Archiwum dla Kwiecień 2008

30
Kwi
08

Leniwy majowy łykęd, czyli netmistrzowie tempa cz.1/4

Dosłownie dwa zdania co dzień + okładka + muzyka, czyli link do zip’a. I tak x4 [dwa zdania- wyczerpane; dodam jednak: nie bez kozery monotonik jest moim ulubionym netlabelem; zaraz obok test tube].

No nie wdwóch zdaniach- w trzech może być? W czterech? Po piąte: Niech Się Święci Dzień Wszystkich Pracowników Najemnych, zwanych ludźmi pracy! Do jutra! [7?, fak…]

Reklamy
29
Kwi
08

W nawiązaniu i z zaangażowaniem

Była sobie kiedyś w pewnym radiu audycja o blogowaniu. Miałem w niej się udzielić, ale okazało się, że radio nie jest z gumy, więc moja wypowiedź nie poszła, o czym możesz się przekonać dosłuchując gadaninę do samego końca…

Ale nie o tym chciałem, choć punkt wyjścia jest a’propos: polscy blogerzy mianowicie stworzyli bloga o Tybecie, a konkretnie o tym, co się w chwili obecnej tamże dzieje. O inicjatywie blogerów szerzej było w audycji o której na wstępie, więc zapraszam do słuchania. I- jeśli komuś na tym zależy- do dołączenia do zrzeszenia.

Ja nie załączę bannera, ale dodam swoje trzy gorsze z poletka netaudio. Żeby nie było, że się nie angażuję, że netmuzyka i jej autor to obiekty antyspołeczne i że tylko grube bity, niezrozumiała elektronika i jacyś nieznani artyści! I jakiś dżez, czy coś.

Poszukałem, poszperałem- mam coś na temat. Co więcej- sprzed dwóch lat, więc to nie kolejne dzieło powstałe na fali oburzenia i masowej akcji, ale zupełnie oddolnie i całkiem profesjonalnie. Mowa o dwóch instytucjach: Death in June i Current 93, a w przypadku tej drugiej- wyłącznie o Davidzie Tibet’cie [sic!- a więcej o tymże panu czytaj u Szubrychta].

No i co my tu mamy? Siedem numerów, w tym dwa neo-folkowe [oj, niżej podpisany od folku stroni jednak zazwyczaj] oraz post-industrialną resztę [oj, niżej podpisany z industrialem niewiele chce mieć wspólnego- pracuje w wielkiej fabryce- chociaż tym razem został miło zaskoczony, bo nie rzęziło mu w słuchawkach]. Wszystko w mrocznej otoczce, wszystko komputerowo zwizualizowane, wszystko zrealizowane na wysokim poziomie.

No i z przesłaniem, co tym razem ważniejsze od samych dźwięków.

Znasz mnie od tej strony- nie potrafię górnolotnie pisać o muzyce, tym bardziej o takiej, na której nie za bardzo się znam [bo jej na co dzień nie słucham]. Dlatego zapraszam do obejrzenia próbki wideo

zapoznania się ze stroną wydawnictwa [koniecznie- przecież niepokorni, choć dojrzali muzycy w imię szczytnego celu wykorzystali [nadal] raczkujące netaudio!], ściagnięcia utworów i wyciągnięcia własnych wniosków.

Bo katrupiony Tybet to nie jest byt wirtualny. Podobnie jak Rospuda.

23
Kwi
08

Przykurzony gruby beat

Po minus jeden- poniższy wpis miał duże problemy natury złośliwo-martwonaturalnej, dlatego pojawia się ostatecznie dopiero teraz. W wersji trzeciej.

Po zerowe- już wczoraj wiedziałem, że nie dam rady pojutrze. Strasznie mi szkoda, ale są rzeczy  ważniejsze niż hobby. Podziel się wiedzą, jak wrócisz z konferencji.

________________________

Słowo się rzekło, kobyłka u płotu, czyli o netlabelu grubobitowym rzecz niniejszym zapodoaję zgodnie ze złożoną obietnicą.

18 rilejsów: singli, ep’ek i longplejów… Nie jestem pewien, czy przesłuchałem to wszystko, ale jeśli nawet nie, to i tak mam prawie pełen pogląd na temat, więc generalnie to jestem obcykany. Tym samym wiedzą swoją z Tobą się poniżej dzielę, w krytyka się bawiąc ze satysfakcyją.

Netlabel o którym mowa nazywa się Dusted Wax Kingdom, co w bardzo dowolnym tłumaczeniu oznacza moim zdaniem Królestwo Zakurzonego Wosku, więc ma nazwę niezłą, nawet jeśli oznacza co innego. To po pierwsze.

Po drugie- pierwszym rilejsem w ich katalogu jest Violent Public Disorderaz – Sadness In Square EP, czyli rzecz Ci fragmentarycznie znana z Niesencji #07 [niewtajemniczonym od razu tłumaczę- Niesencja fajna jest, wpisz se w google], ale pierwotnie wydana w innym netlabelu, Lo-Kiwi mianowicie. Kombinując przy niesencjach na DWK trafiłem… no i to po drugie właśnie.

A po trzecie- rzadko spotyka się netlabel tak mocno sprofilowany pod względem gatunkowym. W tym przypadku mamy do czynienia z absolutną konsekwencją- przynajmniej jak do tej pory. Mamy tu rzeczony gruby beat– podstawę bytu, oraz nieliczne wyjątki potwierdzające regułę, choć funkcjonujące niezupełnie od czapy. Wokół beatu jednak całość sie kręci. I nęci. I ma rację!

Natomiast po czwarte- najmocniej przypasował mi wyjątek właśnie- najbardziej eklektyczny, wymykający sie klasyfikacji i swoją jakością/ dopracowaniem szczegółów/ innowacyjnością odbijający się wyraźnie od reszty proponowanych przez label wydawnictw. Mowa o Paragon Black – Paragon Black LP: rewelacja i 10/10 czy inne ileś na tyle samo. Uwaga na to, co o płycie twierdzą wydawcy:

Oto diament wśród wydanych przez nasz label płyt- dzieło konstruowane misternie przez trzy lata, koczek po kroczku, niczym dorastanie duszy. Produkt dojrzały i silny jak wszechświat, w którym oceany starożytnej wiedzy i emocje spotykają się z duchową mądrością poezji i dają światu tajemniczy dotyk duchowości

Słowa tego nie opiszą, a tym bardziej ja, bo w taki sposób pierdolić o muzyce to- wybacz- nie potrafię. Nawet jak się staram. Ale ta spolszczona parafraza wyszła mi nawet, co?

Po piąte link do wydawnictwa, po szóste link do zip’a z całym materiałem, po siódme okładka.

Po ósme- coś, co mnie powaliło na początku przesłuchiwania katalogu DWK i trzymało długo [jak zwykle- zasysam wszystko, potem rozpakowuję i robi mi się sort alfabetyczny, więc jadę od góry do dołu]. 2 Bone Giants – The Lost Art Of Speaking Your Mind EP, o tym mowa! Dawno nie miałem do czynienia z tak GRUBYM bitem. Bez zbędnych treli-moreli i jakichś-tam pitu-pitu [sorry- i tutaj jest wyjątek polegający na krótkich wycieczkach w kierunku zgrzytających sampli, ale to czyni rzecz tym bardziej interasującą]. Rządzi jednak BEAT, proszę Ciebie i to jaki!. Po miszczosku i z filingiem. Absolutnie zostałem ujęty i takim pozostaję. Punkt poniżej maksa, w skali Maksa Jak-Mu-Tam. A za co straciła EP’ka punkt? Za porównanie z powyższym Paragonem Czarnym, za nic więcej!

Po dziewiąte to zip jest gdzieś tutaj. A okładka poniżej, po dziewiąte i pół.

No i na tym właściwie powinienem zakończyć, bo to, co esencyjne i debeściarskie już się pewnie ciągnie na Twój dysk. Ale- jest jeszcze kompilacja [jak wiadomo- nie przepdam za polecaniem kompilacji żdnych, prócz swoich], czyli na dzień dzisiejszy ostatni rilejs w kolekcji DWK. Czemu więc polecić warto?

Bo po dziesiąte- to równie dobrze mogła by być kolejna Niesencja. Muza jak pode mnie robiona [lepiej robić pod kogoś, niż pod siebie, no nie?], selekcja wyważona i staranna, a poza wszystkim otwiera ją Artysta Polak! W bułgarskim netlabelu, na pierwszym miejscu! Grarulacje Quantifier, niezły klimat zaoferowałeś!

Co do linków, to jeden po jedenaste, a inny, ten z zip’em– po trzynaste. A że po dwunastej to już jest, i to grubo, to i kończę.

PS. Chyba nie będę więcej się rozwodził na temat tego netlabelu, bo kto zainteresowany, ten sobie possie. Może jeszcze wyróżnię: Groove Inc. i Dakoon, coby nie pominąć najlepszych. A reszta to szeroko pojęty dark trip-hop i abstract hip-hop [oczywiście wszystko tłuściutkie, że aż się lepi], więc moja wiosennie ukierunkowana percepcja odrzuca takie dźwięki natenczas.

Jak się na DWK coś pojawi nowego- to pewnie napiszę o tym… choć pewnie nie, bo już zacząłem zagłębiać się w zasoby innego netlabelu, który proponuje dźwięki zbliżone tematycznie, ale mniej radykalne.

Póki co- pozdrawiam jak zwykle serdecznie, życzę miłej konsumpcji wygrubaszonych bitów, zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń, lepszych słuchawek, wyjebistego sprzętu hi-fi, wspaniałych snów i żeby Ci się chciało!

To tyle
emelix

10
Kwi
08

a teraz z zupełnie innej beczki

Jak mi się uda, to się spotkamy- 182 cm, ktrótko ostrzyżony [wczoraj, baaardzo krótko] to ja. I nie w dresie.

KONFERENCJA

Myślę, że jak akurat będziesz we stolycy, to warto zajrzeć i wysłuchać. Zwłaszcza wywodu pana z ZAIKS, czyli o co tu wreszcie z tą muzyką darmowo-nie darmową chodzi w tym kraju co nad Wisłą.

PS. ów TAKI netlabel co miał spowodować długotrwałą przerwę– rozczarował mnie nieco. Chyba zostanę przy rozpływaniu się nad konkretną płytą/ artystą ewentualnie, niż ocenach rzeczy wtórnych, miałkich i nijakich… A tak będę musiał zrobić tym razem- przecież obiecałem [córka mnie uczy konsekwencji ;].

Pozdro netaudiofani!

09
Kwi
08

Definicja grubego beat’u

Pod poprzednim wpisem pojawił się komentarz!! W związku z tą nieprawdopodobną sytuacją postanowiłem nań odpisać, ale jak zacząłem pisać to okazało się, że lepiej opublikować ten wywód jako osobny wpis. Oto on:

Patryku Ziomalu G.! G-woli wyjaśnienia rzeczy faktycznie niejednoznacznej:

Gruby [tudzież tłusty jak raczyłeś go nazwać] BEAT [no bo nie netlabel przecież, że upomnę] to taki bit… Może inaczej, o rekondrolowcu- czy wiesz czym jest BEAT? Jak nie wiesz, to:

W świecie samplowanej, więc przwtwarzanej elektronicznie muzyki, czyli- generalizując- nie granej na żywo a raczej komponowanej z klocków już przez kogoś uprzednio wyprodukowanych- BEAT to taki LOOP perkusyjny, ktróry robi za część tradycyjnej sekcji rytmicznej [zazwyczaj- basówa i perkkusja]. Nie wnikając bardzo- rozpowszechnił się wraz z didżejką hip-hop’ową- zapętlony fragment uderzeń w bębny, zazwyczaj [99%?] w metrum 4/4. A czemu 4/4? Żeby sekwencery miały możliwość przetransponowania tego na kod hexadecymalny 0-F, więc podzielny przez 4, a następnie w łatwy sposób na sekwencje zer i jedynek. Taki podział metryczy niesamowicie ułatwia również życie twórcom takiej muzyki, jednak właśnie dlatego niewprawne ucho może skatalogować każdy wytwór… Stop!

To dobry czas aby się przyznać- w planach mam rozruch na netmuzyce części sofotowo-wtyczkowej, oczywiście z linkami do darmowego stuff’u. Tam rozwinę temat- przewiduję, że jest na to zapotrzebowanie… ktoś chętny do pomocy?

Dość dygresji: gruby beat to wyrazisty beat: mocna stopa, ciężki werbel, rzadkie przejściówki [raczej w tle i powtarzane w tej samej kombinacji] + łoskot hajhetu i reszty talerzy. I do tego prosta linia basu. Esencja gatunków takich jak: hip-hop, trip-hop, big-beat [współczesny], brokenbeat, downbeat, downtempo, acid-jazz… drum’n’bass oczywiście, chociaż tam cała filozofia polega na zakłócaniu tegoż bitu synkopicznymi wstawkami, nadal jednak trzymającymi się taktu i…

Niech to jednak pozostanie zalążkiem nowego cyklu na netmuzyce, co? Bo teoretykiem nie jestem, muszę się podszkolić w temacie. Ale jeśli zdecydujesz się mnie zjechać lub coś sprostować- zapraszam!

PS. nie linkujMY tym razem, ok?

07
Kwi
08

pauza, ale konieczna

ponieważ dopadłem TAKI netlabel, że MUSZĘ. A do przesłuchania mam 18 rilejsów, więc hoho! Co jednak w tym najgorsze- pierwszy z brzegu mi się zapętlił na dobre i nie mam zamiaru go dziś przestać słuchać…

To nie wróży najlepiej, więc prawdopodobnie będę porcjował recenzje, ale że lubię cyzelować wpisy przed opublikowaniem [prócz takich zapchajdziur jak np. ta, którą wemituję właściwie bez sprawdzania] to najbliższy konkret za 2 tygodnie ;]

Póki co- zasięgnę do brudnopisu [zwanego w nowym, dziwnym i lepszym wordpressie draft’em od niedawna- ile ja się tego naszukałem!] i zapodam teledysk netlabelowy. Dobry i zdrowy, bo drum’n’bass-owy. Konkretnie zrealizowany [jak na amatorkie, rzecz jasna] i czarno-biało-kolorowy. Onże:

Hmmm… Oprócz tego, że widzisz ten filmik to jeszcze dodatkowo może Cię trafić szlag, że nie działa znów ten jutub jak trzeba. A to widzisz- moja wina :( Zastosowałem się bowiem do porady kumpla Krzysiaczka i skorzystałem z poprawiacza. No i masz.

A skąd muza ta? Stąd– niech Ci umila czas bez wpisów na netmuzyce!

Za cierpliwość z góry 100-krotnie dziękuję, obiecuję o GRUBYM bicie w czasie najbliższym i generalnie… Byle do lata!

05
Kwi
08

Niesencja #07 – odsłona właściwa

Tuż przed świętami zamieściłem zajawkę do siódmej Niesencji, jednak nie podając ani jednego linka- eksperyment taki. Mineły dwa tygodnie z okładem i oto wnioski: 8x siódemkę zaciągnięto- rozumiem, że moje składanki mają ośmiu fanów, którzy dotarli do tej części dzięki Pani Analogii. Cieszę się, nawet bardzo! Na last.fm sześciu słuchaczy prócz mnie… Trudno, czy nieźle? Moim zdaniem oki- zobaczymy, co się stanie po tym wpisie.

Dla jeszcze-nie-fanów informacja na początek: Niesencja to seria kompilacji nieprzeciętnych nagrań dostępnych za darmo i całkowicie legalnie w internecie. Tym selekcja jest absolutnie chill-out’owa: znajdziesz tutaj sporo downbeat’u, nieco hip-hop’u, jest nu-jazz i na koniec hipnotyczna, prawie 13-to minutowa suita na transowe loop’y i gitarę. Słowem- sama malina, wiosenna aura, kultura, relaksing i manufaktura! Yo!

Odkładka- jak zazwyczaj- powstała w kooperacji ze znającym się na rzeczy grafikiem. Tą razą ponownie skorzystałem z usług nieocenionego izibrothera [nawiasem mówiąc- autora logo netmuzyki], który w pozornie niedbały sposób przetransponował pewną fotkę na język grafiki ilustracyjnej. A fotkę ze smakiem przyrządził niejaki Matam– gospodarz zaprzyjaźnionej strony goodnetlabels, traktującej o tych właśnie gatunkach netaudiomuzycznych, spośród których dźwięki do niniejszej Niesencji nie bez wrodzonej wrażliwości zebrałem. Oj… Czy rozumiesz poprzednie zdanie? ;)

No dobra- teraz o esencji Niesencji, czyli o muzycznej zawartości tejże:

Na jedynce jedno z najznakomitszych WEJŚĆ BEAT’u spośród słyszanych przeze mnie netutworów. Ciarki mam za każdym razem [vide: atak beat’u w „Shudder/ King of Snake” znakomitego zespołu Underworld– klasyka, perfekcja, rewela, klasyka… chociaż gatunkowo daleko]. Super otwarcie tak zwane- zauważ, że o tym kawałku pisałem już ponad rok temu!

Zaraz potem naprawdę niezły lounge z fajnym tekstem i dwufazową arnażacją, rzadko spotykaną w upalonym, samplowanym, łagodnym netaudio. Właśnie- skąd ten tekst jest- wiesz? Bo że z jakiegoś filmu to jasne, ale jakiego?

Piętro trzecie [zdobyte w lecie]- właściwie nic super-ekstra-zajebistego, ale coś mnie w tym numerze ujmuje… Może po prostu wykonawca- MichL Bridge, który swoim netartystycznym eklektyzmem stał się w moim uchu wyznacznikiem. [Dżizzzas, to zdanie to już kompletnie nie ma sensu]. Znasz go z niesencyjnej czwórki i posłuchasz jeszcze na jednej części, atmosferyczno-dramendejsowo-dabowej. Rewelacyjny ma koleś dyg do melodii, a Melo-dia to proszę Ciebie ja mam prawie na nazwisko!

Cztery. Bitbokser i generalnie hip-hop. Nie mam nic więcej do powiedzenia- patrz opis numeru szóstego.

5-ka = Aphilas. Było już o tym zjawisku na netmuzyce- wreszcie się zdecydowałem!

Szósteczka to hip-hop pełno gembo… A przecież nie przepadam, tak pisałem?

Siedem. Cholera, też hip-hop? A może trip-hop może? A co to jest trip-hop? A czym nie jest? Czymkolwiek by- numer jest wyjebisty i jeśli nie znasz jeszcze całej EP-ki V.P.D. z netlabelu Lo-Kiwi no to nadrób tę zaległość czym prędzej!

8. Full na maksa, cool i ekstra! Kolejna pozycja z cyklu- chciałbym, ale nei nei. A jednak przełamałem opór, tym samym rozliczając się wewnętrznie z rewelacji co czekały, bo się bały. Nieuważnych lub zapominalskich upominam ;)

A dziewiąteczkę też znasz, a jeśli nie znasz to wstydź się! To jedyny beat’owy namber Iambic² z pierwszej płyty, której nie znać to zgroza! Mogę się narazić na zarzuty, że nie licuje on z całością selekcji, ale zważ, że nawet jeśli, to tylko troszeczkę, a poza tym numer ów stanowi idealny prolog pod epilog, czyli

last łan na siódemce- sygnalizowany na wstępie długodystansowy odjazd w kierunku. Czy znasz drugą taką składankę, na której pojawiają się ponad dziesięciominutowe kompozycje? I nie mów mi o trzeciej Niesencji ;)

___ ___ ___

No i cóż- obiecałem się rozpisać, to i żem. Kolejny raz bleble, miłego odbioru, pisz komentarze, a jakże, a jak nie napiszesz to chuj, moja strata. Dziękuję za uwagę, zrozumienie mojego bełkotu i tak w ogóle spasiba!

PS. Jak widzisz- nie linkuję tym razem do stron artystów i netlabeli. Uznanie autorstwa jest w nazwach plików i tagach, więc tę żmudną robotę typu ctrl-c ctrl-v x40 tym razem sobie darowałem. A czemu? Bo na palcach jednej ręki mogę policzyć kliknięcia w takie linki… Wszystkich pokrzywdzonych niniejszym przepraszam, a zainteresowanych zapraszam ;)

PS. Jeszcze jedno- po raz pierwszy nie stosowałem żadnego programu do wyrównywania poziomu głośności poszczególnych utworów. To oczywiście ma swoją zaletę- soft tego typu „spłaszcza” nieco brzmienie, ale ma i wadę- licz się z niespodzianką typu za cicho- za głośno w kolejno następujących po sobie wałkach. Chociaż… moje ucho takich dysonansów nie zarejestrowało.

PS. Liczydełko: 2.274 ściągnięcia wszystkich części Niesencji. Coś jest na rzeczy… Pozdro!

PS. Jeju! Download please! A jeśli wolisz uprzednio zaznajomić się bez zaśmiecania dysku- click to stream!




autor

linki które rządzą

  • Brak

wpisy które rządzą


%d blogerów lubi to: