi, jak sam przyznaje, jest najbardziej bezużytecznym, trzecim ogniwem tablism.com.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu dosyć osobliwym objawem nowoczesności były mixtape’y. Teraz taśma kojarzy się już zdecydowanie z przeszłością. Pod koniec pierwszego dziesięciolecia XXI wieku Matam i Master’s Voice podeszli do tego wynalazku na miarę panującej epoki. Łamiąc schemat, skleili mixtape w dwójkę, a współpraca przebiegała wyłącznie po internetowych łączach. Dzięki temu właśnie otrzymaliśmy osobliwy miks netlabelowego Nu-Jazzu, Downtempo, Hip-Hopu okraszonego soczystymi skreczami.

Rozkoszne bity + skrecze + wokale. I to w dużej mierze krajowe!

Indżoj [by ZIPA załadować kliknij w okładkę]!

Reklamy
29
Gru
09

pożyczyć Ci?

wiele zdrowia

żadnych nieszczęść

spełnienia we wszystkim co robisz

zadowolenia z siebie i otoczenia

miłości od całości

jakości, jakości, jakości

twórczego niepokoju

nietwórczego  spokoju

cierpliwości i wyrozumiałości

i dość Ci.

ps. ustanowiłem rekord ilości zamieszczonych wpisów na miesiąc- ten jest w grudniu 21-szy! a ponieważ pobiłem, to przez następne kilka dni chciałbym odpocząć od netmuzyki i skierować moc swą  wyłącznie ku niekulturalnym zajmowaniem się wykańczaniem wnętrza swojego domostwa. jednak zanim się do końca pożegnam w tym roku, zrobię jeszcze dwie rzeczy…

1. pożyczę sobie:

spełnienia we wszystkim co robię

wiele zdrowia

żadnych nieszczęść

wolnego czasu, którego nie przepierdolę

zadowolenia ze mnie otoczenia

miłości do całości

jakości, jakości! jak najmniej bylejakości!

twórczego niepokoju

nietwórczego  spokoju

cierpliwości x2 i wyrozumiałości x2

i dużo dobrej, darmowej i legalnej muzyki!

2. zapodam na koniec roku brysk nienetmuzyczny, do całkowicie i absolutnie uwielbianego przeze mnie kawałka. Oto:

2010. indżoj!

28
Gru
09

szort międzyświąteczny [do refleksji]

ZIP łatwo odnajdywalny. Melancholuj się.

28
Gru
09

no comment #21 [downtown beats]

Electric Puha – Metropolis [Beluga Recordings]

01 EXTRAVAGANCE CURLY
02 PAPER TIGER
03 THE CHOIR INVISIBLE
04 GOING UNDER
05 COMMON MISCONCEPTIONS
06 ROLLER
07 SUPERMAX
08 UP IN SMOKE
09 EL PUEBLO
10 HOUDINI

click on cover to download.


26
Gru
09

szort poświąteczny [wspomagający trawienie]

no i ZIP. indżoj!

24
Gru
09

szort wigilijny [zamiast kolędy]

Klik w okładkę i indżoj!

PS. nienawidzę karpia :(

22
Gru
09

pani od dronów (i pejzaży)

Na malarstwie to ja się nie znam. O nie- co to, to nie. Kompletnie nie, całkowicie i absolutnie nie-znam-się! Toteż tym samym jestem zmuszony pominąć opisywanie twórczości plastycznej Lucette Bourdin by skoncentrować się na jej muzyce.

Przede wszystkim- Earth Mantra [jeden z moich ulubionych netlabeli, rzadko straszący nieprzyjemną nutą] zapodał niedawno ostatnią część trylogii  soft-melodic-ambientowej wspomnianej Pani Lucette. Zapodałem ową część ostatnią podczas niedzielnej sjesty, z laptopem brzęczącym w tle. Drzemałem. Dreamiłem, rzec by można. Odpłynąłwszy słowem.

Bo to drony. Miłe, subtelne, nie zabijające drony. Dłuuuugie, zwiewne, przeeeeeejmujące władanieeeee nad ciaaaaałem. I tak kawałek po kawałku [kawałki wszystkiego jest trzy- najkrótszy trwa 15 minut]. Zasnąłem? Nie wiem. Wstałem aby kliknąć w ripit. A potem zassałem pozostałe części tryptyku.

Mimo wszystko pokażę część galerii pani Bourdin na netmuzyce w poniższym widele, ponieważ- mimo tego, że nie znam się na malarstwie- podobają mi się te prace. Oto część pierwsza z czterech części slajdszołów znalezionych na jutubie [pokaz ilustruje oczywiście muzyka naszej artystki]:

Wreszcie skonkluduję- uwielbiam ten rodzaj ambientu. Bez zbędnego eksperymentowania, bez silenia się na awangardę, bez tego typowo netlabelowego hałasu i [tzw.] nojzu- zwykłe, przepiękne, urzekające swoją celowością dźwięki bez drugiego dna. Bez tej jebanej pseudo-ideologii, że jestem artystką wyemancypowaną, więc bez chorych sprzężeń dron jest do niczego. Bez frustrowania zgrzytem. Za to z kobiecą wrażliwością, miłymi dla ucha efektami i  ciepełkiem, który przy kilkunastostopniowym mrozie koi jak kołysanki mamy…

Zdecydowanie polecam!

PS. Teraz linki: 3.Radiant Stars 2. Golden Sun 1.Silver Moon– wszystkie trzy płyty równe sobie wysoką jakością i brzmieniem… i żadna nie nadaje się do samochodu ;)




autor

linki które rządzą


%d blogerów lubi to: