30
Gru
08

ale czas leci…

…że tak sobie westchnę. No cóż.

Poprzednio napisałem o gatunkach netmuzycznych wpis przedziwny, potem odezwał się wywołany do tablicy Patryk, potem zacząłem się zastanawiać nad metodami zbadania zawartości poszczególnych gatunków elektroniki w netaudio korzystając z przewodnika Ishkur’s Guide to Electronic Music, potem przeglądając ten przewodnik trafiłem na coś, co się nazywa wg autora „Techno Dance aka. Techno” i tam między innymi [na pierwszym miejscu wśród próbek do odłuchania] jest Snap!, więc zaraz potem przypomniałem sobie, że kiedyś wziąłem na warsztat ten akurat numer i go zremiksowałem kilka razy… i naturalną koleją rzeczy następnie sobie przypomniałem, że przecież już raz coś z moich wczesnych „produkcji” wrzuciłem na netmuzykę, więc zrobię to i teraz… Uff. Długie zdanie.

Jest rok 1996, może siedem, może pięć. Na PC-towym monitorze mam wypalone logo fast trackera 2. Rzeźbię z sampli wyciągniętych z modułów przeniesionych na dyskietkach od znajomych. O internecie nie ma mowy, sampler na mojej karcie dźwiękowej można sobie w dupę wsadzić [poza tym- kto przy zdrowych zmysłach sampluje z kaset żelazowych, kopiowanych na jamnikach z jakiejś kopii?], używam kodu szesnastkowego z taką swobodą jak dziesiętnego [sic! na serio miałem w tym wprawę]; kombinuję, eksperymentuję, zapisuję. Zazwyczaj nie udoskonalam później…

r i a l   b i t

To bardzo luźna wariacja na bazie sampli z „The Power” [1990]. W tej wersji nie jest to techno. Nie jest to dance. Nie potrafię sklasyfikować tego tworu, przynajmniej- nie jednoznacznie. Jedno jest pewne- prawie 15 minut nieubłaganego szitu o lichej jakości soundzie [lo-fi? z konieczności ;], aranżu-melanżu i z pospolitymi dłużyznami. Za to sporo zabawy stereo i przesunięciami fazy pomiędzy kanałami, co bynajmniej nie jest szczególnie nowatorskie producencko, bo już Jimi Hendrix… Ale w słuchawkach zabrzmi lepiej, o ile nie przeszkadzają Ci artefakty szumowe :)

A za jakiś czas znajdę pewnie pretekst, aby kolejny swój suchar na archive przewalić i na netmuzyce ku uciesze opublikować! Och, gdybym miał takie możliwości przed laty… pewnie nie byłoby tej 10-cio letniej przerwy w „tworzeniu” muzyki.

PS. Pamiętasz, że po najechaniu na link z nazwą kawałka ukazuje się czarodziejski player, który umożliwi Ci przesłuchanie mptrójki bez konieczności zapisywania jej na dysk? Skorzystaj :) I najlepszego w 2009!

Advertisements

0 Responses to “ale czas leci…”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


autor

linki które rządzą

  • Brak

%d blogerów lubi to: