Archiwum kategorii trip-hop

no comment #19 [trippy dubtempo]

Posted in breakbeat, downtempo, dub, trip-hop on sobota, 27 grudzień 2008 by emeliks

ManormouseNever Fully Recovered EP – [PTDM012]

01. 13th Floor
02. Superstitious
03. High State
04. Shoot
05. Low On Ice

 click on cover to download

z dwóch wiadomości dziś pierwsza

Posted in downtempo, nu jazz, trip-hop on sobota, 25 październik 2008 by emeliks

Z jakich wiadomości? Otóż z wiadomości, które otrzymałem na swoją skrzynkę użytkownika największego muzycznego socjala, czyli last.fm. Przytoczę rzecz w oryginale, jeśli pozwolisz:

WoW!!……… that was a good number of plays!!
I hope you liked our music,you can check us at Jamendo, here:
http://www.jamendo.com/en/album/28800
And we will be releasing the original album soon. Our next album will have our friend A C Hill contributing who works with Jack de Johnette, John Surman & Ben Surman.
Many thanks for listening
Tracing Arcs x

No. Zaiste. To ja dziękuję. Owszem- znam całość z jamendo. Znowóż poprzez bloga ccm. Owszem, słucham tego ostatnio w kółko. Znowóż bowiem trafiony zatopiony, chociaż w żadnym stopniu nieodkrywczy i wręcz poprawny jedynie to sound.

Ale, jak Ci już pewnie wiadomo- to nie jest blog dla szalonych ludzi! Dźwiękowej Ameryki tutaj nie odkrywam i raczej się to nie zmieni… No, chyba że czasem, dla odmiany.

Coś szczególnie mi podeszło? Owszem- odpływający, klimatyczny, tripowo-jazzowy Through a glass darkly (sarajevo mix), czyli murowana niesencja.

A reszta? Generalnie- tripowy czilałt, kochanie!

PS. Może nawet jutro napiszę o kolejnej wiadomości, również dotyczącej netaudio, ale z zupełnie innej mańki. To, czy jutro [i to, czy wogóle] uzależniam jednak od subiektywnej oceny tego, czy warto i czy mi się będzie chciało.

Właśnie.

Prawdopodobnie nie pobudziłem Twojego apetytu na następny wpis, ale jeśli nic nie stoi na przeszkodzie- odwiedź proszę netmuzykę w najbliższym czasie.

Tymczasem: dziękuję, pozdrawiam, kłaniam się i do usług
emeliks

Tone

Posted in alternative, experimental, indietronica, pop, trip-hop, video on piątek, 19 wrzesień 2008 by emeliks

Praktycznie nie piszę, a odwiedzin netmuzyka ma właściwie tyle samo…

To proste- tematyka zaczyna bronić się sama! Nareszcie! Netmuzyka nie jest przecież blogiem, który musi być wiecznie na bieżąco i na swój sposób komentować świat. Jest to blog o netaudio, a dobre netaudio się nie starzeje.

Dziękuję Ci, o zaglądający tu czytelniku! I za komentarze pod notką o zamknięciu w dwójnasób dziękuję- to na serio mobilizuje.

No. To sobie przypomniałem, po co prowadzę tę stronę. Zdaje się również, że dzięki 22 miesiącom polecania zacnej muzyki już nie muszę silić się na jakiekolwiek komentarze- wiadomo przecież, że chały tutaj nie ma, więc klikać można w ciemno. A nawet jeśli coś się nie spodoba, to przecież de gustibus est non disputandum, jak mawiają niektórzy.

No. To sobie trochę poprawiłem morale, właściwie nieco mi lepiej. Nawet mogę stwierdzić, że nieźle mi to blogowanie wychodzi, profesjonalnie rzekłbym, estetycznie i zmyślnie.

No. To sobie pokadziłem. Potraktuj to powyższe jak konieczny zastrzyk samodowartościowania autora zainjekowany celem złagodzenia inercji. Czy jakoś tak.

No.

A teraz może dla odmiany coś z zupełnie innej beczki [taaak, zbieram dvd montypajtona z Przekrojem!].

Przesłuchałem tę płytę wielokrotnie- nie wiem, czy mi się podoba, czy nie… No dobra- podoba mi się, nie jest jednak do końca w moim guście- dlatego może, że za bardzo przesiąknięta jest estrogenami? Ale jest na pewno znakomita.

Gdyby trafiła do cyklu no comment #… powiedział bym o niej: abstract poptronica. Zawsze lubiłem nazywać rzeczy po imieniu i to się chyba nie zmieni ;)

Ale do cyklu no comment nie trafiła- może dlatego, że nie potrafiłem wybrać żadnego hajlajta [czyli kawałka, który imo wymaga największej uwagi/ najbardziej mi przypasował]? A może dlatego, że chciałem napisać dłuższy wpis po prostu? Taki trochę o niczym, ale z muzyką w tle?

Baj de łej- ściągaj album Tone – Small Arm of Sea i rozkoszuj się niecodziennym klimatem mroczno-deszczowo-seksualnym. Bardziej smutnym. Raczej melancholijnym. Pięknym, gdy pozwolisz tym dźwiękom [i głosowi!] zagościć w głośnikach na dłużej.

W głośnikach- nie inaczej! Na słuchawkach jest za sterylnie. Ale może powinienem już zmienić słuchawki po prostu? Na miększe w brzmieniu?

PS. Przyglądałem się ostatnio kategoriom na sajdbarze… Niektóre to niezłe kurioza- czy powinienem zweryfikować te nazwy?

no comment #02 [trip-hop]

Posted in downtempo, trip-hop on piątek, 22 sierpień 2008 by emeliks

Fauna – Have u ever talked to angels? [jamendo]

01. Slowly
02. 14th floor
03. Daily sick, casual sick
04. Dreamless
05. Emptiness
06. Hollow morning
07. Wasteland
08. Hyperlite love
09. Rainbawl
10. Tomorrow

dokładając starań by odciąć ogony cz.1

Posted in alternative, indie, pop, psychedelic, trip-hop on czwartek, 03 lipiec 2008 by emeliks

Zachłysnąłwszy się sukcesem niesencji, które są ostatnio ściągane na potęgę, nie zapominam bynajmniej o sluchaniu netaudio! No i o ssaniu nowości, więc i o miejscu na twardym, którego zaczyna mi powoli brakować.

No i nowy zaczynam cykl [który to już w historii netmuzyki?], jak zawsze dotyczący tego samego- czyszczę dysk, polecam, recenzuję muzykę.

Dziś pojedziemy sobie na literę D. D, jak np. Dog Eared Records. Dziwne, dobre dźwięki dwa razy stamtąd więc popłyną.

Na początek ładnie, ale dziwnie. Ładna grafika, więc większa niż zwykle.

A co to? A żebym ja wiedział… Electro? Psychodeliczny pop-nie-pop? Kwaśne songi? No nie mam pojęcia. Z całym tym netlabelem mam tak- zupełnie niezależna muzyka, całkiem nieklasyfikowalna… Zip jest pod okładką, że wspomnę.

Po te drugie- brzydka okładka, z oślizgłymi rybami.

A to co? Hmmm… Instrumentalne niewiadomoco na przemian z piosenkami kompletnie nie do zanucenia. Ale wszystko tak dziwnie ładne, że aż całkiem niewiarygodne. Kłopot mam z tymi dźwiękami… Zip wiesz gdzie.

Na koniec jeszcze coś- dojcze sound.

Znowu nieidentyfikowalne- electro trip-hop? Jest takie coś? Z wokalami, a jakże… No i kilka literek D ma na okładce! A zip gdzie może być, zgadnij?

Na zakończenie dodam- następny odcinek cyklu również będzie poświęcony literze D.

czyszczenie katalogu “publiqj” cz.1

Posted in breakbeat, drum'n'bass, dub, trip-hop on wtorek, 03 czerwiec 2008 by emeliks

W ryja kopa go i nożem!
Lepiej!
O ile sobie przypominam czytaną we wczesnej młodości książkę [format prawie A3, ilustracje Bohdan Butenko] Joanny Chmielewskiej pt. “Duch”, wiązankę można skomponować w bardziej wysublimowany sposób. Coś na modłę “kurna jego mać z półobrotu kopana żyć w te i nazad z wiaderkiem węgla i drutem kolczastym przez most poniatowskiego ganiana morda!”. Parafraza może nieudolna, ale oryginał woluminu jest w mym domu na chwilę obecną nieosiągalny, gugle nie mówią po takiemu, więc z pamięci pojechałem.

Ale- tak; to w pewien sposób oddaje mój Stan Ducha. Odnośnie nagromadzenia netaudio na komputerze również, choć generalnie odnośnie nagromadzenia ogółem, rzadko [na szczęście!], acz ostatnio nagminnie spotykanych splotów nieprzyjemnych okoliczności materialnych, zawzięcia się na mnie przedmiotów codziennego użytku oraz tego, że właśnie do botwinki wrzuciłem kawałki zjełczałego salami.

Albo zjełczałej salami- niezależnie od płci salami botwinka stała się niejadalna. Niezjadliwa w sensie, suka.

Dobra, żółcią polane, teraz do rzeczy.

Czyszczę katalog “publikqj”. Czyszczę ogólnie netaudio z twardego [czy twardego z netaudio?], bo do wspomnianych 600 pozycji doszło od tamtej pory kolejnych 50 a jeszcze mam w zanadrzu jakieś 200, w katalogach “nieznasz”, “zasys” oraz “+/-” i “-/+”. No i nie nadanżam qrwa, krótko mówiąc.

Toteż tą razą jedynie tytułem wstępu: Mou, proszę Ciebie. Żeby nie było, że tylko miękko ostatnio i bez czochrania- jest tutaj sporo fajnego dryblingu beatem, obcojęzyczą rap-mową i oparami ziołopochodnymi.

A Quiet Bump nazywa się netlabel. Wybitnych parę numerów można znaleźć na pierwszym ich wydawnictwie, czyli

Mou – ###ntain Vibes

oraz siódmym z kolei, tj.

Mou – Memory Recall

I o ile z pierwszej płytki jeden numer znalazł się już na pewnej składance [dobra- na tej, niech Ci będzie], o tyle inny wałek z drugiej płyty wejdzie na niesencję. To znaczy- już wszedł, ale czeka na swoją kolej.

Ech… Za dużo słów, znowu zapodałem ledwie jedną setną ze zbiorów… To już chyba taka choroba, co ja mogę? Lekarza!

niesencja #08, kobiety, wiosna i ten…

Posted in downtempo, easy listening, indie, nu jazz, pop, trip-hop on czwartek, 29 maj 2008 by emeliks

Jak pewnie da się zauważyć- mój blog z zamierzonego “profesjonała” schodzi na tzw. psy, czyli piszę sobie jak mi się podoba, nie zwracając większej uwagi na to, czy komuś jeszcze również. Albo inaczej- zupełnie olewając charakterystykę odwiedzin i kładąc laskę na Twoje upodobania.

Dlaczego? Bo czego bym z sieci nie wyczytał związanego z poprawą statystyk [a są wnioski z onych blogerowi jedynym ratunkiem w przypadku doła odwiedzin, który właśnie zaliczam] to i tak okazuje się, że znane i proponowane wszem rozwiązania mnie nie interesują. Zabiegi poprawiające traffic [wg porad tych, co to mają ponoć heavy traffic] polegają bowiem na lansacji bloga za wszelką cenę i nachalnie, komercjalizacji treści oraz adaptacji do społeczności dwazerowych [już- ponoć- trzyzerowych, sic!].

Dziękuję, jakoś mi nie po drodze. Taki ten blog więc chyba już musi być; bez -acji wyżej dupy nie podskoczę. Półtora roku działalności i nadal jeno kilkadziesiąt odwiedzin dziennie… Kontent jak widać sam się nie broni.

Moja droga/ miły mój! Nie dość, że netmuzyka traktuje o niszy, jaką nadal jest netaudio, to jeszcze nie zapodaję pop’u raczej. Ani rocka stricte. Ani disco zupełnie. Daję TO, CO MOIM ZDANIEM NAJLEPSZE W NECIE. Staram się nie oszukiwać- ani Ciebie, ani siebie.

Dobrze. Tyle tytułem wstępu, [lubię sobie przy pisaniu o niesencjach troszkę popłynąć, -5 punktów dla bloga za przynudzanie, w skali od 1 do 4] teraz natomiast zapraszam do lektury niniejszego wpisu: oto przed Tobą Nowa Niesencja, jak zwykle sprofilowana i miesiącami dopieszczana.

Ale pozwól, że wcześniej jeszcze jedna, mikra dygresja: Niesencje. Po co ja to robię?

Bo zawsze lubiłem składanki! Zawsze trochę czułem się didżejem, natomiast czas pokazał, że nie nadaję się do kręcenia imprez. Natomiast w przypadku selekcji do ściągnięcia słuchasz tej muzyki w samotności: w domciu, samochodzie, na rowerze. Lub nie w samotności, ale na własne życzenie. Lub wcale nie słuchasz, przecież nie nalegam! Natmoast nie możesz mieć mi za złe, że zjebałem imprezę tą swoją nie w temacie muzyką! Poza tym- to Cię nic nie kosztowało!

No to teraz o ósemce: uwielbiam Sade, Portishead lubię [to na początek, bo żona kazała]. Dianę Krall, Angelique Kidjio z przyjemnością. Katowałem Siouxie Sioux. Były czasy 4AD- Dead Can Dance, Cocteau Twins i This Mortal Coil. Przeżyłem fascynację Laurie Andersson, Niną Hagen i napocząłem lekko Diamandę Galas, że o liźnięciu Kate Bush nawet nie wspomnę. Kory jeszcze wczesnej posłuchiwałem, Maanaamu w sensie… Nosowska w późniejszych wcieleniach, Michelle Ndgeocello, czy jak jej tam. Ta laska ze Swans, nie pamiętam i nie chce mi się sprawdzać w guglach jej personaliów. Czasem Ursula Rucker. Rzadziej Ewa Bem. [Czy jak napiszę słowo Doda, to wzrośnie mi słupek? Zobaczymy, co na to gugle ;]. No i wokalistki nu-jazzowe, soulowe, chórki- długo by wymieniać.

Szczerze- zakochany jestem w kobietach. I w ich głosach. I tym razem to właśnie kobiece wokale, oczywiście śpiewająco bezinteresowne zapodaję w 12-kawałkowym, słodko-kwaśnym puddingu. Czemu puddingu? Bo rzecz cała w angielskim lingłydżu.

Nie będę rozważał całości punkt po punkcie- jedno wiedz! Same baby, różne wcielenia; raczej spokojnie- z naciskiem na “raczej” [jak to na niesencjach] i raczej dziwnie, z naciskiem na “dziwnie” [jak to na niesencjach]. Chociaż bez fajerwerków i przyjaźnie. Mdło nawet porcjami, ale uważam, że z umiarem. Bez dreszczy i bez znudzenia- klasyczny produkt miękko-półtwardy.

Co do prawnej strony przedsięwzięcia- tagi mp3 są jednoznaczne; nawet jeśli coś nie istnieje już w sieci- jest link do strony skąd pochodzi/ł oryginał. Jak na razie zdarzyło mi się, że kilka kawałków już nie funkcjonuje poza niesencją, ale nikt się z pretensjami nie zgłasza. Biorę to za dobry omen i robię swoje.

Traklista? A po co? Zassij z archive zipa- po rozpakowaniu wszystko stanie się jasne. Nie chcesz zipa ssać? Odtwórz sobie na last-fm, tam też zapodasz, ale nie w 192 tylko w 128 kbps, i to jeszcze na dodatek nie w jednej paczce. Co kto lubi.

A- tym razem celowo zakończyłem składankę takim tematem, że aż poczujesz się lepiej, gdy zapodasz wszystko jeszcze raz. To troszkę dramatyczne, ale sprawdź to- ostatni numer urywa się tak, że siemasz! Dziwne uczucie, przynajmniej ja tak doznaję.

Na koniec, ale po najważniejsze- okładka, którą widzisz powyżej powstała w aparacie i komputerze niejakiego Footszaka, co w Danii szkolił się i fotki robił [szkoli? robi? nie wiem...]. Dziękuję Footszaku tym samym po raz pięćdziesiąty!

PS. Znalazłem 19-cie dyskietek z moimi kawałkami [tworzonymi na FastTrackerze 2] z roku 1997. Cała późniejsza reszta poszła się jebać- była zgrywana na płytach CD basfa [teraz emtec- nie polecam], z których zlazła po latach powłoka… A szkoda, bo wiele perełek swego czasu skomponowałem [może znajdę jeszcze kasetę?].

Niebawem i o tem! Tymczasem polecam żeń-niesę i o jakiś komentarz poproszę!

uniquetunes studyjnie

Posted in acid jazz, alternative, electro jazz, experimental, trip-hop on środa, 28 maj 2008 by emeliks

Tak tak, proszę ja Ciebie. Byliśmy- i jesteśmy- świadkami narodzin najbardziej konsektwentnej grupy netaudiomałolatów [bez urazy!], która to grupa wiele koncertując i co wybitniejsze płody swej twórczości publikąc za darmo- wreszcie nagrała esencję swej twórczości w profesjonalnym studio, pod okiem rzeczoznawców, producentów muzycznych i całej rzeszy reżyserów dźwięku, akustyków i specjalistów od masteringu.

Może trochę popłynąłem, może wynajęli sobie studio na 8 godzin i wszystko nagrali na żywca, a czuwał nad całością tylko cieć, coby ze studia nikt mu equipmentu nie wynius, sabaki? Kto to wie… Ważne jest jednak, że chłopaki, którym kibicuję od kiedy poznałem ich twórczość wreszcie zrobili coś na maksa profesjonalnego. I zamieścili to do ściągnięcia gratis w necie! To się nazywa podążanie w obranym kierunku!

Aranżacje może są mniej udane niż żywiołowe wykoanania na koncertach [które znam tylko z mp3 i jutuba], może dźwięki są bardziej poukładane i nie czuć w niektórych fragmentach zadziora- ale to nie jest zarzut! Jest odpowiednio i odpowiedzialnie. Panowie dorośli do muzyki, dojrzalej posługują się swoimi instrumentami [heee] i wciąż czuć w tym energię.

Nie pamiętasz, do czego nawiązuję? A otóż do tego i do tego wpisu. Śledzę ścieżkę ich muzycznej kariery [raczej chwaląc niż ganiąc], dopinguję ze swojego podwórka i życzę miliona ściągnięć tej płyty.

Chociaż z tym ostatnim może być problem, bo o ile znam Twoje lenistwo, to sobie darujesz klikanie w 13 linków, potem założenie katalogu, potem przekopiowanie… Tak, moim zdaniem to błąd, że w zipie można ściągnąć jedynie pliki w formacie flac [o tym, co to flac- przy innej okazji. Przy tej samej, co i o ape], bo taki zip flacowy to już potężne 300MB, a i nie każdy plajer na kompie Ci to odtworzy.

W każdym razie- i w odwołaniu do poprzedniej notki- takie rzeczy w netaudio potrafią człowieka postawić z powrotem na właściwe tory.

Więc kolejny wpis- nieeeseeencjaaa :)

Przykurzony gruby beat

Posted in breakbeat, compilation, downtempo, hip hop, nu jazz, trip-hop on środa, 23 kwiecień 2008 by emeliks

Po minus jeden- poniższy wpis miał duże problemy natury złośliwo-martwonaturalnej, dlatego pojawia się ostatecznie dopiero teraz. W wersji trzeciej.

Po zerowe- już wczoraj wiedziałem, że nie dam rady pojutrze. Strasznie mi szkoda, ale są rzeczy  ważniejsze niż hobby. Podziel się wiedzą, jak wrócisz z konferencji.

________________________

Słowo się rzekło, kobyłka u płotu, czyli o netlabelu grubobitowym rzecz niniejszym zapodoaję zgodnie ze złożoną obietnicą.

18 rilejsów: singli, ep’ek i longplejów… Nie jestem pewien, czy przesłuchałem to wszystko, ale jeśli nawet nie, to i tak mam prawie pełen pogląd na temat, więc generalnie to jestem obcykany. Tym samym wiedzą swoją z Tobą się poniżej dzielę, w krytyka się bawiąc ze satysfakcyją.

Netlabel o którym mowa nazywa się Dusted Wax Kingdom, co w bardzo dowolnym tłumaczeniu oznacza moim zdaniem Królestwo Zakurzonego Wosku, więc ma nazwę niezłą, nawet jeśli oznacza co innego. To po pierwsze.

Po drugie- pierwszym rilejsem w ich katalogu jest Violent Public Disorderaz – Sadness In Square EP, czyli rzecz Ci fragmentarycznie znana z Niesencji #07 [niewtajemniczonym od razu tłumaczę- Niesencja fajna jest, wpisz se w google], ale pierwotnie wydana w innym netlabelu, Lo-Kiwi mianowicie. Kombinując przy niesencjach na DWK trafiłem… no i to po drugie właśnie.

A po trzecie- rzadko spotyka się netlabel tak mocno sprofilowany pod względem gatunkowym. W tym przypadku mamy do czynienia z absolutną konsekwencją- przynajmniej jak do tej pory. Mamy tu rzeczony gruby beat- podstawę bytu, oraz nieliczne wyjątki potwierdzające regułę, choć funkcjonujące niezupełnie od czapy. Wokół beatu jednak całość sie kręci. I nęci. I ma rację!

Natomiast po czwarte- najmocniej przypasował mi wyjątek właśnie- najbardziej eklektyczny, wymykający sie klasyfikacji i swoją jakością/ dopracowaniem szczegółów/ innowacyjnością odbijający się wyraźnie od reszty proponowanych przez label wydawnictw. Mowa o Paragon Black – Paragon Black LP: rewelacja i 10/10 czy inne ileś na tyle samo. Uwaga na to, co o płycie twierdzą wydawcy:

Oto diament wśród wydanych przez nasz label płyt- dzieło konstruowane misternie przez trzy lata, koczek po kroczku, niczym dorastanie duszy. Produkt dojrzały i silny jak wszechświat, w którym oceany starożytnej wiedzy i emocje spotykają się z duchową mądrością poezji i dają światu tajemniczy dotyk duchowości

Słowa tego nie opiszą, a tym bardziej ja, bo w taki sposób pierdolić o muzyce to- wybacz- nie potrafię. Nawet jak się staram. Ale ta spolszczona parafraza wyszła mi nawet, co?

Po piąte link do wydawnictwa, po szóste link do zip’a z całym materiałem, po siódme okładka.

Po ósme- coś, co mnie powaliło na początku przesłuchiwania katalogu DWK i trzymało długo [jak zwykle- zasysam wszystko, potem rozpakowuję i robi mi się sort alfabetyczny, więc jadę od góry do dołu]. 2 Bone Giants – The Lost Art Of Speaking Your Mind EP, o tym mowa! Dawno nie miałem do czynienia z tak GRUBYM bitem. Bez zbędnych treli-moreli i jakichś-tam pitu-pitu [sorry- i tutaj jest wyjątek polegający na krótkich wycieczkach w kierunku zgrzytających sampli, ale to czyni rzecz tym bardziej interasującą]. Rządzi jednak BEAT, proszę Ciebie i to jaki!. Po miszczosku i z filingiem. Absolutnie zostałem ujęty i takim pozostaję. Punkt poniżej maksa, w skali Maksa Jak-Mu-Tam. A za co straciła EP’ka punkt? Za porównanie z powyższym Paragonem Czarnym, za nic więcej!

Po dziewiąte to zip jest gdzieś tutaj. A okładka poniżej, po dziewiąte i pół.

No i na tym właściwie powinienem zakończyć, bo to, co esencyjne i debeściarskie już się pewnie ciągnie na Twój dysk. Ale- jest jeszcze kompilacja [jak wiadomo- nie przepdam za polecaniem kompilacji żdnych, prócz swoich], czyli na dzień dzisiejszy ostatni rilejs w kolekcji DWK. Czemu więc polecić warto?

Bo po dziesiąte- to równie dobrze mogła by być kolejna Niesencja. Muza jak pode mnie robiona [lepiej robić pod kogoś, niż pod siebie, no nie?], selekcja wyważona i staranna, a poza wszystkim otwiera ją Artysta Polak! W bułgarskim netlabelu, na pierwszym miejscu! Grarulacje Quantifier, niezły klimat zaoferowałeś!

Co do linków, to jeden po jedenaste, a inny, ten z zip’em- po trzynaste. A że po dwunastej to już jest, i to grubo, to i kończę.

PS. Chyba nie będę więcej się rozwodził na temat tego netlabelu, bo kto zainteresowany, ten sobie possie. Może jeszcze wyróżnię: Groove Inc. i Dakoon, coby nie pominąć najlepszych. A reszta to szeroko pojęty dark trip-hop i abstract hip-hop [oczywiście wszystko tłuściutkie, że aż się lepi], więc moja wiosennie ukierunkowana percepcja odrzuca takie dźwięki natenczas.

Jak się na DWK coś pojawi nowego- to pewnie napiszę o tym… choć pewnie nie, bo już zacząłem zagłębiać się w zasoby innego netlabelu, który proponuje dźwięki zbliżone tematycznie, ale mniej radykalne.

Póki co- pozdrawiam jak zwykle serdecznie, życzę miłej konsumpcji wygrubaszonych bitów, zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń, lepszych słuchawek, wyjebistego sprzętu hi-fi, wspaniałych snów i żeby Ci się chciało!

To tyle
emelix

Niesencja #07 – odsłona właściwa

Posted in compilation, downtempo, hip hop, lounge, nu jazz, trip-hop on sobota, 05 kwiecień 2008 by emeliks

Tuż przed świętami zamieściłem zajawkę do siódmej Niesencji, jednak nie podając ani jednego linka- eksperyment taki. Mineły dwa tygodnie z okładem i oto wnioski: 8x siódemkę zaciągnięto- rozumiem, że moje składanki mają ośmiu fanów, którzy dotarli do tej części dzięki Pani Analogii. Cieszę się, nawet bardzo! Na last.fm sześciu słuchaczy prócz mnie… Trudno, czy nieźle? Moim zdaniem oki- zobaczymy, co się stanie po tym wpisie.

Dla jeszcze-nie-fanów informacja na początek: Niesencja to seria kompilacji nieprzeciętnych nagrań dostępnych za darmo i całkowicie legalnie w internecie. Tym selekcja jest absolutnie chill-out’owa: znajdziesz tutaj sporo downbeat’u, nieco hip-hop’u, jest nu-jazz i na koniec hipnotyczna, prawie 13-to minutowa suita na transowe loop’y i gitarę. Słowem- sama malina, wiosenna aura, kultura, relaksing i manufaktura! Yo!

Odkładka- jak zazwyczaj- powstała w kooperacji ze znającym się na rzeczy grafikiem. Tą razą ponownie skorzystałem z usług nieocenionego izibrothera [nawiasem mówiąc- autora logo netmuzyki], który w pozornie niedbały sposób przetransponował pewną fotkę na język grafiki ilustracyjnej. A fotkę ze smakiem przyrządził niejaki Matam- gospodarz zaprzyjaźnionej strony goodnetlabels, traktującej o tych właśnie gatunkach netaudiomuzycznych, spośród których dźwięki do niniejszej Niesencji nie bez wrodzonej wrażliwości zebrałem. Oj… Czy rozumiesz poprzednie zdanie? ;)

No dobra- teraz o esencji Niesencji, czyli o muzycznej zawartości tejże:

Na jedynce jedno z najznakomitszych WEJŚĆ BEAT’u spośród słyszanych przeze mnie netutworów. Ciarki mam za każdym razem [vide: atak beat'u w "Shudder/ King of Snake" znakomitego zespołu Underworld- klasyka, perfekcja, rewela, klasyka... chociaż gatunkowo daleko]. Super otwarcie tak zwane- zauważ, że o tym kawałku pisałem już ponad rok temu!

Zaraz potem naprawdę niezły lounge z fajnym tekstem i dwufazową arnażacją, rzadko spotykaną w upalonym, samplowanym, łagodnym netaudio. Właśnie- skąd ten tekst jest- wiesz? Bo że z jakiegoś filmu to jasne, ale jakiego?

Piętro trzecie [zdobyte w lecie]- właściwie nic super-ekstra-zajebistego, ale coś mnie w tym numerze ujmuje… Może po prostu wykonawca- MichL Bridge, który swoim netartystycznym eklektyzmem stał się w moim uchu wyznacznikiem. [Dżizzzas, to zdanie to już kompletnie nie ma sensu]. Znasz go z niesencyjnej czwórki i posłuchasz jeszcze na jednej części, atmosferyczno-dramendejsowo-dabowej. Rewelacyjny ma koleś dyg do melodii, a Melo-dia to proszę Ciebie ja mam prawie na nazwisko!

Cztery. Bitbokser i generalnie hip-hop. Nie mam nic więcej do powiedzenia- patrz opis numeru szóstego.

5-ka = Aphilas. Było już o tym zjawisku na netmuzyce- wreszcie się zdecydowałem!

Szósteczka to hip-hop pełno gembo… A przecież nie przepadam, tak pisałem?

Siedem. Cholera, też hip-hop? A może trip-hop może? A co to jest trip-hop? A czym nie jest? Czymkolwiek by- numer jest wyjebisty i jeśli nie znasz jeszcze całej EP-ki V.P.D. z netlabelu Lo-Kiwi no to nadrób tę zaległość czym prędzej!

8. Full na maksa, cool i ekstra! Kolejna pozycja z cyklu- chciałbym, ale nei nei. A jednak przełamałem opór, tym samym rozliczając się wewnętrznie z rewelacji co czekały, bo się bały. Nieuważnych lub zapominalskich upominam ;)

A dziewiąteczkę też znasz, a jeśli nie znasz to wstydź się! To jedyny beat’owy namber Iambic² z pierwszej płyty, której nie znać to zgroza! Mogę się narazić na zarzuty, że nie licuje on z całością selekcji, ale zważ, że nawet jeśli, to tylko troszeczkę, a poza tym numer ów stanowi idealny prolog pod epilog, czyli

last łan na siódemce- sygnalizowany na wstępie długodystansowy odjazd w kierunku. Czy znasz drugą taką składankę, na której pojawiają się ponad dziesięciominutowe kompozycje? I nie mów mi o trzeciej Niesencji ;)

___ ___ ___

No i cóż- obiecałem się rozpisać, to i żem. Kolejny raz bleble, miłego odbioru, pisz komentarze, a jakże, a jak nie napiszesz to chuj, moja strata. Dziękuję za uwagę, zrozumienie mojego bełkotu i tak w ogóle spasiba!

PS. Jak widzisz- nie linkuję tym razem do stron artystów i netlabeli. Uznanie autorstwa jest w nazwach plików i tagach, więc tę żmudną robotę typu ctrl-c ctrl-v x40 tym razem sobie darowałem. A czemu? Bo na palcach jednej ręki mogę policzyć kliknięcia w takie linki… Wszystkich pokrzywdzonych niniejszym przepraszam, a zainteresowanych zapraszam ;)

PS. Jeszcze jedno- po raz pierwszy nie stosowałem żadnego programu do wyrównywania poziomu głośności poszczególnych utworów. To oczywiście ma swoją zaletę- soft tego typu “spłaszcza” nieco brzmienie, ale ma i wadę- licz się z niespodzianką typu za cicho- za głośno w kolejno następujących po sobie wałkach. Chociaż… moje ucho takich dysonansów nie zarejestrowało.

PS. Liczydełko: 2.274 ściągnięcia wszystkich części Niesencji. Coś jest na rzeczy… Pozdro!

PS. Jeju! Download please! A jeśli wolisz uprzednio zaznajomić się bez zaśmiecania dysku- click to stream!

Niesencja #05. The fifth compilation by netmuzyka.com

Posted in alternative, ambient, compilation, drum'n'bass, dub, experimental, hip hop, lo-fi, psychedelic, trip-hop on piątek, 21 grudzień 2007 by emeliks

Przyznam się bez bicia- ta część, piąta, wszechpolska i przekrajowa- rodziła się w niemożliwych bólach i cierpieniach… Tak ojczyźnianie powstała- umęczona, uciemiężona i narodów Werterem płynąca, czy coś. Mam jednak nadzieję, że mimo tego w odsłuchu kompilacja wyda Ci się spójna, wdzięczna i… Ale po kolei.

Po kolei to na pewno Mazurskie Zioła były na początku. I Szymczuk M. Potem Spisek- panowie zgodzili się [dziękuję!] na zamieszczenie swojego utworu mimo mojej nie do końca pochlebnej opinii o ich płycie “Jazz w każdej chwili”. Potem Muchy- Ci akurat mi odmówili tłumacząc się tym, że nowa wersja “Galanterii” ma się ukazać na wymarzonym, wolnorynkowym, studyjnym krążku [poczytajcie o nim tu i ówdzie- niektórzy twierdzą, że to polska płyta roku], więc ta wersja co ja ją chciałem jest już be, demo i nie :(

Kompletując resztę zawartości wyhaczyłem skład Psio Crew i ich rewelacyjny kawałek Hajduk. Ci ostatni dali mi błogosławieństwo [wielkie dzięki ziomy!] ale koniec końców… jakoś radosne przytupywanie nijak nie licowało z lekko dołującym klimatem całości selekcji. Ale utwór cierpliwie czeka na swoją kolej!- pojawi się w przyszłości na planowanej składance debestofdramenbejsewer, czyli którejś z kolejnych Niesencji.

Nie Psio Crew, więc co? Miałem 9 zamiast planowych 10 numerów i było mi z tym źle :( Wreszcie netlabel 9lives.pl przyszedł mi z pomocą [pośmiertnie, k-sażaljeniju] i na horyzoncie pojawiło się Memo. Jak się okazało- kapela istnieć przestała, ale nagrania w archiwach muzyków pozostały- stąd masz jedyną w swoim rodzaju okazję posłuchać “To ostatnia niedziela” w żeńsko-wokalnej & lekko-trip-hopowej wersji. Z tego miejsca dziękuję Ci Jarku T., życzę powodzenia w nowych projektach i Wesołych Świąt!

Dodatkowo bez precedensu jest fakt zamieszczenia na jednej Niesencji dwóch numerów z tego samego netlabela, na domiar jeszcze- pod rząd! Mowa o labelu Audio Tong, o którym kiedyś pisałem, że jest dla mnie za trudny… No cóż, tylko świnia nie zmienia poglądów, jak mawia poseł… No nie, o polityce na netmuzyce? Paszła won!

Na zamknięcie rozpoczęcia prezentacji- refleksja: CZEMU? Czemu nie mogłem przez pół roku odnaleźć w necie więcej interesujących projektów z Polski i po polsku? Polskich artystów owszem- w netlabelach nie brakuje, jednak albo starają się być cosmo, albo uważają, że lepiej się nie przyznawać… Skąd to to?

Piąteczka “wyszła” akurat na Święta, więc talerz z odpadkami pewnie Ci nie obcy? Ale nie bierz tego zdjęcia dosłownie- po prostu okładeczka jest cacy, fajnie wyrychtowana przez izibrothera i zupełnie całkiem oddaje zawartość, oraz odwołuje się pośrednio do pierwszego akapitu wpisu niniejszego…

Stop. ZIP 67MB. Plejlista:

01-[Piszę do Ciebie SP]-Spisek-Piszę do Ciebie wersja Themontera
02-[abn007]-Emzk-Wy
03-[Witaminy są potrzebne]-Mazurskie Zioła-Bobrów Żeremie
04-[tng1028]-LeeDVD-Lenajgiwittuju
05-[tng1007]-Maciek Szymczuk feat. Joanna-Urga (Deep In The Woods)
06-[Supeł SP]-Esencer-Supeł (Delif remix)
07-[Staromodni EP]-Memo-To ostatnia niedziela
08-[Diggin Deeper vol1]-Ludzie Smutni-Czas Na Obiad
09-[Eqq021]-Mao-Nupoetica
10-[Nordwave]-Trafficjam-Drewno From Las rmx

Co ja mogę mieć jeszcze do dodania? Może tylko to, że uwielbiam wykorzystywać w kompilacjach kawałki, które pojawiły się już na innych składankach- jak numer jest zajebisty, to tylko lepiej mu to zrobi. Pozdrawiam, o Ludzie Smutni!

W zasadzie temat piątej, wszechpolskiej uważam za zamknięty. No, chyba że jakieś pytania?

Comfort Fit – Forget and Remember LP [tdrlp02]

Posted in downtempo, hip hop, nu jazz, trip-hop on niedziela, 02 grudzień 2007 by emeliks

No i znowu zrobiłem to samo, choć przecież już nie raz obiecywałem sobie, że już nigdy! Więc zamiast wczoraj- wpis czytasz dzisiaj. Albo nawet jutro, chociaż to już nie ode mnie zależy… Tyle tytułem wstępu. Teraz będę starał się odtworzyć wczorajsze rozważania dotyczące space-hop’u.

Wczoraj już wydawało mi się, że wiem co to za “gatunek”, dziś znowu nie bardzo. Ale może to dlatego, że wczoraj kilkakrotnie słuchałem Forget and Remember, a dziś ani razu? Wiem tylko, że: nie jest to ani trip-hop ani abstract hip-hop. Nie do końca jest to downtempo i nie całkiem nu-jazz. Natomiast space-hop powstaje, gdy to wszystko powyższe jest razem wzięte, wymieszane i wstrząśnięte.

Nie wiem, kto wymyślił tę nazwę i nie jestem pewien, czy się ona przyjęła w szerokim świecie- mimo wszystko mi się podoba. I na swój sposób oddaje to, co proponuje Comfort Fit na tej siedemdziesięciominutowej płycie.

Oj, ale to czasu leżało na twardym… Zakurzyło się, netlabel zamknęli w międzyczasie, córka mi się urodziła i niedługo kończy 2 lata :) Żartuję? Przesadzam? No, może trochę.

A czemu tak długo leżało? Bo rzadko tej płyty słucham. Trudna jest. Niełatwa. Ciężko przyswajalna. Wymagająca. Aleee! Zarazeeem: wkręcająca. Absolutnie profesjonalna. Znakomicie zrealizowana. Nowatorska. Udana.

Co ja wczoraj jeszcze o tej płycie… Na pewno coś o niesencyjnych numerach- przede wszystkim Remember Something I Forgot, który to kawałek koniecznie musi się na jakiejś Niesencji znaleźć, ale zawsze spada z plajlisty z tych samych powodów co numery Aphilas- wyrwany innym utworom z LP’ki nie funkcjonuje samodzielnie i już! Ponadto co…

Wiesz co? Przeczytaj po prostu tę recenzję sprzed ponad dwóch lat- jest moim zdaniem wyczerpująca, co się będę wysilał ;) Niech Ci wystarczy, że SZCZERZE polecam! I zapraszam do zasysania: albo pojedyńcze numery przez http z last.fm [co oznacza 20 kliknięć], albo paczkę przez ftp ze strony scene.org. Elo!

Niesencja #04. The fourth compilation by netmuzyka.com

Posted in alternative, ambient, compilation, easy listening, indie, pop, post rock, trip-hop on czwartek, 29 listopad 2007 by emeliks

No bo nie wiem dlaczego trzecia Niesencja tak marnie się ściąga. No bo co- mówisz, że za bardzo psychodeliczna? Bo mówisz, że no nie, no!? Że za bardzo, że za mało, że co jak co, ale co to, to nie? To ja nie wiem…

Ale cóż; nawet autor okładki do czwartej edycji Niesencji nie za bardzo przepada za tą muzyką… Czyż nie, Maestro vonTrompka? Chociaż to- bardzo proszę- nie przeszkadzało to mu sporządzić przepięknej, zielonej, sennej, odklejonej i gołębiościowej full wypas ilustracji do lirycznej, małoelektronicznej, niepsychodelicznej [no, prawie ;] i wokalno-akustycznej składanki. Zobacz:

Ładne to prawda? A jak posłuchasz, to już zupełnie!

Odnośnie zawartości merytorycznej: spośród netaudiosieczki wyselekcjonowałem 10 prawdziwych smakołyków dźwiękowych, takich raczej ku pokrzepieniu na słotę i mróz niż ku kontemplacji i zasadzeniom wsobnym! Niesencja bieżąca to w przewadze utwory z śpiewnymi głosami utalentowanych mężczyzn oraz, na zakończenie, jednej niemniej utalentowanej białogłowy. Takiej troszkę z “Twin Peaks” Badalamenti‘ego. Jest i ambient, i trip-hop‘u troszkę, ale głównie niezależny, lub jak kto woli- alternatywny pop zanurzony w elektronice okraszonej samymi fajnymi brzmieniami akustycznymi. Favour’ków i smakołyków co niemiara!

[_01] . [eko016] . FaxYou My Little Treasure
[_02] . [mtk140] . STI’ll Meet You There
[_03] . [wm064] . The RabbitsBest Is Geeja
[_04] . [hc091] . Michl BridgeShout
[_05] . [cam049] . BlisaedBeautiful Under All Circumstances
[_06] . [buckram008] . Pasquale’s CollapseDirty Company
[_07] . [tube080] . Post Human EraDescendants
[_08] . [sutemos011] . StockfinsterA Crack In Time
[_09] . [2006] . JoiejoiejoieMulan (magnolia)
[_10] . [iatmp3004] . SonoresJonathan

Pliki jak zwykle leżą na archive i są na licencjach CC. Każdego numeru można posłuchać na blogowym plajerku- wystarczy najechać kursorem na tytuł i klinąć play. Klikając na nazwie artysty przeniesiesz się na odpowiednią podstronę w last.fm- tam znajdziesz więcej utworów do pobrania i odsłuchania.

Serdecznie zapraszam do pobierania  całej kompilacji w zipie, rozpakowanie, wrzucenie jej na słuchawki i podrygiwanie wdzięczne, połączone z przytupywaniem kopytkami. Dziękuję!

Aphilas – Instrumentally Ill EP [mia049]

Posted in downtempo, hip hop, trip-hop on piątek, 26 październik 2007 by emeliks

Miałem nie pisać o EP’kach, ale niektóre są po prostu klasą samą dla siebie. Ostatnio w playerku zapętliło mi się 6 doskonałych kawałków znakomitego duetu Aphilas: gęsto od beatu, wokaliz, jazzowych sampli- klimat na każdą porę i pogodę.

Trudno mi wyróżnić którykolwiek z tych sześciu numerów, trudno wyrwać choć jeden z całości aby umieścić na składance- płytka jest od początku do końca perfekcyjnie zagrana i zrealizowana, stanowi zamkniętą całość. 10/10- pełnia szczęścia mimo niespełna 27 minut słuchania muzyki uczniów szkoły DJ Shadow’a.

lifelong fiction
that’s just what it’s for
collective memory loss
remain solid
blind matador techniques
the dubbed coil of smoke

 Gwarantuję, że Ci się spodoba, podobnie jak prawie 19.000 osobom, które tę EP’kę zaciągnęły dzięki netlabelowi Miasmah. A na deserek obluknij sobie jeszcze znaleziony na YouTube teledysk. Do usłyszenia!

Niesencja #03. The third compilation by netmuzyka.com

Posted in alternative, ambient, breakbeat, compilation, downtempo, experimental, house, instrumental, minimal, psychedelic, techno, trip-hop on wtorek, 23 październik 2007 by emeliks

No to zdecydowałem się wreszcie zamieścić wpis o mojej najnowszej składance legalnych, wpaniałych i dostępnych za absolutne friko nagrań, zatytułowanej klasycznie- Niesencja #03. Oprócz znakomitej zawartości nie może umknąć Twojej uwadze elegancka okładeczka, powstała na bazie pewnej fotki otrzymanej od Kszysiaczka [nie podlinkuję Kszysiaczka niestety, bo ów nieobecny jest w sieci. Ma za to trochę sprzętu do Apple ;].

Nie mam zamiaru rozwodzić się nad problemami, które możesz mieć ze ściągnięciem tej części Niesencji, ostatnio po prostu coś się psuje na archive.org- pliki są niedostępne, czasami znikają na kilka dni. Pięciokrotnie Sześciokrotnie pisałem do administratorów o błędach… i nigdy się do mnie nie odezwali, chociaż zawsze jakimś cudnym sposobem pliki wracały na swoje miejsce. Poczytaj kilka poprzednich wpisów i komentarzy, dadzą Ci choć zarys mojej frustracji bezdusznością i olewactwem adminów! Ale ponieważ Niesencji planuję jeszcze tylko kilka- jakoś to przecierpię. A co zamiast Niesencji? Mam kilka pomysłów, wszystkiego dowiesz się w swoim czasie- teraz przejdźmy jednak do zawartości muzycznej #03:

01-[peromusic003]-Pero-Self Estime
głęboki bass, minimalny beat, hipnotyzujące sample z wokalem

02-[tro02]-Freddy Musri-Spirales
spiralnie, minimalnie, technicznie

03-[troorg004]-DJet-Neoinfection
nieco psychodeliczny downbeat, czyli moje ulubione klimaty

04-[gcaf002]-BronZe-Soul On Ice
ulubionych klimatów ciąg dalszy, tym razem bardziej chillout’owo

05-[troorg005]-V-trap-Obsession I
delikatny zwrot akcji w stronę eksperymentalnych, nerwowych sampli

06-[mtw032]-Izmar-Aze2-03
electro-breakbeat w nieuzinkowym wydaniu

07-[ndn002]-Anschlagdynamyk-Stoerenfried
znowu psychodelicznie, niepokojąco i minimalistycznie

08-[mtk164]-Sinq-Be Brave
spokojny trip-hop ze ślicznym żeńskim wokalem

09-[etheral]-Umma Project-Young Gangster
kolejny zwrot akcji, kierunek progresywny rock jak z najlepszych płyt Flojdów

10-[csr066]-Change!-How Do I Say Goodbye To Myself
na koniec coś, co obiecałem dawno temu- absolutnie pojebana psychodelia

 To co ja mogę jeszcze dodać? Zapraszam do ściągania, ewentualnie odsłuchu w blogowym plajerku, polecam poprzednie części Niesencji i obiecuję co najmniej kilka kolejnych. O ile archive mnie nie doprowadzi do ostateczności albo coś…