14
Mar
08

o, zapomniałem zatytułować wpis :)

1. Jak bardzo popularny jest zespół Radiohead można sprawdzić dość łatwo- na dzień dzisiejszy prawie 83 miliony odsłuchanych utworów w na last.fm, w google’ach wyświetlają się niemal 24 miliony razy, a na temat „In Rainbows„- ich ostaniej płyty, którą kapela postanowiła sprzedawać przez jakiś czas za co łaska przez internet- tylko po polsku znalazłem tysiące linków komentujących, recenzujących i rozkładających zagadnienie na czynniki pierwsze. Aż mi nie wypada czegokolwiek dodawać.

Nie jestem bowiem fanem Radiohead. Nigdy nie byłem w stanie przesłuchać żadnej z ich płyt w całości bez nieuniknionej utraty zainteresowania. Po prostu nie trafia to do mnie- czasem podoba mi się wokal, czasem kilka rozwiązań aranżacyjnych… ale raczej jestem z innej nieco bajki. Dlatego słucham ich głównie jak lecą w radio ;)

2. O tym, jak bardzo popularny jest hip-hop można się znowu przekonać w guglach, a najlepiej w mediach „tradycyjnych”- jest to od pewnego czasu chyba najpopularniejszy [po różnie rozumianym pop-ie] gatunek wśród tzw. Szeroko Pojętej Młodzieży. I może właśnie przez tę nabrzmiałą popularność hip-hop mi po prostu zbrzydł? Bo unikam. Bo większość tego, co można usłyszeć lub zobaczyć w muzycznych tiwi [chociaż bardzo rzadko tam zaglądam] to jest porażająca porażka i żenująca chała wyłącznie pod publikę. Publiczkę?

Albo tzw. hiphopolo. Przyznaję- miałem lat temu ładnych kilka epizod ze zjawiskiem, ale na szczęście nie ukształtował on mojego gustu- pamiętam wyjątki typu Kaliber 44, Afro Kolektyw, Fisza, niektóre dokonania ze stajni DJ 600V, ale hip-hop jako z gruntu nietrudny w tworzeniu w ostatnim czasie spauperyzował się i zesrał. A wyjątki tylko potwierdzają regułę [o wyjątkach słów i nut kilka na końcu wpisu].

Nie, nie jestem fanem hip-hopu, a w każdym razie niespecjalnie. Co najwyżej polubiewam wyrywkowo: wracam z przyjemnością do niektórych płyt Beastie Boys, House of Pain, Cypress Hill, The Streets, klasyków z Ninja Tunes, wymuskanego turntablizmu niektórych DJ’ów: Shadowa, Fooda, Krusha. Czasem czarnego rapu do podkładów dnb, w czym królował MC Conrad. No i generalnie uwielbiam jazz’ujące tłuste beat’y, ale w aranżach ze współczesnym hip-hop’em mających niewiele wspólnego, chociaż z niego się wywodzących.

Ten PRAWDZIWY hip-hop to u mnie margines. Więc dlaczego o tym wszystkim napisałem?

3. Dlatego, że o płytce „Rainydayz Remixes” producenta Amplive nie napiszę za wiele, więc wysiliłem się na przydługi wstęp. Bo nie podoba mi się ona właściwie. Są momenty… ale całość jest taka nijaka i blada. Właściwie tylko Weird Fishez [co to za maniera z tym „z” zamiast „s” ziomale? Macie jakąś koncepcję?] nadaje się do częstszego odsłuchu. All I Need jeszcze z trudem ujdzie, a reszta w piach.

Tchnie taniochą. Może dlatego, że remikser udostępnia całą płytę w gratisie? Co mimo wszystko mu się opłaci, bo nie dość, że wsparł się gwiazdami z konstelacji amerykańskiego hip-hopu to kto nie chciałby ściągnąć legalnie hip-hop’owych remiksów Radiohead? Choćby z ciekawości?

4. Nie polubiłem bardziej Radiohead po przesłuchaniu tej płyty. Nie zmieniłem też zdania o hip-hopie. Odnotowałem po prostu to znalezisko z kronikarskiego obowiązku [he he], a poza tym poczułem potrzebę skrytykowania czegokolwiek na łamach netmuzyki, co nie zdarza mi się często i nie znaczy, że w czymś mi pomaga. Ale i nie szkodzi gdy sobie postękam od czasu do czasu, co nie?

Reasumując powyższe: nie uważam, żeby udostępnienie Rainydayz za darmo było wyłącznie chwytem marketingowym– chwała Amplive’owi za takie gesty! Ale że chwytem jest- nie zaprzeczaj!

5. A teraz coś dla odmiany fajnego i- jakże by inaczej- do legalnego zassania. I również hip-hop’owego, ale z rodzimego grajdołka:

Artysta o płycie: „[…] to moje osobiste spojrzenie na jazz inspirowany twórczością takich muzyków jak David Benoit, Art Blakey, Billy Caldwell czy Pat Metheny […] to fuzja przede wszystkim jazzu z hip hopem, choć słychać momentami funkowe inspiracje […] większość sampli na płycie to rodzynki odnalezione na starych winylach pochodzących z jednego z krakowskich antykwariatów […]”.
Emeliks o płycie: ssij, słuchaj, rozkoszuj się!

2 Responses to “o, zapomniałem zatytułować wpis :)”


  1. piątek, 14 Marzec 2008 o 21:39

    aha, zapomniałem o jeszcze jednym:
    ABY DO WIOSNY!!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


autor

wpisy które rządzą


%d bloggers like this: