Archiwum dla Styczeń 2007

30
Sty
07

Legendary Pink Dots?

Dziś krócej- dlatego może, że ledwo znalazłem czas na wpis, ale też dlatego, że nie bardzo wiem, co napisać o tej płycie…

Zgodnie z tytułem- znalazłem coś na modłę LPD, ale nie klon, nie plagiat bynajmniej! I również nie ambient, co pokrętnie sugerował mi tytuł płyty…

Change! – Circle Of Ambient Friends

Rzecz pochodzi z bardzo ciekawej i nietuzinkowej wytwórni Comfort Stand, o bogatym katalogu nagrań z przeróżnych półek. Pomieszanie gatunków do kwadratu, ale jedna cecha jest niezaprzeczalna- niezłe to wszystko jest! I chociaż netlabel już nie działa, to nadal prezentuje sygnowane swoim logo produkcje on-line!

Dlaczego akurat wybór padł na tę pozycję? Po pierwsze: stwierdziłem, że jeszcze nie prezentowałem na tej stronie muzyki niełatwej, takiej dla bardziej wytrawnego słuchacza. Trudniejszej. Popieprzonej. Wykręconej.

Ssij psychodela!

A może dlatego, że od selekcjonowania perełek spośród tych wszystkich sieciowych dźwięków i mnie zmienia się powoli gust? A może jednak analogia do niegdyś niemalże wielbionych Różowych Kropek? A może- bo to po prostu niezłe jest?

Wszystko jedno- całość niszczy, mnie zwłaszcza pokiereszowany ostatni numer. Kolejny faworek do kolekcji.

P.S. Chyba zacznę oceniać płyty, punktować w sensie. Nie tylko za zawartość muzyczną, ale i za jakość produkcji i dbałość o szczegóły. Dziś na próbę ocenię mimochodem okładkę tej płyty:  jeden. W skali od jeden do iletamsobiechcesz. Na wszelki wypadek zamieściłem mniejszy obrazek niż zazwyczaj, poza tym nie wrzuciłem go do emeliksowego albumu grafiki na imageshack. Za karę!

Reklamy
26
Sty
07

Polskich akcentów w netaudioselekcji ciąg dalszy.

Znalazłem swego czasu dwa polskie netlabel’e- jeden młodziutki [działa od lata 2005] i z niedużym jak na dziś dorobkiem- zaledwie 4 pozycje; i drugi, też w 2005 powstały, ale o wiele prężniejszy, choć nie tylko rodzimych promujący artystów.

Pierwsze wydawnictwo nazywa się m.oon label. Przesłuchałem wszystkie zawarte w katalogu propozycje, zachęcony głównie tym, że całe przedsięwzięcie istnieje pod szyldem chill-out’u, downtempo i lounge. No i w zasadzie… znowu wydało mi się to wszystko wtórne jakieś, plagiatowate i takie sobie. Oprócz 16 minutowego lekarstwa:

Aes – Medicine for Insomia [EP]

Czym różni się od pozostałych pozycji z m.oon label? Chyba pomysłem. Mniejszą niż w pozostałych przypadkach nachalnością w kopiowaniu brzmień klasyków uprawianego gatunku. Odwagą w eksperymentowaniu i zarazem konsekwentnym trzymaniu się nienaruszalnych wg mnie konwenansów dotyczących melodii.

1. This Day is Comming
2. Message From Her
3. Running Backwards
4. Room 506
5. Think For a While

Celowo czy nie- Aes robi to, co lubię najbardziej. Tylko to lo-fi nieco przeszkadza- brud sampli moim zdaniem nie jest zabiegiem celowym; jest raczej siłą nieczystą i niechlujną amatorszczyzną. Ale idzie wybaczyć – w końcu prawdopodobnie Aes jest sam sobie wykonawcą, realizatorem i producentem. Bo m.oon label chyba nie pomógł zbytnio w ostatecznym szlifie całości.

No i druga, jakże różna pozycja- melodyjno-szumiące klikanie z krakowskiej stajni audiotong. Tą wytwórnią rządzi zdaje się ekipa spod znaku experimental-avangarde-drone-abstract-dark-glitch-click’n’minimal-techno, czyli poszukujemy-progresywnych-ciężko wchodzących-i-raczej-hałaśliwych-odjazdów. Czy jakoś tak ;) W każdym razie proponują pomieszanie gatunków samowykluczające się z mojego twardego dysku!

Ale znalazłem rodzynkę [czy rodzynka?].

Jedynie 15-minutowa EP’ka, smaczny kąsek, wart wielokrotnego przesłuchania… I powrotów do ‘doświadczania efemerycznej intensywności letnich wieczorów’, czy jakoś tak ;)

1. Spring Leaves
2. Urga (Deep In The Woods)
3. Evening in Bystra

Dzięki wokalizom Joanny muzyka Maćka jest ludzka i ciepła, w odróżnieniu od niektórych jego całkiem solowych dokonań [znalazłem takowe, ale nie polecam, więc nie podlinkuję] spod znaku klikających minimali; a środkowy utwór kwalifikuje się z miejsca do mojej kolekcji faworków, z której w przyszłości…

P.S.: kliknij na okładkę aby ściągnąć spakowaną całą płytę. Tak jedną, jak drugą.

15
Sty
07

A przecież nie przepadam za IDM…

Od jakiegoś czasu słucham muzyki wyłącznie z niezależnych wytwórni i jestem pod coraz większym wrażeniem. W zasadzie z trzech powodów:

– ze zdziwienia tym, że tego typu wydawnictwa [przynajmniej poniektóre] żyją wciąż tylko w podziemiu, chociaż warstwą artystyczną i jakościową biją na łeb gro rynkowej produkcji;

– z radości, że początkujący i niezależni artyści mogą za pośrednictwem netu pochwalić się swoimi dziełami przed światem [autor tej strony w czasach swojej ‘płodności artystycznej’ niestety nie miał takich możliwości];

– że nierzadko zdarza się trafić na taką perełkę, że każdy jej opis musi wydać się trywialny.

W związku z punktem ostatnim nie napiszę wiele o mojej dzisiejszej propozycji, którą jest EP wydana w niemieckim 1Bit Wonder

Endlos – Das musste ja so kommen

Jest to mieszanka nu-jazz’u [głównie pierwsze dwa numery] z bardziej light’ową stroną intelligent dance music. Całość miodna, wyrafinowana, dopracowana, głęboka…

Całość zaciągnij stąd, albo przesłuchaj może najpierw klikając po kolei:

1. Am Stau
2. Die andere Seite (Martin am Saxophon)
3. Fernsehn hab ich nie gelernt
4. Zartbitter
5. So mir nichts dir nichts
6. Vorsicht Stufe
7. Es wächst uns über den Kopf

A tak na marginesie: mamy 15-go stycznia, a ja już wybrałem taką ilość naprawdę ciekawych propozycji, że pisząc o jednej co 3-4 dni wystarczy mi materiału na jakieś dwa miesiące. I ciągle ciągnę… I ciągle słucham…

13
Sty
07

Revolution Void – Thread Soul, czyli płyta nierówna.

Nierówna, co nie oznacza, że niedobra. Nie znajdziesz na tej stronie płyt niedobrych. „Nierówna” oznacza, że wśród dobrych numerów:

1. Ventus Solaris [ten bass! sax!]

2. Biomythos [ten break!]

6. Geodetic Transmissions [pewnie byłby milszy, gdyby nie to nachalne ‘zabrudzenie’]

8. Encoded Designs [easy piano, easy beat, znów ten bass! znów ten sax!]

9. The Robot is Dreaming [acid-jazz, nu-jazz… I znów psychodeliczny, brudny sampel, którego moim zdaniem mogłoby tu nie być]

10. Evolutionary Expanse [od początku trans do połowy i trans od połowy do końca]

pojawiają się gorsze, czyli:

3. Mind Mapping [temu czegoś brakuje, nie sądzisz? Odbiór możliwy tylko dzięki dźwiękom trąbki, ale to nie jest to, co lubię…]

4. As We May Think [nikomu niepotrzebny szort]

5. City Lights at Night [abstract hip-hop? Skrecze męczą i nawet nie pomaga ten bass!]

7. Infonography [awangardowo i abstrakcyjnie. Znów niezły patent zeszpecony doborem brzmień. Bez przekonania.]

 

Aby nie klikać po kawałkach można pobrać całą płytę spakowaną: z archive.org lub poprzez bitTorrent lub eMule.

10
Sty
07

Spisek – obiecujący polski jazzy hip-hop

Szczerze mówiąc długo wahałem się, czy tę EP’kę można nazwać dobrą, więc czy powinna się znaleźć na tej stronie. Ostatecznie uznałem jednak, że nie jest zła. Jest po prostu klimatyczna, tak jak lubię. Ale ma również wady.

[+] za jazz’ową aranżację
[+] za dobór loop’ów
[+] za użycie ‘żywego’ instrumentarium, a zwłaszcza za subtelne brzmienie gitary
[-] za kiepskiego MC z przydechem
[-] za miałkie i niezrozumiałe teksty

Jak widać plusy nie przysłoniły do końca minusów ;) więc mimo wszystko warto sobie tę płytę ściągnąć na dysk. Albo posłuchać kilku numerów on-line na mySpace Spisku.

Moim zdaniem płycie brakuje oryginalności i ostatecznego producenckiego szlifu, ale może ich następna produkcja będzie bardziej dopracowana? Bo ta jest- zgodnie z tytułem posta- obiecująca, musisz przyznać. Gdyby na kolejnym materiale zrezygnowali z wokalu i wzorem Skalpela postawili na klejenie cacy sampli [nie zapominając przy tym o żywej gitarze] wybraliby właściwie.

Jeśli rzecz przypadła Ci do gustu, to tutaj jest singiel z siedmioma wersjami kawałka „Piszę do Ciebie”. Wersja instrumentalna oraz wersja Themontera jak najbardziej kwalifikują się do zamieszczenia na… na razie ci-cho-sza!

05
Sty
07

Kondencuotas Pienas – Synaesthetic Layers

Jakieś dwa tygodnie temu rozpocząłem pisanie o dobrej + legalnej + darmowej muzyce. Wtedy znalazłem ep-kę dnb wykonawcy o obco brzmiącym pseudonimie Kondecuotas Pienas. Rzecz bardzo mi przypasowała, toteż jeszcze poszperałem… i znalazłem długogrający krążek K.P., na którym znajdują się również obydwa utwory z ep-ki.

A całość jest miodna. No i pięknie.

Wg tagów nadanych przez Pharmacom Records niektóre kawałki należą do stylu jungle, pozostałe to acid jazz. Trudno się nie zgodzić, może jeszcze dodałbym atmospheric drum’n’bass

W każdym razie płytka na zmianę buja i porywa, jest raz nieco dzika a raz łagodna; natomiast zawsze słychać dobre beaty, połamane oczywiście, ale skoczne. Brak tutaj charakterystycznych dla ‚nowego’ dnb chorych fajerwerków dzwiękowych i ogłuszającego zgiełku, chociaż jest dynamicznie a i bywa całkiem ostro.

Zapraszam do zassania całej płytki pod tym linkiem, lub po kolei:

01. 6 Weeks 3 Days and No Content „One Step Closer” (6:29 min.)
02. Aquatic Circles (7:25 min.)
03. Sidabrine Dykuma „Apelsino Kosmaras” (4:20 min.)
04. Detonuotas Sapnas (6:40 min.)
05. Son Som ‚N’ Ambulist „Rebirth” (4:44 min.)
06. Ciurkst, Smurkst Jr 2 Tumbackes (4:39 min.)
07. Nevertheless (4:47 min.)
08. The Citizens Of Mousville „Reincarnation” (6:43 min.)
09. Chukaboo (6:13 min.)

i znane Ci już ze wspomnianego na wstępie posta:

10. Unfinished Autumn Symphony (9:02 min.)
11. Lazy Bastard (6:50 min.)

Pozostałe pozycje z katalogu Pharmacom Records nie przypadły mi do gustu… z dwoma wyjątkami. Ale o tym innym razem. Tymczasem- miłego słuchania!




autor

linki które rządzą


%d blogerów lubi to: