Archiwum kategorii nu jazz

co prawda

Posted in downtempo, nu jazz, remix on sobota, 10 styczeń 2009 by emeliks

miałem zamiar rozpocząć nowy cykl na netmuzyce, ale mi się nagle odmieniło. A to dlatego, że składam okładki na gościnnym fotothing’u, i właśnie zauważyłem, że jedna okładka pozostaje bez wpisu. A to niedopatrzenie, że siemasz!

No bo co? No bo to przefajna płyta jest- zwłaszcza dla takich tych, co lubią dopracowane remiksy w tempie umiarkowanym, z dobrym, połamanym bitem i bez kosmosu. Klik w okładkę i masz to!

Generalnie zajebiście. Zwłaszcza DJ Vadim i Deodato [zawsze Eumira uwielbiałem, jak i Azymuth z całego serca] jak dla mnie. No i Chico Correa, o którym kiedyś więcej, bo netmuzyczny i zacny.

Pychota downtempowa; znowu z jamendo i znowu poznana dzięki niestrudzonemu ccm [czy Ty na serio jedziesz wszystko po kolei, czy masz jakiś system?]??

Polecam!
elmeliks

PS. Aż dodałem na poczet nową kategorię…

z dwóch wiadomości dziś pierwsza

Posted in downtempo, nu jazz, trip-hop on sobota, 25 październik 2008 by emeliks

Z jakich wiadomości? Otóż z wiadomości, które otrzymałem na swoją skrzynkę użytkownika największego muzycznego socjala, czyli last.fm. Przytoczę rzecz w oryginale, jeśli pozwolisz:

WoW!!……… that was a good number of plays!!
I hope you liked our music,you can check us at Jamendo, here:
http://www.jamendo.com/en/album/28800
And we will be releasing the original album soon. Our next album will have our friend A C Hill contributing who works with Jack de Johnette, John Surman & Ben Surman.
Many thanks for listening
Tracing Arcs x

No. Zaiste. To ja dziękuję. Owszem- znam całość z jamendo. Znowóż poprzez bloga ccm. Owszem, słucham tego ostatnio w kółko. Znowóż bowiem trafiony zatopiony, chociaż w żadnym stopniu nieodkrywczy i wręcz poprawny jedynie to sound.

Ale, jak Ci już pewnie wiadomo- to nie jest blog dla szalonych ludzi! Dźwiękowej Ameryki tutaj nie odkrywam i raczej się to nie zmieni… No, chyba że czasem, dla odmiany.

Coś szczególnie mi podeszło? Owszem- odpływający, klimatyczny, tripowo-jazzowy Through a glass darkly (sarajevo mix), czyli murowana niesencja.

A reszta? Generalnie- tripowy czilałt, kochanie!

PS. Może nawet jutro napiszę o kolejnej wiadomości, również dotyczącej netaudio, ale z zupełnie innej mańki. To, czy jutro [i to, czy wogóle] uzależniam jednak od subiektywnej oceny tego, czy warto i czy mi się będzie chciało.

Właśnie.

Prawdopodobnie nie pobudziłem Twojego apetytu na następny wpis, ale jeśli nic nie stoi na przeszkodzie- odwiedź proszę netmuzykę w najbliższym czasie.

Tymczasem: dziękuję, pozdrawiam, kłaniam się i do usług
emeliks

zasłuchałem się na dłużej, dawno tak nie miałem

Posted in downtempo, easy listening, indietronica, nu jazz, pop, smooth jazz on wtorek, 14 październik 2008 by emeliks

Zasadniczo na jamendo jest chałka i chałwa. W większości i generalnie. Dlatego nie zagłębiam się zbytnio w przepastne zbiory tegoż projektu [wg informacji na moim profilu mam nieprzesłuchanych jeszcze 12.417 albumów], ograniczając się do informacji o co zacniejszych dziełach od nielicznych blogerów. Ostatnio zassałem sporo za pośrednictwem ccm i teraz powolutku przesłuchuję.

Wczoraj rozpakowałem plik z płytą zespołu Blue Swerver. No i słucham do dziś, już chyba dwudziesty raz…

Melancholijnie gra ten zespół; jesiennie, kameralnie. Popowo, jazzowo, elektronicznie i akustycznie zarazem. A wokal gość ma zajebisty, zgadzam się!

Najlepszy kawałek? 3 są ekstra: New Day [lekko dubujący song], Zinedine Zidane [swingująca pioseneczka z rewelacyjnym refrenem] i Aston Martins [zamykający płytę nu-jazzowy chill-out].

Pyszna płyta. Dawno nie słyszałem tak dobrej netaudio-produkcji, serio! Klikaj więc na okładkę i ssij, bo warto.

no comment #07 [worldy nu-jazz]

Posted in downtempo, electro jazz, nu jazz on piątek, 05 wrzesień 2008 by emeliks

Mike Link/Harvey Taylor – Beat Elementals [jamendo]

01. Angels Of Mercy
02. Silvery Swirl
03. Brotherly Love
04. Pura Veda
05. Room For All
06. A Secret Passageway
07. Guided By Dreams
08. Prototype
09. The Mysterious Realm
10. See What The Wind Blows Away
11. Blue-Green Patina
12. A Garden In Blooming Groove
13. Proximity
14. Sun Tour

no comment #03 [cosmic jazz]

Posted in contemporary jazz, electro jazz, instrumental, nu jazz on niedziela, 24 sierpień 2008 by emeliks

Robert Pehlke aka. Bhakta Kali – Solarity

01. Solarity Part One
02. Solarity Part Two
03. Solarity Part Three
04. Solarity Part Four
05. Solarity Part Five
06. Solarity Part Six

dzisiejszy odcinek sponsoruje litera K

Posted in acid jazz, bossa nova, downtempo, drum'n'bass, easy listening, nu jazz on poniedziałek, 16 czerwiec 2008 by emeliks

Po pierwsze: KPMP3-011, czyli Sabsidian [znany również jako Sabian, opis trochę po niemiecku] – Inspringtive EP z natlabelu Konsum Productions. Łagodny, jazzujący, atmosferyczny drum’n'bass z żeńskim wokalem, czyli coś, co tygrysy lubią pasjami. Genialnie prezentuje się zwłaszcza kawałek The best I’ve ever had, najbardziej żywiołowy z całej ep’ki. ZIP.

Po drugie: Konfort016, czyli The Incognito Traveller – The Incognito Traveller EP z netlabelu Knfrt Recs. Acid-jazzowo jest, trzeszczą winyle, bass pracuje równiutko, są dęciaki i marakasy, ale przede wszystkim- elektronicznie jest, sampelkowo. A rządzi numer Chalaeur. ZIP.

I po ostatnie: Kafune 2005Kafune, album znaleziony na Jamendo. Jazzowo, a jakże, a jak, i to jak! Bossa Nova na klasyczne instrumentarium i wokale- spokojnie, relaksująco, brazylistycznie. No i wyróżnię utwory I neka, Quero saber oraz Todo dia. ZIP.

Dlaczego? Bo we wszystkich dziś wyróżnionych utworach śpiewają Kobiety, a dzisiejszy odcinek sponsoruje litera K.

Idę Kibicować przed telewizorem.

Koniec.

niesencja #08, kobiety, wiosna i ten…

Posted in downtempo, easy listening, indie, nu jazz, pop, trip-hop on czwartek, 29 maj 2008 by emeliks

Jak pewnie da się zauważyć- mój blog z zamierzonego “profesjonała” schodzi na tzw. psy, czyli piszę sobie jak mi się podoba, nie zwracając większej uwagi na to, czy komuś jeszcze również. Albo inaczej- zupełnie olewając charakterystykę odwiedzin i kładąc laskę na Twoje upodobania.

Dlaczego? Bo czego bym z sieci nie wyczytał związanego z poprawą statystyk [a są wnioski z onych blogerowi jedynym ratunkiem w przypadku doła odwiedzin, który właśnie zaliczam] to i tak okazuje się, że znane i proponowane wszem rozwiązania mnie nie interesują. Zabiegi poprawiające traffic [wg porad tych, co to mają ponoć heavy traffic] polegają bowiem na lansacji bloga za wszelką cenę i nachalnie, komercjalizacji treści oraz adaptacji do społeczności dwazerowych [już- ponoć- trzyzerowych, sic!].

Dziękuję, jakoś mi nie po drodze. Taki ten blog więc chyba już musi być; bez -acji wyżej dupy nie podskoczę. Półtora roku działalności i nadal jeno kilkadziesiąt odwiedzin dziennie… Kontent jak widać sam się nie broni.

Moja droga/ miły mój! Nie dość, że netmuzyka traktuje o niszy, jaką nadal jest netaudio, to jeszcze nie zapodaję pop’u raczej. Ani rocka stricte. Ani disco zupełnie. Daję TO, CO MOIM ZDANIEM NAJLEPSZE W NECIE. Staram się nie oszukiwać- ani Ciebie, ani siebie.

Dobrze. Tyle tytułem wstępu, [lubię sobie przy pisaniu o niesencjach troszkę popłynąć, -5 punktów dla bloga za przynudzanie, w skali od 1 do 4] teraz natomiast zapraszam do lektury niniejszego wpisu: oto przed Tobą Nowa Niesencja, jak zwykle sprofilowana i miesiącami dopieszczana.

Ale pozwól, że wcześniej jeszcze jedna, mikra dygresja: Niesencje. Po co ja to robię?

Bo zawsze lubiłem składanki! Zawsze trochę czułem się didżejem, natomiast czas pokazał, że nie nadaję się do kręcenia imprez. Natomiast w przypadku selekcji do ściągnięcia słuchasz tej muzyki w samotności: w domciu, samochodzie, na rowerze. Lub nie w samotności, ale na własne życzenie. Lub wcale nie słuchasz, przecież nie nalegam! Natmoast nie możesz mieć mi za złe, że zjebałem imprezę tą swoją nie w temacie muzyką! Poza tym- to Cię nic nie kosztowało!

No to teraz o ósemce: uwielbiam Sade, Portishead lubię [to na początek, bo żona kazała]. Dianę Krall, Angelique Kidjio z przyjemnością. Katowałem Siouxie Sioux. Były czasy 4AD- Dead Can Dance, Cocteau Twins i This Mortal Coil. Przeżyłem fascynację Laurie Andersson, Niną Hagen i napocząłem lekko Diamandę Galas, że o liźnięciu Kate Bush nawet nie wspomnę. Kory jeszcze wczesnej posłuchiwałem, Maanaamu w sensie… Nosowska w późniejszych wcieleniach, Michelle Ndgeocello, czy jak jej tam. Ta laska ze Swans, nie pamiętam i nie chce mi się sprawdzać w guglach jej personaliów. Czasem Ursula Rucker. Rzadziej Ewa Bem. [Czy jak napiszę słowo Doda, to wzrośnie mi słupek? Zobaczymy, co na to gugle ;]. No i wokalistki nu-jazzowe, soulowe, chórki- długo by wymieniać.

Szczerze- zakochany jestem w kobietach. I w ich głosach. I tym razem to właśnie kobiece wokale, oczywiście śpiewająco bezinteresowne zapodaję w 12-kawałkowym, słodko-kwaśnym puddingu. Czemu puddingu? Bo rzecz cała w angielskim lingłydżu.

Nie będę rozważał całości punkt po punkcie- jedno wiedz! Same baby, różne wcielenia; raczej spokojnie- z naciskiem na “raczej” [jak to na niesencjach] i raczej dziwnie, z naciskiem na “dziwnie” [jak to na niesencjach]. Chociaż bez fajerwerków i przyjaźnie. Mdło nawet porcjami, ale uważam, że z umiarem. Bez dreszczy i bez znudzenia- klasyczny produkt miękko-półtwardy.

Co do prawnej strony przedsięwzięcia- tagi mp3 są jednoznaczne; nawet jeśli coś nie istnieje już w sieci- jest link do strony skąd pochodzi/ł oryginał. Jak na razie zdarzyło mi się, że kilka kawałków już nie funkcjonuje poza niesencją, ale nikt się z pretensjami nie zgłasza. Biorę to za dobry omen i robię swoje.

Traklista? A po co? Zassij z archive zipa- po rozpakowaniu wszystko stanie się jasne. Nie chcesz zipa ssać? Odtwórz sobie na last-fm, tam też zapodasz, ale nie w 192 tylko w 128 kbps, i to jeszcze na dodatek nie w jednej paczce. Co kto lubi.

A- tym razem celowo zakończyłem składankę takim tematem, że aż poczujesz się lepiej, gdy zapodasz wszystko jeszcze raz. To troszkę dramatyczne, ale sprawdź to- ostatni numer urywa się tak, że siemasz! Dziwne uczucie, przynajmniej ja tak doznaję.

Na koniec, ale po najważniejsze- okładka, którą widzisz powyżej powstała w aparacie i komputerze niejakiego Footszaka, co w Danii szkolił się i fotki robił [szkoli? robi? nie wiem...]. Dziękuję Footszaku tym samym po raz pięćdziesiąty!

PS. Znalazłem 19-cie dyskietek z moimi kawałkami [tworzonymi na FastTrackerze 2] z roku 1997. Cała późniejsza reszta poszła się jebać- była zgrywana na płytach CD basfa [teraz emtec- nie polecam], z których zlazła po latach powłoka… A szkoda, bo wiele perełek swego czasu skomponowałem [może znajdę jeszcze kasetę?].

Niebawem i o tem! Tymczasem polecam żeń-niesę i o jakiś komentarz poproszę!

Przykurzony gruby beat

Posted in breakbeat, compilation, downtempo, hip hop, nu jazz, trip-hop on środa, 23 kwiecień 2008 by emeliks

Po minus jeden- poniższy wpis miał duże problemy natury złośliwo-martwonaturalnej, dlatego pojawia się ostatecznie dopiero teraz. W wersji trzeciej.

Po zerowe- już wczoraj wiedziałem, że nie dam rady pojutrze. Strasznie mi szkoda, ale są rzeczy  ważniejsze niż hobby. Podziel się wiedzą, jak wrócisz z konferencji.

________________________

Słowo się rzekło, kobyłka u płotu, czyli o netlabelu grubobitowym rzecz niniejszym zapodoaję zgodnie ze złożoną obietnicą.

18 rilejsów: singli, ep’ek i longplejów… Nie jestem pewien, czy przesłuchałem to wszystko, ale jeśli nawet nie, to i tak mam prawie pełen pogląd na temat, więc generalnie to jestem obcykany. Tym samym wiedzą swoją z Tobą się poniżej dzielę, w krytyka się bawiąc ze satysfakcyją.

Netlabel o którym mowa nazywa się Dusted Wax Kingdom, co w bardzo dowolnym tłumaczeniu oznacza moim zdaniem Królestwo Zakurzonego Wosku, więc ma nazwę niezłą, nawet jeśli oznacza co innego. To po pierwsze.

Po drugie- pierwszym rilejsem w ich katalogu jest Violent Public Disorderaz – Sadness In Square EP, czyli rzecz Ci fragmentarycznie znana z Niesencji #07 [niewtajemniczonym od razu tłumaczę- Niesencja fajna jest, wpisz se w google], ale pierwotnie wydana w innym netlabelu, Lo-Kiwi mianowicie. Kombinując przy niesencjach na DWK trafiłem… no i to po drugie właśnie.

A po trzecie- rzadko spotyka się netlabel tak mocno sprofilowany pod względem gatunkowym. W tym przypadku mamy do czynienia z absolutną konsekwencją- przynajmniej jak do tej pory. Mamy tu rzeczony gruby beat- podstawę bytu, oraz nieliczne wyjątki potwierdzające regułę, choć funkcjonujące niezupełnie od czapy. Wokół beatu jednak całość sie kręci. I nęci. I ma rację!

Natomiast po czwarte- najmocniej przypasował mi wyjątek właśnie- najbardziej eklektyczny, wymykający sie klasyfikacji i swoją jakością/ dopracowaniem szczegółów/ innowacyjnością odbijający się wyraźnie od reszty proponowanych przez label wydawnictw. Mowa o Paragon Black – Paragon Black LP: rewelacja i 10/10 czy inne ileś na tyle samo. Uwaga na to, co o płycie twierdzą wydawcy:

Oto diament wśród wydanych przez nasz label płyt- dzieło konstruowane misternie przez trzy lata, koczek po kroczku, niczym dorastanie duszy. Produkt dojrzały i silny jak wszechświat, w którym oceany starożytnej wiedzy i emocje spotykają się z duchową mądrością poezji i dają światu tajemniczy dotyk duchowości

Słowa tego nie opiszą, a tym bardziej ja, bo w taki sposób pierdolić o muzyce to- wybacz- nie potrafię. Nawet jak się staram. Ale ta spolszczona parafraza wyszła mi nawet, co?

Po piąte link do wydawnictwa, po szóste link do zip’a z całym materiałem, po siódme okładka.

Po ósme- coś, co mnie powaliło na początku przesłuchiwania katalogu DWK i trzymało długo [jak zwykle- zasysam wszystko, potem rozpakowuję i robi mi się sort alfabetyczny, więc jadę od góry do dołu]. 2 Bone Giants – The Lost Art Of Speaking Your Mind EP, o tym mowa! Dawno nie miałem do czynienia z tak GRUBYM bitem. Bez zbędnych treli-moreli i jakichś-tam pitu-pitu [sorry- i tutaj jest wyjątek polegający na krótkich wycieczkach w kierunku zgrzytających sampli, ale to czyni rzecz tym bardziej interasującą]. Rządzi jednak BEAT, proszę Ciebie i to jaki!. Po miszczosku i z filingiem. Absolutnie zostałem ujęty i takim pozostaję. Punkt poniżej maksa, w skali Maksa Jak-Mu-Tam. A za co straciła EP’ka punkt? Za porównanie z powyższym Paragonem Czarnym, za nic więcej!

Po dziewiąte to zip jest gdzieś tutaj. A okładka poniżej, po dziewiąte i pół.

No i na tym właściwie powinienem zakończyć, bo to, co esencyjne i debeściarskie już się pewnie ciągnie na Twój dysk. Ale- jest jeszcze kompilacja [jak wiadomo- nie przepdam za polecaniem kompilacji żdnych, prócz swoich], czyli na dzień dzisiejszy ostatni rilejs w kolekcji DWK. Czemu więc polecić warto?

Bo po dziesiąte- to równie dobrze mogła by być kolejna Niesencja. Muza jak pode mnie robiona [lepiej robić pod kogoś, niż pod siebie, no nie?], selekcja wyważona i staranna, a poza wszystkim otwiera ją Artysta Polak! W bułgarskim netlabelu, na pierwszym miejscu! Grarulacje Quantifier, niezły klimat zaoferowałeś!

Co do linków, to jeden po jedenaste, a inny, ten z zip’em- po trzynaste. A że po dwunastej to już jest, i to grubo, to i kończę.

PS. Chyba nie będę więcej się rozwodził na temat tego netlabelu, bo kto zainteresowany, ten sobie possie. Może jeszcze wyróżnię: Groove Inc. i Dakoon, coby nie pominąć najlepszych. A reszta to szeroko pojęty dark trip-hop i abstract hip-hop [oczywiście wszystko tłuściutkie, że aż się lepi], więc moja wiosennie ukierunkowana percepcja odrzuca takie dźwięki natenczas.

Jak się na DWK coś pojawi nowego- to pewnie napiszę o tym… choć pewnie nie, bo już zacząłem zagłębiać się w zasoby innego netlabelu, który proponuje dźwięki zbliżone tematycznie, ale mniej radykalne.

Póki co- pozdrawiam jak zwykle serdecznie, życzę miłej konsumpcji wygrubaszonych bitów, zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń, lepszych słuchawek, wyjebistego sprzętu hi-fi, wspaniałych snów i żeby Ci się chciało!

To tyle
emelix

Niesencja #07 – odsłona właściwa

Posted in compilation, downtempo, hip hop, lounge, nu jazz, trip-hop on sobota, 05 kwiecień 2008 by emeliks

Tuż przed świętami zamieściłem zajawkę do siódmej Niesencji, jednak nie podając ani jednego linka- eksperyment taki. Mineły dwa tygodnie z okładem i oto wnioski: 8x siódemkę zaciągnięto- rozumiem, że moje składanki mają ośmiu fanów, którzy dotarli do tej części dzięki Pani Analogii. Cieszę się, nawet bardzo! Na last.fm sześciu słuchaczy prócz mnie… Trudno, czy nieźle? Moim zdaniem oki- zobaczymy, co się stanie po tym wpisie.

Dla jeszcze-nie-fanów informacja na początek: Niesencja to seria kompilacji nieprzeciętnych nagrań dostępnych za darmo i całkowicie legalnie w internecie. Tym selekcja jest absolutnie chill-out’owa: znajdziesz tutaj sporo downbeat’u, nieco hip-hop’u, jest nu-jazz i na koniec hipnotyczna, prawie 13-to minutowa suita na transowe loop’y i gitarę. Słowem- sama malina, wiosenna aura, kultura, relaksing i manufaktura! Yo!

Odkładka- jak zazwyczaj- powstała w kooperacji ze znającym się na rzeczy grafikiem. Tą razą ponownie skorzystałem z usług nieocenionego izibrothera [nawiasem mówiąc- autora logo netmuzyki], który w pozornie niedbały sposób przetransponował pewną fotkę na język grafiki ilustracyjnej. A fotkę ze smakiem przyrządził niejaki Matam- gospodarz zaprzyjaźnionej strony goodnetlabels, traktującej o tych właśnie gatunkach netaudiomuzycznych, spośród których dźwięki do niniejszej Niesencji nie bez wrodzonej wrażliwości zebrałem. Oj… Czy rozumiesz poprzednie zdanie? ;)

No dobra- teraz o esencji Niesencji, czyli o muzycznej zawartości tejże:

Na jedynce jedno z najznakomitszych WEJŚĆ BEAT’u spośród słyszanych przeze mnie netutworów. Ciarki mam za każdym razem [vide: atak beat'u w "Shudder/ King of Snake" znakomitego zespołu Underworld- klasyka, perfekcja, rewela, klasyka... chociaż gatunkowo daleko]. Super otwarcie tak zwane- zauważ, że o tym kawałku pisałem już ponad rok temu!

Zaraz potem naprawdę niezły lounge z fajnym tekstem i dwufazową arnażacją, rzadko spotykaną w upalonym, samplowanym, łagodnym netaudio. Właśnie- skąd ten tekst jest- wiesz? Bo że z jakiegoś filmu to jasne, ale jakiego?

Piętro trzecie [zdobyte w lecie]- właściwie nic super-ekstra-zajebistego, ale coś mnie w tym numerze ujmuje… Może po prostu wykonawca- MichL Bridge, który swoim netartystycznym eklektyzmem stał się w moim uchu wyznacznikiem. [Dżizzzas, to zdanie to już kompletnie nie ma sensu]. Znasz go z niesencyjnej czwórki i posłuchasz jeszcze na jednej części, atmosferyczno-dramendejsowo-dabowej. Rewelacyjny ma koleś dyg do melodii, a Melo-dia to proszę Ciebie ja mam prawie na nazwisko!

Cztery. Bitbokser i generalnie hip-hop. Nie mam nic więcej do powiedzenia- patrz opis numeru szóstego.

5-ka = Aphilas. Było już o tym zjawisku na netmuzyce- wreszcie się zdecydowałem!

Szósteczka to hip-hop pełno gembo… A przecież nie przepadam, tak pisałem?

Siedem. Cholera, też hip-hop? A może trip-hop może? A co to jest trip-hop? A czym nie jest? Czymkolwiek by- numer jest wyjebisty i jeśli nie znasz jeszcze całej EP-ki V.P.D. z netlabelu Lo-Kiwi no to nadrób tę zaległość czym prędzej!

8. Full na maksa, cool i ekstra! Kolejna pozycja z cyklu- chciałbym, ale nei nei. A jednak przełamałem opór, tym samym rozliczając się wewnętrznie z rewelacji co czekały, bo się bały. Nieuważnych lub zapominalskich upominam ;)

A dziewiąteczkę też znasz, a jeśli nie znasz to wstydź się! To jedyny beat’owy namber Iambic² z pierwszej płyty, której nie znać to zgroza! Mogę się narazić na zarzuty, że nie licuje on z całością selekcji, ale zważ, że nawet jeśli, to tylko troszeczkę, a poza tym numer ów stanowi idealny prolog pod epilog, czyli

last łan na siódemce- sygnalizowany na wstępie długodystansowy odjazd w kierunku. Czy znasz drugą taką składankę, na której pojawiają się ponad dziesięciominutowe kompozycje? I nie mów mi o trzeciej Niesencji ;)

___ ___ ___

No i cóż- obiecałem się rozpisać, to i żem. Kolejny raz bleble, miłego odbioru, pisz komentarze, a jakże, a jak nie napiszesz to chuj, moja strata. Dziękuję za uwagę, zrozumienie mojego bełkotu i tak w ogóle spasiba!

PS. Jak widzisz- nie linkuję tym razem do stron artystów i netlabeli. Uznanie autorstwa jest w nazwach plików i tagach, więc tę żmudną robotę typu ctrl-c ctrl-v x40 tym razem sobie darowałem. A czemu? Bo na palcach jednej ręki mogę policzyć kliknięcia w takie linki… Wszystkich pokrzywdzonych niniejszym przepraszam, a zainteresowanych zapraszam ;)

PS. Jeszcze jedno- po raz pierwszy nie stosowałem żadnego programu do wyrównywania poziomu głośności poszczególnych utworów. To oczywiście ma swoją zaletę- soft tego typu “spłaszcza” nieco brzmienie, ale ma i wadę- licz się z niespodzianką typu za cicho- za głośno w kolejno następujących po sobie wałkach. Chociaż… moje ucho takich dysonansów nie zarejestrowało.

PS. Liczydełko: 2.274 ściągnięcia wszystkich części Niesencji. Coś jest na rzeczy… Pozdro!

PS. Jeju! Download please! A jeśli wolisz uprzednio zaznajomić się bez zaśmiecania dysku- click to stream!

o, zapomniałem zatytułować wpis :)

Posted in hip hop, nu jazz on piątek, 14 marzec 2008 by emeliks

1. Jak bardzo popularny jest zespół Radiohead można sprawdzić dość łatwo- na dzień dzisiejszy prawie 83 miliony odsłuchanych utworów w na last.fm, w google’ach wyświetlają się niemal 24 miliony razy, a na temat “In Rainbows“- ich ostaniej płyty, którą kapela postanowiła sprzedawać przez jakiś czas za co łaska przez internet- tylko po polsku znalazłem tysiące linków komentujących, recenzujących i rozkładających zagadnienie na czynniki pierwsze. Aż mi nie wypada czegokolwiek dodawać.

Nie jestem bowiem fanem Radiohead. Nigdy nie byłem w stanie przesłuchać żadnej z ich płyt w całości bez nieuniknionej utraty zainteresowania. Po prostu nie trafia to do mnie- czasem podoba mi się wokal, czasem kilka rozwiązań aranżacyjnych… ale raczej jestem z innej nieco bajki. Dlatego słucham ich głównie jak lecą w radio ;)

2. O tym, jak bardzo popularny jest hip-hop można się znowu przekonać w guglach, a najlepiej w mediach „tradycyjnych”- jest to od pewnego czasu chyba najpopularniejszy [po różnie rozumianym pop-ie] gatunek wśród tzw. Szeroko Pojętej Młodzieży. I może właśnie przez tę nabrzmiałą popularność hip-hop mi po prostu zbrzydł? Bo unikam. Bo większość tego, co można usłyszeć lub zobaczyć w muzycznych tiwi [chociaż bardzo rzadko tam zaglądam] to jest porażająca porażka i żenująca chała wyłącznie pod publikę. Publiczkę?

Albo tzw. hiphopolo. Przyznaję- miałem lat temu ładnych kilka epizod ze zjawiskiem, ale na szczęście nie ukształtował on mojego gustu- pamiętam wyjątki typu Kaliber 44, Afro Kolektyw, Fisza, niektóre dokonania ze stajni DJ 600V, ale hip-hop jako z gruntu nietrudny w tworzeniu w ostatnim czasie spauperyzował się i zesrał. A wyjątki tylko potwierdzają regułę [o wyjątkach słów i nut kilka na końcu wpisu].

Nie, nie jestem fanem hip-hopu, a w każdym razie niespecjalnie. Co najwyżej polubiewam wyrywkowo: wracam z przyjemnością do niektórych płyt Beastie Boys, House of Pain, Cypress Hill, The Streets, klasyków z Ninja Tunes, wymuskanego turntablizmu niektórych DJ’ów: Shadowa, Fooda, Krusha. Czasem czarnego rapu do podkładów dnb, w czym królował MC Conrad. No i generalnie uwielbiam jazz’ujące tłuste beat’y, ale w aranżach ze współczesnym hip-hop’em mających niewiele wspólnego, chociaż z niego się wywodzących.

Ten PRAWDZIWY hip-hop to u mnie margines. Więc dlaczego o tym wszystkim napisałem?

3. Dlatego, że o płytce ”Rainydayz Remixes” producenta Amplive nie napiszę za wiele, więc wysiliłem się na przydługi wstęp. Bo nie podoba mi się ona właściwie. Są momenty… ale całość jest taka nijaka i blada. Właściwie tylko Weird Fishez [co to za maniera z tym „z” zamiast „s” ziomale? Macie jakąś koncepcję?] nadaje się do częstszego odsłuchu. All I Need jeszcze z trudem ujdzie, a reszta w piach.

Tchnie taniochą. Może dlatego, że remikser udostępnia całą płytę w gratisie? Co mimo wszystko mu się opłaci, bo nie dość, że wsparł się gwiazdami z konstelacji amerykańskiego hip-hopu to kto nie chciałby ściągnąć legalnie hip-hop’owych remiksów Radiohead? Choćby z ciekawości?

4. Nie polubiłem bardziej Radiohead po przesłuchaniu tej płyty. Nie zmieniłem też zdania o hip-hopie. Odnotowałem po prostu to znalezisko z kronikarskiego obowiązku [he he], a poza tym poczułem potrzebę skrytykowania czegokolwiek na łamach netmuzyki, co nie zdarza mi się często i nie znaczy, że w czymś mi pomaga. Ale i nie szkodzi gdy sobie postękam od czasu do czasu, co nie?

Reasumując powyższe: nie uważam, żeby udostępnienie Rainydayz za darmo było wyłącznie chwytem marketingowym- chwała Amplive’owi za takie gesty! Ale że chwytem jest- nie zaprzeczaj!

5. A teraz coś dla odmiany fajnego i- jakże by inaczej- do legalnego zassania. I również hip-hop’owego, ale z rodzimego grajdołka:

Artysta o płycie: ”[...] to moje osobiste spojrzenie na jazz inspirowany twórczością takich muzyków jak David Benoit, Art Blakey, Billy Caldwell czy Pat Metheny [...] to fuzja przede wszystkim jazzu z hip hopem, choć słychać momentami funkowe inspiracje [...] większość sampli na płycie to rodzynki odnalezione na starych winylach pochodzących z jednego z krakowskich antykwariatów [...]“.
Emeliks o płycie: ssij, słuchaj, rozkoszuj się!

Na leniucha cz.1

Posted in downtempo, dub, funk, lounge, nu jazz on czwartek, 07 luty 2008 by emeliks

Niniejszym inauguruję serię wpisów pod wspólnym tytułem “na leniucha”. Skąd nazwa? Otóż każdy z wpisów zawierał będzie minimalną ilość osobistych wynurzeń [dlaczego? patrz wpis poprzedni] a ponadto traktował będzie o muzyce leniwej, której jestem gorącym zwolennikiem.

Zacznę od absolutnego pewniaka- jednej z moich ulubionych płyt wydanej przez jeden z moich ulubionych netlabeli.

Netlabel: Monotonik [USA]
Artysta: Aleksi Virta [Finlandia]
Tytuł: …Meets Torsti At The Space Lounge [mtk123 - download please!]
Czas: 36′:46″
Najlepsze utwory: Whirlwind Pistols Dub, True Dwelling Place, Princess Melodiae
Opis leniucha: zacne melodie, pomieszanie gatunków, treściwa elektronika. Polecam, pozdrawiam, dziękuję za uwagę.

Organizacyjnie po raz… siódmy chyba.

Posted in easy listening, lounge, nu jazz, tu cała reszta on czwartek, 31 styczeń 2008 by emeliks

No i skończył się już dla netmuzyki Wielki Konkurs o Zaszczytne Miano Najlepszego Bloga Roku w Kategorii Kultura, czyli w skrócie WKoZMNBRwKK’2008. Dzięki lansowi- tj. wzięciem w nim udziału netmuzyka odnotowała nieznaczny wzrost zainteresowania, inaczej mówiąc zwiększyła się ilość odwiedzin. Czy poziom się utrzyma to się okaże, ale prawdopodobnie kilku osobom prezentowana tu niszowa tematyka przypadła jednak do gustu. Co celem uczestnictwa bądź co bądź było.

Korzystając z okazji ponawiam apel z początku września: może właśnie Tobie tematyka netaudio jest bliska? No to może zechcesz pomóc we współtworzeniu tej strony? Pisz mlonxy małpa neostrada kropka pl. I potraktuj proszę to zaproszenie serio- ostatnio [na własne życzenie!] jestem tak zajęty [lub raczej "obesrało mnie robotą" jak mawiają niektórzy], że po powrocie do domu nawet nie myślę o włączeniu komputera, więc prawdopodobieństwo zwiększenia częstotliwości zamieszczania nowych wpisów jest zasadniczo co najmniej niewielkie [uwielbiam długie zdania o pokrętnej strukturze :]. Zapraszam do współpracy! Poważnie! A Was, już prowadzących blogi o netaudio- po dwakroć zapraszam! Razem raźniej, w kupie siła- damy radę! Przecież można pisać i u siebie i w kolektywie!

Wracając do konkursu- ostatecznie netmuzyka wylądowała 10 miejsc poza stawką, co przenosi się wprost na 6 esemesów, co daje summa summarum 7,32zł brutto. I to jest właśnie najzajebiściej prześmieszne :D

A teraz przerywnik muzyczny:

Netlabel: Ouim Records [Bułgaria]
Artysta: Surbahar [Bułgaria]
Tytuł: Tubiflex [ouim019 - download please!]
Czas: 01′:02″
Najlepsze utwory: Dreaming in Green, Talking Dreamers, Ganesha Message, Gentle Giant
Pokrótce: breakbeatowo, triphopowo, drumbassowo, chilloutowo, landżowo, afrocubanistycznie i nujazzowo. Ślicznie, rytmicznie, etnicznie, elektronicznie, tanecznie i dynamicznie. Profesjonalna rewelka- tyle  że to już nie czasy tego typu klimatów. Ale dla amatorów brzmień powyższych jak znalazł.
Skojarzenia: Jose Padilla, Maxwell Implosion, De-Phazz. Cafe del Mar, Hotel Costes, Pozytywne Wibracje.
Ocena: bardzo wysoka, ale nie najwyższa.

No i na zakończenie [śladami np. muzykofilii- ślij esa, bo jest na trzecim etapie konkursu!] chciałem Ci przedstawić kilka haseł, dzięki którym różne indywidua trafiają na netmuzykę z wyszukiwarek. W kolejności chronologicznej:

saksofon kaczuszki
pojęcie słowa zioła
najleprze drum base
mucha z kółkami
jak napisać dowcipnie o sobie
muzyka do sluchania robinsona
opis zdania do siego roku
krótka płyta o
nie zdążyłem

Wszelki mój komentarz jest zbędny mam wrażenie. Ale czekam na Twój! Na Twój kontakt! Głównie w sprawie współpracy, że przypomnę…

PS. Wszystkie niesencje na ten ostatni dzień stycznia ściągnęto łącznie około 1.650 razy. Dziękuję, to mobilizuje. I za esemesy oczywiście dziękuję równie serdecznie! Pozdarwiam! [jak z uporem maniaka pisze pewna Klientka].

Izmar w pigułce, czyli zbiorowo po raz drugi

Posted in acid jazz, breakbeat, downtempo, drum'n'bass, easy listening, lounge, nu jazz on niedziela, 30 grudzień 2007 by emeliks
Kontynuując wątek ze wpisu poprzedniego przedstawić bym Ci chciał znalezioną dobre pół roku temu dyskografię artysty Izmara. Szkic notki w formie papierowej już nieźle wyblakł, czas więc najwyższy podzielić się znaleziskiem. I ważna rzecz na wstępie: archive.org ma jakieś problemy z serwerami- niedawno sprawdzałem i wszystkie niżej prezentowane płyty można ściągnąć, ale to się w każdej chwili może zmienić…
***************

tytuł: aze [mtw031]
label: mono 211
czas: 58:02
opis: z początku sennie, potem coraz bardziej bujająco, funk’owo, acid-jazz’owo, z bicikiem, melodyjnie, chillout’owo i wreszcie ambientowo
najjaśniejszy kawałek: aze-03

***************

tytuł: aze2 [mtw032]
label: mono 211
czas: 51:18
opis: najpierw ulubiony przeze mnie beat, potem atmosferycznie, dalej wdzięcznie, oszczędnie, z pogłosami, echem i rewelacyjnymi pętlami
najjaśniejsze kawałki: aze2-01 i aze2-02 oraz aze2-03 [znany z niesencji #03]

***************

tytuł: inception ep [dig011]
label: diggarama
czas: 15:10
opis: od chillout’u, poprzez d’n’b [z wokalem! mniam] do nienajlepszego właściwie końca
najjaśniejszy kawałek: g-brand

***************

tytuł: stuff ep [mtk135]
label: monotonik
czas: 16:48
opis: niekiedy eksperymentalnie, jednak jak zawsze genialnie podobierane sample i loop’y
najjaśniejszy kawałek: i just wanted you

***************

tytuł: conscious ep [mtk149]
label: monotonik
czas: 13:02
opis: najlepsza epka spośród prezentowanych- etnicznie, dżezowo, brejkbitowo i
najjaśniejsze kawałki: i walking i ippeoppe i weird friend- czyli wszystkie

***************

tytuł: secular ep [mtk165]
label: monotonik
czas: 22:08
opis: melodyjnie, bardzo melodyjnie… nawet za bardzo- ostatni numer, ten z dzwoneczkami- troszkę mnie mdli, ale za to moja córeczka bardzo go sobie upodobała
najjaśniejszy kawałek: funky sitar

***************

Podsumowując- przed Tobą prawie 3 godziny słuchania relaksującej elektroniki spod znaku downbeat’u z jazzowymi i etnicznymi smaczkami. Najlepszy chillout w necie- w sam raz na po-sylwestra ;)

Pozdrawiam serdecznie i do Siego Roku 2008!

Comfort Fit – Forget and Remember LP [tdrlp02]

Posted in downtempo, hip hop, nu jazz, trip-hop on niedziela, 02 grudzień 2007 by emeliks

No i znowu zrobiłem to samo, choć przecież już nie raz obiecywałem sobie, że już nigdy! Więc zamiast wczoraj- wpis czytasz dzisiaj. Albo nawet jutro, chociaż to już nie ode mnie zależy… Tyle tytułem wstępu. Teraz będę starał się odtworzyć wczorajsze rozważania dotyczące space-hop’u.

Wczoraj już wydawało mi się, że wiem co to za “gatunek”, dziś znowu nie bardzo. Ale może to dlatego, że wczoraj kilkakrotnie słuchałem Forget and Remember, a dziś ani razu? Wiem tylko, że: nie jest to ani trip-hop ani abstract hip-hop. Nie do końca jest to downtempo i nie całkiem nu-jazz. Natomiast space-hop powstaje, gdy to wszystko powyższe jest razem wzięte, wymieszane i wstrząśnięte.

Nie wiem, kto wymyślił tę nazwę i nie jestem pewien, czy się ona przyjęła w szerokim świecie- mimo wszystko mi się podoba. I na swój sposób oddaje to, co proponuje Comfort Fit na tej siedemdziesięciominutowej płycie.

Oj, ale to czasu leżało na twardym… Zakurzyło się, netlabel zamknęli w międzyczasie, córka mi się urodziła i niedługo kończy 2 lata :) Żartuję? Przesadzam? No, może trochę.

A czemu tak długo leżało? Bo rzadko tej płyty słucham. Trudna jest. Niełatwa. Ciężko przyswajalna. Wymagająca. Aleee! Zarazeeem: wkręcająca. Absolutnie profesjonalna. Znakomicie zrealizowana. Nowatorska. Udana.

Co ja wczoraj jeszcze o tej płycie… Na pewno coś o niesencyjnych numerach- przede wszystkim Remember Something I Forgot, który to kawałek koniecznie musi się na jakiejś Niesencji znaleźć, ale zawsze spada z plajlisty z tych samych powodów co numery Aphilas- wyrwany innym utworom z LP’ki nie funkcjonuje samodzielnie i już! Ponadto co…

Wiesz co? Przeczytaj po prostu tę recenzję sprzed ponad dwóch lat- jest moim zdaniem wyczerpująca, co się będę wysilał ;) Niech Ci wystarczy, że SZCZERZE polecam! I zapraszam do zasysania: albo pojedyńcze numery przez http z last.fm [co oznacza 20 kliknięć], albo paczkę przez ftp ze strony scene.org. Elo!

Proviant Audio – Welcome Wilderness EP [aqv012]

Posted in downtempo, easy listening, nu jazz on czwartek, 22 listopad 2007 by emeliks

Sam już nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem… ale podobno artysta Mathias o psudonimie Proviant Audio który [prawie] samodzielnie nagrał EP’kę Welcome Wilderness w momencie jej opublikowania przez netlabel Aquavelvas był mężczyzną niespełna piętnastoletnim! Słabo?

Co my tu mamy? Mamy tu jazzy-funky-groove i w tym stylu zupełnie spoko klimaty. Momentami pobrzmiewają echa łagodnego drum’n'bassu, czasem abstrakcyjnego hip-hopu; gdzieniegdzie zagra ksylofon tudzież trójkąt lub inny instrument perkusyjny- i to wszystko pływa w elektronice jakby z lat 80-tych. Ale electro to nie jest, w żadnym wypadku!- już raczej downtempo zmielone z old-school’owymi smaczkami.

Drugi numer, Good Morning, Dear, oddaje ducha płyty najbardziej- w tym jednym utworze młody Norweg wspomógł się solo gitarowym pewnego Hansa, absolutnie z korzyścią dla nas wszystkich. A im dłużej będziesz słuchać tej EP’ki, tym większą zauważysz dbałość o szczegóły- mimo tego, że chwilami jest gęsto od dźwięków to wszystkie ze sobą ładnie stroją, czym zasłużyły na 7/10.

I tylko szkoda, że każdy z tych siedmiu kawałków trwa poniżej 4 minut- taki np. Hello September mógłby śmiało “jamować” przez kilkanaście…