Archiwum dla Marzec 2008

31
Mar
08

na leniucha cz.6

Zanim się wyjaję ze wpisem właściwym o siódmej niesencji zapodam z mańki dwa słoneczne leniwce. Rok na dysku przeleżały, więc zaczęły z lekka cuchnąć… ale warte są konsumpcji!

Label: Sofasound
Wykonawca: Mabafu
Tytuł: Bahia Aleman [download please!, czyli ssij do łez!]
Czas: 28′:23″
Najlepsze utwory: Loosing Yourself, Cubana

Opis leniucha: rege kocia muzyka, kocia muzyka rege, miauczy i utyka- rege, kocia muzyka. Oj lubię Ci ja takie elektroniczne jamajkie!

A żeby dopełnić szczęścia i oczyścić z rege katalog „do opublikowania” drugiego gratisowego Mabafu również polecam!

Label: Hippocamp
Wykonawca: Mabafu
Tytuł: Sonido del Callao [uwaga! zip na tej stronie jest niefajny, co oznacza, że każdy z kawałków musisz ściągać pojedyńczo… ała ;]
Czas: 40′:24″

Najlepsze utwory i opis zarazem: bardzo dubowo i pogłosowo. W All The Working Girls pan śpiewający ma głos łudząco podobny do Brendana Perry’ego z Dead Can Dance, czarne wokale pobrzmiewają w Sonido del Callao i You Gotta Adjust a kawałek I Love Men to już zaupełnie rządzi- zacne synkopy i trąba meeeen!

No i przede wszytskim- wiosna, moi drodzy!

23
Mar
08

Trans…eksulalizm

Że niby powinienem o tej siódmej Niesencji coś? A kto powiedział, że właśnie? Z uwagi na dzień świąteczny za porozumieniem stron zapodam otóż brysk:

Słaby nie jest, co? Cała płyta powala. Dzięki Michał. Niebawem się rozpiszę…

22
Mar
08

Niesencja #07 – odsłona pierwsza.

Przede wszystkim- po zamieszczeniu w sieci sześciu składanek doszedłem do wniosku, że coś takiego jak uznanie autorstwa jest właściwie: po pierwsze- niezrozumiałe, po drugie- niezauważalne, po trzecie- nieprzestrzegane. W związku z tą obserwacją stwierdziłem, że nie ma co się wysilać na milion linków do wytwórni/ stron artystów na majspejsie/ odpowiednich kompresji całych albumów; wystarczy, że zarzucam niesencję w net- nikt na dobrą sprawę nie zainteresuje się konkretnym wykonawcą spośród prezentowanych… Rzadko kto zainteresuje się niesencją w ogóle… Ot, kurtula.

Co za tym idzie: zasadniczo nikt nie kuma czegoś takiego jak utwór zależny. Napierdalają liczni miksy na lewo i prawo, chociaż miks jest utworem zależnym, więc w świetle licencji cc- bezprawiem. Ale kto to skuma? Kto tak na serio kuma netaudio? Władze i decydenci- na pewno nie. Dziwaczną mamy sytuację- wiadomo o tym z pewnych źródeł.

A CO TY ROBISZ DLA NETAUDIO?

Dobra, starczy- Święta, wiosna, te rzeczy. Napisałem więc wiersz na wstępniak:

rok zero osiem
wielka sobota
od rana
imieniny:
katarzyny
bogusia
i oktawiana

palikota.

Baj de łej; kto wie gdzie szukać- znajdzie, kto nie wie- niech czeka. Ciąg dalszy prezentacji niebawem, dziś nie starczyło mi czasu. Na zachętę okładka.

 

 Wesołych Świąt!

18
Mar
08

Na leniucha cz.5 [ostatni raz tej zimy]

W czwartek o godzinie 6:48 Słońce znajdzie się w punkcie równonocy wiosennej, rozpoczynając tym samym astronomiczną wiosnę„. Ja pierdolę, wreszcie!

No. Pada tam u Ciebie? Pewnie pada. Śnieg, grad czy deszcz? A może wszystko na raz lub po kolei? Dżizas, nie masz tego dość?

Kap kap, plusk plusk; żenada, piździawa i hardkor. Znowu ciepłe pop-y mi się nasuwają w słuchawki, ku pokrzepieniu w tym trudnym atmosferycznie okresie. Zapraszam więc na małe conieco z gratisowego odłamu labelu Cartepostale Records [dokonań nie-netlabelowych: nie znam ;].

 

Netlabel: Tripostal
Wykonawca: Nogaro
Tytuł: Domestic Colours [download z’dzies]
Czas: 28′:52″
Najlepsze utwory: pierwszy i drugi.

Opis leniucha: jednoosobowa, belgijska grupa artystyczna w zupełnie nieawangardowej odmianie electro-pop’u z nieznaczną domieszką tak zwanego inteligentnego tańca.

Byle do czwartku!

14
Mar
08

o, zapomniałem zatytułować wpis :)

1. Jak bardzo popularny jest zespół Radiohead można sprawdzić dość łatwo- na dzień dzisiejszy prawie 83 miliony odsłuchanych utworów w na last.fm, w google’ach wyświetlają się niemal 24 miliony razy, a na temat „In Rainbows„- ich ostaniej płyty, którą kapela postanowiła sprzedawać przez jakiś czas za co łaska przez internet- tylko po polsku znalazłem tysiące linków komentujących, recenzujących i rozkładających zagadnienie na czynniki pierwsze. Aż mi nie wypada czegokolwiek dodawać.

Nie jestem bowiem fanem Radiohead. Nigdy nie byłem w stanie przesłuchać żadnej z ich płyt w całości bez nieuniknionej utraty zainteresowania. Po prostu nie trafia to do mnie- czasem podoba mi się wokal, czasem kilka rozwiązań aranżacyjnych… ale raczej jestem z innej nieco bajki. Dlatego słucham ich głównie jak lecą w radio ;)

2. O tym, jak bardzo popularny jest hip-hop można się znowu przekonać w guglach, a najlepiej w mediach „tradycyjnych”- jest to od pewnego czasu chyba najpopularniejszy [po różnie rozumianym pop-ie] gatunek wśród tzw. Szeroko Pojętej Młodzieży. I może właśnie przez tę nabrzmiałą popularność hip-hop mi po prostu zbrzydł? Bo unikam. Bo większość tego, co można usłyszeć lub zobaczyć w muzycznych tiwi [chociaż bardzo rzadko tam zaglądam] to jest porażająca porażka i żenująca chała wyłącznie pod publikę. Publiczkę?

Albo tzw. hiphopolo. Przyznaję- miałem lat temu ładnych kilka epizod ze zjawiskiem, ale na szczęście nie ukształtował on mojego gustu- pamiętam wyjątki typu Kaliber 44, Afro Kolektyw, Fisza, niektóre dokonania ze stajni DJ 600V, ale hip-hop jako z gruntu nietrudny w tworzeniu w ostatnim czasie spauperyzował się i zesrał. A wyjątki tylko potwierdzają regułę [o wyjątkach słów i nut kilka na końcu wpisu].

Nie, nie jestem fanem hip-hopu, a w każdym razie niespecjalnie. Co najwyżej polubiewam wyrywkowo: wracam z przyjemnością do niektórych płyt Beastie Boys, House of Pain, Cypress Hill, The Streets, klasyków z Ninja Tunes, wymuskanego turntablizmu niektórych DJ’ów: Shadowa, Fooda, Krusha. Czasem czarnego rapu do podkładów dnb, w czym królował MC Conrad. No i generalnie uwielbiam jazz’ujące tłuste beat’y, ale w aranżach ze współczesnym hip-hop’em mających niewiele wspólnego, chociaż z niego się wywodzących.

Ten PRAWDZIWY hip-hop to u mnie margines. Więc dlaczego o tym wszystkim napisałem?

3. Dlatego, że o płytce „Rainydayz Remixes” producenta Amplive nie napiszę za wiele, więc wysiliłem się na przydługi wstęp. Bo nie podoba mi się ona właściwie. Są momenty… ale całość jest taka nijaka i blada. Właściwie tylko Weird Fishez [co to za maniera z tym „z” zamiast „s” ziomale? Macie jakąś koncepcję?] nadaje się do częstszego odsłuchu. All I Need jeszcze z trudem ujdzie, a reszta w piach.

Tchnie taniochą. Może dlatego, że remikser udostępnia całą płytę w gratisie? Co mimo wszystko mu się opłaci, bo nie dość, że wsparł się gwiazdami z konstelacji amerykańskiego hip-hopu to kto nie chciałby ściągnąć legalnie hip-hop’owych remiksów Radiohead? Choćby z ciekawości?

4. Nie polubiłem bardziej Radiohead po przesłuchaniu tej płyty. Nie zmieniłem też zdania o hip-hopie. Odnotowałem po prostu to znalezisko z kronikarskiego obowiązku [he he], a poza tym poczułem potrzebę skrytykowania czegokolwiek na łamach netmuzyki, co nie zdarza mi się często i nie znaczy, że w czymś mi pomaga. Ale i nie szkodzi gdy sobie postękam od czasu do czasu, co nie?

Reasumując powyższe: nie uważam, żeby udostępnienie Rainydayz za darmo było wyłącznie chwytem marketingowym– chwała Amplive’owi za takie gesty! Ale że chwytem jest- nie zaprzeczaj!

5. A teraz coś dla odmiany fajnego i- jakże by inaczej- do legalnego zassania. I również hip-hop’owego, ale z rodzimego grajdołka:

Artysta o płycie: „[…] to moje osobiste spojrzenie na jazz inspirowany twórczością takich muzyków jak David Benoit, Art Blakey, Billy Caldwell czy Pat Metheny […] to fuzja przede wszystkim jazzu z hip hopem, choć słychać momentami funkowe inspiracje […] większość sampli na płycie to rodzynki odnalezione na starych winylach pochodzących z jednego z krakowskich antykwariatów […]”.
Emeliks o płycie: ssij, słuchaj, rozkoszuj się!
07
Mar
08

Anienalenia

Zdarza się raz na jakiś czas, że pliki w netlabelach znikają w tajemniczych okolicznościach. Dziś znowu – od kilku miesięcy na dysku leżał sobie dramenbejsik niejakiego J.Quartiera [leżał, serio- pobrany ze strony labelu Hungrymenrecords. Na hi-fi terror [obecnie audio terror] wciąż jeszcze znajduje się wzmianka] i dziś chciałem kilka słów o tej płytce napisać: że nie ma nic lepszego niż gęste synkopy, że oldskulowe klimaty i takie tam… a tu- nie ma plików w sieci :( No i co z tego, że je mam na dysku, skoro Ci ich nie mogę zaprezentować?

A więc żałuj, ale taki to już urok rzeczy niematerialnych- ulotne są. Zdecydowałem w związku z powyższym, że zamiast kolejnej części „na leniucha” porwę się na nieco poważniejszy, dłuższy wpis i to nietypowo, bo o [nie mojej!] kompilacji. Ale o kompilacji wyjątkowej i na najwyższym poziomie.

Ten składak pojawił się w ramach gratisu dodawanego do magazynu Jac i przedstawia kulturę muzyczną współczesnej Katalonii. Wydawnictwo jest dwupłytowe, ale ja zajmę się tylko drugą płytą- jakoś lepiej czuję się w klimatach okołojazz’owych niż popowo-rokowo-hiphopowo-reggae’owych serwowanych na części pierwszej [kawałki z pierwszej płyty są oczywiście również dostępne na licencji CC w postaci plików mp3/ogg].

Tracklistę Música lliure II przedstawię tak, jak ułożyła mi się w odtwarzaczu, więc alfabetycznie.

[01] _ ELISABET RASPALL „Oasi” – znakomity utwór na dobry początek. Lekko etnicznie, zgrabne pianisteczko [więcej o artystce można znaleźć na jej stronie].
[02] _ FREE SPIRIT 500mg „En via morta” – nie znalazłem o tym projekcie niczego w necie, a szkoda, bo bardzo spodobało mi się to połączenie wokali z kontrabasem i perkusjonaliami, więc chętnie zagłębił bym się podobne dźwięki na dłużej.
[03] _ GILBERTO GIL „Máquina de ritmo„. Gilberto Gil to prawdziwa gwiazda bossa novej- dyskografia, proszę bardzo. Akurat nie przepadam za tym numerem ze składanki, taki dolepiony mi się wydaje do reszty, a poza tym artysta jest z Brazylii. To raczej bonus track [zwłaszcza, że na krążku występuje na pozycji ostatniej].
[04] _ IEP! „Kadar” to w rzeczywistości mocne otwarcie krążka – brzmienie i sznyt trochę przypomina mi niektóre dokonania grupy Azymuth. Miejscami jest klimatycznie jak na dobrze ujaranym funkującym jamie. A że uwielbiam Azymuth, to i chciałbym więcej IEP!-ów. Ale nie znalazłem :( Ktoś, coś?
[05] _ IN-FUSION „Tu-tu-pà„. Jak nazwa kapeli wskazuje- muzyka fjużyn, czyli zgrabne połączenie elektrycznego jazzu z rockiem. Jeden z lepszych numerów na płycie, o ile ktoś lubi Metheny’ego czy Weather Report.
[06] _ ISMAEL DUEÑAS „De vuit a nou” – sekcja rytmiczna kameralna, saksofon w dialogu z pianinem. Lajtowy klimat samochodowo-wieczorny.
[07] _ JOAN DÍAZ „Embranco” – poprzedni kawałek i ten to zdecydowanie najznakomitsze miejsca na płycie, a dzięki takiemu ustawieniu- niejako przenikające się. I tym razem pianistyka, chociaż i saksofonu niemało.
[08] _ KARION “Drunk Beboper Number 3” – popisy instrumentalistów. Bryluje bębniarz. W rzeczywistości jest to niedługa improwizacja, a przynajmniej na taką mi „wygląda”. Zasadniczo lubiam, tudzież polubiewam acz nie przepadam.
[09] _ KUNTA KINTET „Susquarius” – flet nasuwa skojarzenie z Jethro Tull… i jest momentami tak troszkę psychodelicznie.
[10] _ LA ORQUESTA DE LA MUERTE „Lwa Leyva” – R.I.P. 2007, tak pisze orkiestra na majspejsie. A fajnie sobie pogrywali, nietuzinkowo, z jajem, awangardowo. I raczej głośno.
[11] _ MUZAK „Escenes en cercle” – psychodeliczny post-jazz-rock?. To tytułowy numer z płyty [ssij zip‚a!] wydanej w marcu 2006 przez netlabel Trastienda; płyty, która nie wiem od jak dawna czekała na netmuzyczną recencję… Przy okazji więc- szczerze polecam, głównie miłośnikom niesprecyzowanego -core’u!
[12] _ NAGANO 5.0 „Creuant lo toll” – na zakończenie jazzowo, z gitarą a’la Larry Coryell…
…a potem od początku polecam. Chyba od tygodnia słucham prawie wyłącznie tej składanki- takie znaleziska przywracają chęć do dzielenia się radością z bliźnimi, chociaż zobaczymy na jak długo.
I aby do wiosny!



autor

wpisy które rządzą


%d bloggers like this: