Archiwum dla Styczeń 2008

31
Sty
08

Organizacyjnie po raz… siódmy chyba.

No i skończył się już dla netmuzyki Wielki Konkurs o Zaszczytne Miano Najlepszego Bloga Roku w Kategorii Kultura, czyli w skrócie WKoZMNBRwKK’2008. Dzięki lansowi- tj. wzięciem w nim udziału netmuzyka odnotowała nieznaczny wzrost zainteresowania, inaczej mówiąc zwiększyła się ilość odwiedzin. Czy poziom się utrzyma to się okaże, ale prawdopodobnie kilku osobom prezentowana tu niszowa tematyka przypadła jednak do gustu. Co celem uczestnictwa bądź co bądź było.

Korzystając z okazji ponawiam apel z początku września: może właśnie Tobie tematyka netaudio jest bliska? No to może zechcesz pomóc we współtworzeniu tej strony? Pisz mlonxy małpa neostrada kropka pl. I potraktuj proszę to zaproszenie serio- ostatnio [na własne życzenie!] jestem tak zajęty [lub raczej „obesrało mnie robotą” jak mawiają niektórzy], że po powrocie do domu nawet nie myślę o włączeniu komputera, więc prawdopodobieństwo zwiększenia częstotliwości zamieszczania nowych wpisów jest zasadniczo co najmniej niewielkie [uwielbiam długie zdania o pokrętnej strukturze :]. Zapraszam do współpracy! Poważnie! A Was, już prowadzących blogi o netaudio- po dwakroć zapraszam! Razem raźniej, w kupie siła- damy radę! Przecież można pisać i u siebie i w kolektywie!

Wracając do konkursu– ostatecznie netmuzyka wylądowała 10 miejsc poza stawką, co przenosi się wprost na 6 esemesów, co daje summa summarum 7,32zł brutto. I to jest właśnie najzajebiściej prześmieszne :D

A teraz przerywnik muzyczny:

Netlabel: Ouim Records [Bułgaria]
Artysta: Surbahar [Bułgaria]
Tytuł: Tubiflex [ouim019 – download please!]
Czas: 01′:02″
Najlepsze utwory: Dreaming in Green, Talking Dreamers, Ganesha Message, Gentle Giant
Pokrótce: breakbeatowo, triphopowo, drumbassowo, chilloutowo, landżowo, afrocubanistycznie i nujazzowo. Ślicznie, rytmicznie, etnicznie, elektronicznie, tanecznie i dynamicznie. Profesjonalna rewelka- tyle  że to już nie czasy tego typu klimatów. Ale dla amatorów brzmień powyższych jak znalazł.
Skojarzenia: Jose Padilla, Maxwell Implosion, De-Phazz. Cafe del Mar, Hotel Costes, Pozytywne Wibracje.
Ocena: bardzo wysoka, ale nie najwyższa.

No i na zakończenie [śladami np. muzykofilii– ślij esa, bo jest na trzecim etapie konkursu!] chciałem Ci przedstawić kilka haseł, dzięki którym różne indywidua trafiają na netmuzykę z wyszukiwarek. W kolejności chronologicznej:

saksofon kaczuszki
pojęcie słowa zioła
najleprze drum base
mucha z kółkami
jak napisać dowcipnie o sobie
muzyka do sluchania robinsona
opis zdania do siego roku
krótka płyta o
nie zdążyłem

Wszelki mój komentarz jest zbędny mam wrażenie. Ale czekam na Twój! Na Twój kontakt! Głównie w sprawie współpracy, że przypomnę…

PS. Wszystkie niesencje na ten ostatni dzień stycznia ściągnęto łącznie około 1.650 razy. Dziękuję, to mobilizuje. I za esemesy oczywiście dziękuję równie serdecznie! Pozdarwiam! [jak z uporem maniaka pisze pewna Klientka].

24
Sty
08

Niesencja #06. The sixth compilation by netmuzyka.com

Przed Tobą szósta już część kompilacji pod wspólnym tytułem Niesencja. Staram się, aby każda była inna– tym razem też się postarałem ;) Szóstka jest najbardziej wyciszoną, łagodną, lajtową a wręcz wycofaną składanką z kolekcji. Założę się, że w połowie odpłyniesz… ale końcówka przywróci Ci krążenie [i nadzieję], więc zagrasz szóstkę jeszcze raz i potem jeszcze raz…

Ta śliczna okładka znów pochodzi z pracowni vonTrompki i moim zdaniem idealnie oddaje zawartość muzyczną. Daje się zauważyć, że na okładce brakuje logo netmuzyki- tak, świadomie zrezygnowaliśmy z umieszczenia go. Z dwóch powodów: po pierwsze nie bardzo się dawało wkomponować, po drugie- po pół roku funkcjonowania w sieci dotychczas nieistniejące hasło „niesencja” w guglach wyświetla się kilkadziesiąt razy i zawsze ściśle jest związane z innym- „netmuzyka”. Więc skoro niesencja = netmuzyka, to logo na rzecz jakości kompozycji wyjątkowo się nie pojawia. Czyli zaniechanie bezstratne tak zwane.

Drugą wyjątkowością w strukturze serii jest to, że autorem drugiego i współautorem trzeciego numeru jest ten sam artysta. To przypadek- przy selekcji i ustalaniu kolejności brałem pod uwagę wyłącznie brzmienia, nie zwracałem większej uwagi na cokolwiek poza tym. I nadal twierdzę, że te kawałki współgrają ze sobą tak idealnie, że inaczej być nie mogło. Ogólnie mam wrażenie, że ta część serii jest najrówniejsza, didżejsko najpoprawniejsza i gdyby poszczególne utwory przepuścić przez jakiś soft mikserski to powstałby niegłupi secik. Że tak nieskromnie tenteges, a teraz traklista:

01 [ah002] Orange CrushAdrift
02 [eko013] Daniel MazeWhats Your Poison
03 [tube083] Dave Zeal+Daniel Maze – Sonari
04 [aer005] VirculumWwlit Alma
05 [snd04] Old Strikes NewMolly Is Gone
06 [shm0401] ColektroAqua De Tazacorte Long
07 [gruen012] GrasGrain Circles
08 [laridae031] Iambic2Sleepless Night
09 [pj001] VimThat Smell of Spring Rain
10 [sutemos010] FonodaNeu Mit Haus Und Den Mens

Klikając w nazwę płyty [w nawiasach] trafisz na stronę odpowiedzialnego za jej wydanie netlabelu. Klikając na nazwie artysty otworzy się jego strona lub odpowiedni profil na majspejsie lub laście. Najeżdżając na tytuł utworu i odczekując chwilę pojawi się blogowy plajerek, na którym możesz odsłuchać nagranie. Klikając natomiast na tytuł utworu pobierzesz go ze strony labelu netmuzyka na last.fm, w jakości 128 kbps. Jeśli chcesz pobrać całość, spakowaną i w jakości 192 kbps proszę kliknij w ikonkę rozpoczynającą ten akapit. Plik to raptem kiele siedemdziesiąt mega, a rozkosz bezcenna ;)

Na zakończenie chciałem Cię prosić o wybaczenie, że wpisy na netmuzyce pojawiają się tak rzadko i zarazem poinformować, że przez najbliższy i co gorsza- bliżej nieokreślony czas częściej nie będą niestety. Takie są prawa rynku pracy w kapitaliźmie.

Pozdrawiam serdecznie, zachęcam do zamieszczenia choć niewielkiego komentarza dotyczącego tej części składanki i… aby do wiosny!

21
Sty
08

Nie zdążyłem dziś z szóstą niesencją…

…pokrótce więc w temacie poniekąd zbliżonym.

Netlabel: Monotonik
Artysta: Muhr
Tytuł: A Lonely Gust Of Wind   [mtk197 – ściągaj!]
Najlepszy utwór: A Lonely Gust Of Wind Part 1

Muhr, znany ze znakomitych elektronicznych produkcji w przeróżnych netlabelach [zapoznaj się z miksem kilku utworów artysty skompilowanych i zgranych przez LAJ‚a] wydał kolejną ambientowo-ajdiemiczną i melancholijną EP’kę. Gitara akustyczna + szumiąco-mlaszczące smaczki i przestrzenne pady. Klimatycznie i z ostatniej chwili.

A niesencja zaraz. Czasu nie mam na tak wyczerpujący wpis…

16
Sty
08

Organizacyjnie i pokrótce

W zasadzie to po prostu nie chce mi się. Ale obowiązek obowiązkiem, dlatego klik.
To naturalnie dopiero początek, ale koniec pewnie niebawem.

I tym fatalistycznym akcentem zapraszam do wysyłania eska o treści E00110 pod numer 71222 coby oddać głos na netmuzykę, a tym samym wziąć udział w losowaniu ajpoda nano. Złotówka do podziału pomiędzy operatora gsm, onet i dzieci słabowidzące i niewidome. 22 grosze dla Pana Państwa, czyli Pani Polski czyli Skarbu RP.

PS. Zasadniczo to wyjechałbym w chuj.

09
Sty
08

Inspiracja Istotą ssącą czyli psychodelia’07

Istota ssąca to nazwa audycji w internetowym Radio Sitka. Program prowadzi Ubunoir- sympatyczny zdaje się pan o mocno pogiętych zainteresowaniach muzycznych. Mówiąc szczerze- po prawie czterech godzinach słuchania jego setów [które w postaci emeptrójek można ssać z archiwum] miałem zawroty głowy. Odmóżdżyło mnie, mówiąc wprost. Na szczęście autor zdaje sobie sprawę z tego, że zapodaje rzeczywiście niestrawialnie i czasem w audycjach pojawiają się rzeczy lżejsze. Nie muszę chyba wyjaśniać, że zarazem i darmowe i legalne.

Na potrzeby niniejszego wpisu przesłuchałem [w całości!] audycji 21 i 20 i wyselekcjonowałem spośród wieeelu numerów 3 godne polecenia mniej odpornym na awangardę uszom. Czyli- mam wrażenie- Twoim, czy bardzo się mylę?

Po pierwsze: utwór złożony z samych najmniej pożądanych i z ledwością pasujących do siebie w zakresie jednej kompozycji dźwięków, instrumentów, gatunków i muzycznych obyczajów pop- i kulturowych, czyli Komar and Melamid & Dave SoldierThe Most Unwanted Song z płyty The People’s Choice Music. Interesująca idea. Co ciekawe, w samej tylko audycji nr 21 znalazłem co najmniej kilka kawałków, których bynajmniej nie pragnę jeszcze raz posłuchać, ten numer natomiast całkiem mi się nawet się właściwie to całkiem spodobał mi si… chociaż faktycznie jest qrrwa zdecydowanie za długi i momentami wybitnie męczący. Pochwaliłem się za szybko w komentarzu do audycji, że utwór mnie urzekł [jak max. 200 ziemian], bo jednak podoba mi się jedynie chwilami; jednak mimo wszystko przesłuchaj go sobie. Jeśli Ci się uda.

Po drugie: quasi-taneczny numer Teppop’aThomas Helmig; o ile nie przepadam za chiptune’m i prymitywnym electro [jak to zwać?] tak tutaj coś mnie porywa i nuzia mię podrygiwa.

A po trzecie: KiiiiiiBrown Girl In The Ring. Boney M. po japońsku, wokal z towarzyszeniem bębnów i pogłosów. Magicznie mi się tego słucha, naprawdę i serio!

Ponadto całe krążki prezentowane w Istocie mam od kilku miesięcy na dysku [tak tak, ja cały czas sprzątam twardego i zamierzam nigdy nie skończyć podsumowania zeszłego roku]- trzy zamieszczone poniżej znalazłem w katalogu +- czyli tam, gdzie trafiają płyty o których chcę napisać, ale nie w pierwszej kolejności. Najczęściej są nie do końca w moim guście lub coś jest spieprzone,  a zasadniczo to więcej niż 30% właściwie nie daje się słuchać. Mam jednak również katalog -+, gdzie są rzeczy jeszcze bardziej nietego… ale z jakiegoś powodu nie potrafię się z nimi rozstać [chociaż nic na ich temat nie mam i pewnie nie będę nawet chciał mieć do powiedzenia].

Krótko, po kolei: na początek Dalt Wisney z EP’ką Lifetime Psychedelic Dance Lessons z rewelacyjnym Dingbatem Śpiewającym Kotem na wejście. To te takie sampelki, które potem każą Ci się nucić cały dzień. Zresztą- całości płytki można z mniejszą lub większą przyjemnością posłuchać i co najważniejsze- nawet do płyty wrócić! do czego zachęcam- klik w okładeczkę.

W dalszej kolejności coś z zupełnie innej beczki- PBK, czyli powrót w lata siedemdziesiąte XX wieku, te upalone i skwaszone. Tutaj nie podejmę się polecenia szczególnie któregokolwiek z nagrań- rzecz kojarzy mi się ze starym Zappą, Gongiem i Amon Düül, chociaż słychać i brzmienia tzw. nowe. Miło mi się więc kojarzy i zarazem nie straszy, dlatego proponuję kolejny klik w- jakże przecież wspaniałą!- okładkę. No i drenujemy zasoby netlabelu Plastiqpassion!

A na koniec coś kompletnie pojechanego- Santosh z Kanady i 18 pierdolniętych kwałków zebranych na płycie The Book Of Moron. Gatunek? Nie pytaj o gatunek. Najlepszy kawałek? Każdy jest niezly, mnie niszczy Don’t Send Me To Hell– teksaskantry z wykwintną bandżolą + całkowity odjazd wokalny. Rewelacja- całość dla tych, co mają poczucie humoru. Czyli- mam wrażenie- dla Ciebie, czy bardzo się mylę? Z okładeczką postępujemy jak poprzednio.

Obiecałem sobie, że zapoznam się z całością archiwum Istoty ssącej, ale to wymaga poważnej dawki cierpienia, więc w najbliższym czasie sobie daruję. Natomiast w którymś z następnych wpisów postaram się przedstawić Niejsencję numer sześć [czilowo-ambientową, dopieszczam ostatecznie selekcję w wolnych chwilach], a Ty śpiewaj, nuć i uważaj na bańkę!

04
Sty
08

Zaległości okołoambientowe

Ale piździ, co? Miałem cichą nadzieję, że zima będzie dla nas co najmniej tak łaskawa jak w zeszłym roku, a tu ni z tego ni z owego mróz przyatakował na dobre i trzyma! Co robić? Ja dokonałem eksperymentu z ustawieniem dużych okładek [uwielbiam grafikę!] wobec nikłej zawartości tekstowej. Się nie podoba? Wybacz, ale otóż…

…otóż w tak niesprzyjających okolicznościach przyrody słuchanie muzyki innej niż stonowana aż nie przystoi. A skoro w ramach noworocznego czyszczenia dysków natknąłem się na kilka rarytasków z gatunku kojącego uszy ambientu i jemu pochodnych- klikaj w okładki, ściągaj płyty, pij grzańca i słuchaj!

Proponuję zacząć od Archaic Horizon, a dokładniej dwóch najlepszych [imo, of course] pozycji z tego netlabelu:
***********************


Boards of Canada znasz? No to śmiało możesz przyjąć, że Orange Crush też znasz. Gdyby na płycie The Fields były same numery pokroju Across the Breeze czy Adrift [ten od dawna już zalega w poczekalni do niesencji] już dawno bym na jej temat kilka zdań opublikował. Ale jest różnie- w miarę równo, trochę monotonnie- uspokajające 48:22, ciepłe i wyciszające. A jak Ci jeszcze mało to
***********************


włącz Corwin Trails. Pamiętasz pierwszy kawałek z pierwszej niesencji? Te przemiłe drony z bajkową opowieścią w tle? Niezły numer, no nie? To pierwszy kawałek z EP’ki zatytułowanej po prostu Corwin Trails. Co oprócz niego na płytce? Muzyka równie piękna jak Orange Crush, jednak z większym naciskiem na eksperymenty i nieco chore dźwięki. Wyróżnia się jeszcze Icicle– słodki kawałek, także oczekuje na swoją kolej na składance. Pozostałe 3 numery trzymają klimat [w Hakim Bay przewijają się echa motywu z Oasis is Myth, lub odwrotnie] więc koniecznie! Ponieważ jednak EP’ka jest dosyć krótka [16:22] zaraz potem w głośnikach powinien pojawić się
***********************


Nest z labelu Serein. Okładka mówi sama za siebie- jest atmosferycznie, kameralnie, nieco mroźnie i niewyraźnie. 27,5 minuty subtelnych akordów na pianinie, delikatnych dronów, czasem z orientalnym smaczkiem. Są tacy, dla których jest to najlepsze wydawnicto netaudio AD 2007, więc choćby dlatego warto się z tą pozycją bliżej zapoznać… by zaraz potem
***********************

włączyć EP’kę Libeskind, nagraną przez Benfay’a dla Eko Netlabel. Właściwie z całą płytkę tworzy pierwszy numer- niezwykle oszczędny i harmonijny minimal na gitarze + nieco elektroniki. Śliczne to, mogę słuchać w nieskończoność!
Drugi numer natomiast nadawałby się jako soundrack do SF o łodzi podwodnej widmo- sonary, pogłosy, maszyny, które robią „ping”. Trzeci kawałek- dla wytrwałych. Obłęd. Popsute urządzenia z oiom’u i nachalny analogowy generator sinusoidy. Szumi. Bardzo.Ooooo… zonk! Eko Netlabel właśnie się przepoczwarza, więc EP’ka jest niedostępna w chwili obecnej- dowiedziałem się o tym, jak chciałem podać link :( Na pocieszenie możesz sobie przesłuchać jej na last.fm [pierwszy numer jest tam niestety 3x krótszy niż w oryginale].

Na koniec sesji polecam
***********************

Miniatury Veriana Thomasa wydane w Negative Sound Institute [nazwa labela myląca, bo miniaturki Veriana są po prostu zajebiście pozytywne].
Całość [29:50] zagrana jest na jedynym instrumencie- starym Fenderze Telecasterze [o ile dobrze zrozumiałem- popsutym] i lekko przetworzona, czego nie da się ukryć. Uwierz mi- śliczne brzmienie ma ta gitara- gdybym wiedział, że nauczę się kiedyś sprawnie posługiwać wiosłem na pewno postarał bym się o takiego Fendera… Ale elektryczne gitary strasznie miauczą mi pod palcami. Szkoda :(

Oki- to na tyle w klimatach okołoambientowych, jednak odkurzanie twardego trwa! [jakkolwiek by to nie zabrzmiało ;]




autor

linki które rządzą

  • Brak

wpisy które rządzą


%d bloggers like this: