Archiwum kategorii experimental

zeszłoroczny dżez [2]

Posted in contemporary jazz, experimental, video on poniedziałek, 19 styczeń 2009 by emeliks

Part tu, tym razem lekko free i niekiedy w stronę brutalności. Ale poza tym- bardzo pięknie.

Saksofon plus. Plus co? Posłuchaj, zrozumiesz. Cała ta płyta powstała dzięki zabiegowi artystycznemu [możliwemu dzięki nowoczesnej technologi] który z powodzeniem stosuje Matthew Herbert Big Band na swoich płytach- rekonstrukcja nagrań orkiestrowych [i nie tylko] z sampli. Rzeczony Maciek na koncertowym brysku:

Ciekawe? Ciekawe. I dobre niekiedy. Link do strony z zipkiem pod okładką.

PS. Serdecznie dziękuję za pamięć i wsparcie PGA, CCM i CD-RWU oraz całej reszcie do której nie mam linków ;) Dzięki i zdrowia!

Niesencja #10. The tenth compilation by netmuzyka.com

Posted in alternative, ambient, compilation, electro-acoustic, experimental, indietronica, lo-fi on sobota, 13 grudzień 2008 by emeliks

DOWNLOAD NIESENCJA #10 IN ZIP FILE

Klikaj na powyższy link, tam ukrywa się samo sedeńko, natomiast poniżej znajduje się jeden z najbardziej rozbudowanych wpisów na netmuzyce forever. Wynurzenia, lanie wody, kilkadziesiąt linków, kilka godzin pracy nad samym tekstem i jego wyglądem- chce Ci się to czytać?

Nie wierzę…

Ale jeśli zainteresuje Cię muzyka- wróć proszę poczytać, bo kilka fajnych rzeczy napisałem i podlinkowałem, se myślę.

Jesteś jeszcze? No to zaczynam:

Jubileuszowa niesencja [podwójnie jubileuszowa, ponieważ jest dziesiąta i od dwóch lat piszę o netaudio] powstała w sposób nieco inny od pozostałych dziewięciu części. Historia jej powstania nie jest może nadzwyczaj podniecająca, sensacyjna, interesująca nawet nie jest, ale lekko przełamałem rutynę, co warte odnotowania imo.

Aleosochozi?

Pierwotnie skompilowałem dziesiątkę śpiewającą i lekko psychodeliczną, następnie poprosiłem Footszaka o pomoc, czyli o okładkę. Po jakimś czasie otrzymałem taki oto projekt:

który bardzo mi się spodobał… Jednak im dłużej temu się przyglądałem, tym mniej mi pasowała grafika do wspomnianej selekcji… I wtedy postanowiłem ze śpiewająco-dziwacznej dziesiątej niesencji zrobić np. jedenastą, a tę okładkę wykorzystać pod selekcję jesienno-mglisto-deszczową. Bez wokali, bez bębnów, bez fajerwerków i cyrku. Taki tam laidback tak zwany…

I żeby nie było Footszaq, że uważam, że nie do końca uchwyciłeś ducha tamtej selekcji! Tobie brzmiała pod mgliste drzewo, mi brzmi pod pomarańcze i brązowe buraki na łuskowatych łapkach. I ot co! Dziękuję powtórnie!

…toteż niezwłocznie zabrałem się do szperania w swoich przepastnych zbiorach netmuzycznych w poszukiwaniu ambientu, lo-fi, eksperymentalnej czy awangardowej a zarazem lżejszej elektroniki… Wstępnie wybrałem około 25 utworów, docelowo na składance znalazło się ich 12.

Potem przeszedłem piekło uploadu. Darmowe składanki, darmowe serwery, darmowe serwisy- uwierz mi, to jest jednak syf [z pominięciem składanek, oczywista ;]. No poległem…

Spróbuj przerzucić na archive.org więcej niż 10 plików mp3 o różnym bitrejcie. Jakiego Ci zrobi zipa? No, spróbuj! Spróbuj przerzucić na last.fm pliki opisane tylko tagami id3v.1- pogubi nazwy wykonawców i utworów, a tego już nie będziesz w stanie poprawić… No cóż, człowiek się uczy całe życie- tym razem mp3 z niesencji #10 nie będą miały kompletnych tagów at all. I raczej  nie pojawi się dziesiątka na laście, bom wkurwiony na ich nowy soft nieprzeciętnie. Jebie mnie last na ten czast. Kropka.

Ale utwory, mimo wadliwych czasem tagów brzmieć będą jak zawsze pięknie! I tym pomimo wszystko pocieszającym akcentem kończę narzekanie na upload i przechodzę do rzeczy.

Tym razem o każdym z numerów opowiem pokrótce i podam linki do stron artystów/ netlabeli/ wydawnictw; ostatnimi czasy nieco się opuściłem w tej materii, a w końcu nie po to moje składanki są kompilowane z takim pietyzmem; nie po to angażują się w temat Uzdolnione Osoby Trzecie [kolejny, przegłęboki ukłon w stronę Footszaka], żeby później na “odpieprz się” Emeliks napisał parę zdań… i tym samym nie wylansował danej części, z takim oddaniem i pietyzmem [loop?] :/

Pamiętasz, że blogowy mp3-player otwiera się po najechaniu na nazwę utworu? Zachęcam do sprawdzenia przed ściągnięciem paczki, ale zarazem twierdzę, że zipa możesz ciągnąć w ciemno :) Na górze wpisu jest Ci on.

Na otwarcie: Airnino-You Gots to Chill, czyli lekko glitchowa transpozycja tematu przewodniego ze ścieżki dźwiękowej do Blade Runner’a. Kto wie, o co chodzi, ten pewnie błądzi… ale [co rzadkie] niepompatyczny Vangelis + jeszcze nieodjechany w przekosmos Philip K. Dick + dojrzewający Ridley Scott i mroczny zakochany Harisson Ford to chyba wystarczająca zachęta? Nawet, jeśli tak krótka? Ale to przecież intro- kawałek oryginalnie pochodzi ze strony tablist.net.

Zaraz potem Corwin Trails-Icicle;  o tym zjawisku pisałem już przy innej okazji; rodzynek się doczekał, powtórnego opisu nie będzie.

Następnie Dave Zeal-Cedar Light, czyli zajawka konsystencji tej kompilacji- drony, proszę Ciebie. Kojące, wilgotne, kameralne, pełgające… Te akurat znalezione na nieistniejącej już stronie Ekonetlabel… Tak, wygrzebałem ten namber z czeluści swojej zasobnej kolekcji- wydaje mi się, że dostępny w tej chwili jest tylko na netmuzyce ;) I znając tematykę od środka mam wrażenie, że za jakiś czas większa część utworów pozostanie tylko tu…

Bo wierzę, że archive będzie zawsze! I chociaż utrudniają użytkownikom życie jak mogą, zwłaszcza tym aktywnym użytkownikom; to chylę czoła, biję pokłony, rączki całuję i tysięcuf lat w zrowiu życzę!

Dalej: Mazurskie Zioła-Tramwaj Chorzów Katowice. Który to już raz Mazurskie na niesencji? Nie ostatni, na pewno; a tym razem plamiasto i szarobarwnie, jak zwykle gitarowo i zupełnie niezauważanie przechodząco w

Cælum-Saturday Morning, wałek równie gitarowy, właściwie będący rozwinięciem kawałka Ziół, jednak z domieszką perkusji. To nic, że nazwałem artystę/ów Cćlum i taki ma/ją od tej pory tag, ale kto używa głupich znaczków w nazwie ma za swoje!. Generalnie wiadomo, o co chodzi- oryginał był do pobrania na stronie nelabela Camomille, ale netlabel się wziął i zamknął, więc niech będzie Cćlum :D Ok, może kiedyś to zmienię…

Potem około 40 minut odpływu, czyli clue, czyli żeglujemy mentalnie i słuchamy, czyli słyszymy ale nie wiemy co, czyli się wyłączamy psychicznie, czyli muzyka się sączy, kółko się toczy podróżując wsobnie, kieszonkowcy macają spodnie, kobiety śpią, myszy harcują, czyli fanaberie na bok, czyli cztery kolejne numery tworzone ściśle pod okładkę Footszaka.

I tak: Juanne Hanhisuanto-Autumn .Wspominałem, że to jesienna składanka, prawda? A o tym wydawnictwie wiesz od dawna.

Potem dwa razy ten sam netlabel: Mandorla z Meksyku- najpierw Karras-Mandorla, fields recording i soniczne pady, a potem niedawno niekomentowany Dennis Moser-River and Sea, czyli 17-to minutowe [sic!] mistrzostwo ciekłej gitary.

Na koniec odpływu kurs na elektroniczny minimal-dub; rządzący od lat tym klimatem netlabel Thinner, reprezentowany niniejszym przez Selffish’a-Bare Poles. Miło i lekko wytrąca z letargu, ale  ma rację, ponieważ następnie pojawia się

Rosyjska psychodelia.  Chikiss-After the Second Explosion. Nadal jest klimatycznie, ale tym razem pokrętne sample mogą wyprowadzić Cię z równowagi, kórą dotychczas próbowała Ci przywrócić niniejsza kompilacja. Ale nic to! Bo przed Tobą:

Mój faworyt klimatów eksperymentalno-ambientowych, czyli Daniel Maze-Herons are Mellow. Moim zdaniem najlepszy numer na tej składance, totalny mnierozpierdalacz i niedościgły wzór do naśladowania- forma i treść w majsterszycznych proporcjach. Uderza mnie to zawsze: niby czule, ale i wali z karata, chociaż jest to przecież nadal chill-out… Dla mnie bomba! Konsekwentna niewiadomojakość w wydaniu absolutnym. Stąd- polecam!.

Na koniec 12-ty utwór: samplowane śpiewy gardłowe przetworzone nieznacznie przez Macadamię- Your Ride. I definitywnie

K O N I E C

no comment #17 [ambient guitar]

Posted in ambient, electro-acoustic, experimental, instrumental, minimal on wtorek, 11 listopad 2008 by emeliks

Dennis Moser – Approaching The Maritime [mandorla003]

01. River And Sea
02. At The Tidal Flats

click on cover to download. thx to pga.

no comment #15 [harmonic psychedelia]

Posted in experimental, indietronica, psychedelic on piątek, 07 listopad 2008 by emeliks

Ghosts and Strings – Canciones del Futuro [rb037]

01. Heights
02. Searching
03. Judgement Day

 click on cover to download

Tone

Posted in alternative, experimental, indietronica, pop, trip-hop, video on piątek, 19 wrzesień 2008 by emeliks

Praktycznie nie piszę, a odwiedzin netmuzyka ma właściwie tyle samo…

To proste- tematyka zaczyna bronić się sama! Nareszcie! Netmuzyka nie jest przecież blogiem, który musi być wiecznie na bieżąco i na swój sposób komentować świat. Jest to blog o netaudio, a dobre netaudio się nie starzeje.

Dziękuję Ci, o zaglądający tu czytelniku! I za komentarze pod notką o zamknięciu w dwójnasób dziękuję- to na serio mobilizuje.

No. To sobie przypomniałem, po co prowadzę tę stronę. Zdaje się również, że dzięki 22 miesiącom polecania zacnej muzyki już nie muszę silić się na jakiekolwiek komentarze- wiadomo przecież, że chały tutaj nie ma, więc klikać można w ciemno. A nawet jeśli coś się nie spodoba, to przecież de gustibus est non disputandum, jak mawiają niektórzy.

No. To sobie trochę poprawiłem morale, właściwie nieco mi lepiej. Nawet mogę stwierdzić, że nieźle mi to blogowanie wychodzi, profesjonalnie rzekłbym, estetycznie i zmyślnie.

No. To sobie pokadziłem. Potraktuj to powyższe jak konieczny zastrzyk samodowartościowania autora zainjekowany celem złagodzenia inercji. Czy jakoś tak.

No.

A teraz może dla odmiany coś z zupełnie innej beczki [taaak, zbieram dvd montypajtona z Przekrojem!].

Przesłuchałem tę płytę wielokrotnie- nie wiem, czy mi się podoba, czy nie… No dobra- podoba mi się, nie jest jednak do końca w moim guście- dlatego może, że za bardzo przesiąknięta jest estrogenami? Ale jest na pewno znakomita.

Gdyby trafiła do cyklu no comment #… powiedział bym o niej: abstract poptronica. Zawsze lubiłem nazywać rzeczy po imieniu i to się chyba nie zmieni ;)

Ale do cyklu no comment nie trafiła- może dlatego, że nie potrafiłem wybrać żadnego hajlajta [czyli kawałka, który imo wymaga największej uwagi/ najbardziej mi przypasował]? A może dlatego, że chciałem napisać dłuższy wpis po prostu? Taki trochę o niczym, ale z muzyką w tle?

Baj de łej- ściągaj album Tone – Small Arm of Sea i rozkoszuj się niecodziennym klimatem mroczno-deszczowo-seksualnym. Bardziej smutnym. Raczej melancholijnym. Pięknym, gdy pozwolisz tym dźwiękom [i głosowi!] zagościć w głośnikach na dłużej.

W głośnikach- nie inaczej! Na słuchawkach jest za sterylnie. Ale może powinienem już zmienić słuchawki po prostu? Na miększe w brzmieniu?

PS. Przyglądałem się ostatnio kategoriom na sajdbarze… Niektóre to niezłe kurioza- czy powinienem zweryfikować te nazwy?

no comment #11 [rock & drones]

Posted in ambient, experimental, indietronica, post rock on sobota, 13 wrzesień 2008 by emeliks

Decal – Little Sketches

01. Sunset
02. A Serious Note
03. Remembering Waves
04. Wake Up With the Sun Behind You (featuring Martin Kelly)
05. Dancing Skeletons On Moore Street
06. 54 Feelings
07. Where Ever It Takes Me
08. Forgetting Forever

click on cover to download 

no comment #06 [glitchy folk]

Posted in alternative, experimental, folk, lo-fi on czwartek, 28 sierpień 2008 by emeliks

Thomas Méry – Hallonsaft [SIS10]

01. shapingPlaces
02. boxModel
03. realShift
04. asIsit

zakręcony ogon piąty

Posted in alternative, downtempo, experimental, lounge, pop, psychedelic on czwartek, 10 lipiec 2008 by emeliks

Czyszczę dysk z netaudio, jak wiesz.
Wrzuciłem wszystko do jednego wora [czyt. katalogu] i wybieram na chybił-trafił.

Dziś właściwie niczego więcej nie słuchałem- tylko KKFS z brazylijsiej stajni Fronha Records [co do reszty pozycji z katalogu tej wytwórni- całkowity ochył, nie daję rady].

Uczciwie mówię- albo mi się skończyły pomysły na przypisywanie prezentowanych płyt do gatunków, albo ja już po prostu słucham samych wykrętasów, które można jedynie przypisać do “others”.

A takiej kategorii na netmuzyce nie ma i nie będzie. Dlatego pozwolę sobie zacytować hasło, którym wydawcy określili tę muzykę: “Cut-up • lounge • loop • experimental • pop re-created from 50’s and 60’s Lp’s samples and computer errors”.

No. Więc wrzuciłem to jeszcze do alternative i downtempo, żeby było do kompletu.

Boisz się? Się nie bój! Wrzuć około południa- nakręci Cię na dalszy ciąg dnia i zapomnisz, że masz jeszcze dwa tygodnie do urlopu. Nadal się wahasz? 7.600 osób ściągających tę płytę z archive.org nie może się mylić! To raczej zabawne dźwięki są i gratka dla ucha nielada!

Where’s ZIP? Under the cover.

ogon czwarty, czyli padam na ryj, czyli temu wpisu brakuje pe

Posted in downtempo, experimental on wtorek, 08 lipiec 2008 by emeliks

i bolą mnie oczy. Ale niczego dziś właściwie nie słuchałem, a w każdym razie nic z netaudio- więc zapodałem rzecz na P, choć adam na ysk!.

Jak już wsomniałem- adam na twarz. W związku z tym utrudnionym jest czesanie netu w oszukiwaniu linków, standardowe na netmuzyce jaranie się dźwiękiem i otymalizacja struktury liter w rocesie tworzenia konstrukcji wisu… Dziś boss’owie mnie katowali wartościami dodanymi, ich brakiem, koniecznościami, rzyspieszeniami i lanowanymi lanami; w dupeł jebane i tak cały dzień, o obcemu! Więc na koniec dnia ostanowiłem zaserwować sobie [i Tobie] sPolegacza- absolutnie demotywujące tripy spod znaku mocno spowolnionego beatu i synth’ów orkiestralnych niemal! Choć nie do końca, bo są i gęste wprawki. OK. Wiem. Mój język nie jest zrozumiały. Nie trafiam do nikogo, bo piszę bełkotem. URLOPU! I po nim się rawdoodobnie ostanowię orawić ;) s. Zi od okładką.

Lutek solo

Posted in alternative, avantgarde, experimental, psychedelic on piątek, 27 czerwiec 2008 by emeliks

“-Jo Lutek!
-No cześć.
-Weź zapodaj jakiś beat!
-Ale jaki?
-Taki kurwa wiesz- przeszywający.”

BEZ GRAFIKI TYM RAZEM, BO TO GWAŁT NA PATRZAŁACH; NETMUZYCZNA ESTETYKA MIĘ NIE POZWALA.

Lutek jest lub nie jest pewnie chory, natomiast na pewno jest lub nie jest za to zdrowo pierdolnięty.

To pewne. Jak to, że mamuty wyginęły.

Sprawdź majspejsa lutkowego, a przede wszystkim numer Z całej pety, który to utwór zapodał swego czasu w swojej audycji Ubunoir. Stamtąd Lutka wyhaczyłem i mnie raz na jakiś czas na nogi twórczość jego stawia.

A więcej krajowej destrukcji dźwiękowej posłuchasz w netlabelu By?em Kobieta.

“2-0-0-8 pamiętna data
to wtedy mieszkałem na warszawskich Kabatach
słuchałem płyt z albumami Kata
czy Ty też miałeś metala za brata?
bo ja nie- słuchałem Kata z własnej woli
chociaż stary burzył się, że mi nie pozwoli”

PS. Jak zaczniesz plonsać to pozdrawiam!

czy szczenie katalogu “publiqj” cz.2

Posted in ambient, experimental, idm, indietronica on poniedziałek, 09 czerwiec 2008 by emeliks

W ramach nieustającego cyklu pt. “podrzucam Ci rzecz, która chwali netaudio”, tym razem dwa zacne leżaki magazynowe- jednen młodszy, drugi nieco starszy. Oba równe, choć różne- równe, bo równie dobrze możesz posłuchać jednego, drugiego.. jak i obu.

I tym się różnią właśnie.

Krótko, bo gorąco i nie chce mi się: pierwszy leżaczek jest z Test Tube. Kto zna, to wie, że to marka sama dla siebie i nie ma tu gniotów, realizatorskich grzybów i tym podobnych… Podolskich wszechpolskich, psia mać, w mordę żesz, niech mu parchy na beemie wykwitną!

Ech… Dobra- mowa o Platform, czyli duet Rui Gato [laptop, klawisze] oraz Nuno Clímaco Pinto, gitara [fajne pseudonimy, dlatego je piszę]. No i na marginesie – kliknij w fajną stronę flaszową pierwszego z panów. A potem ciągnij ZIP’a.

A co to za muzyka? Elektronika, proszę Ciebie; trochę jazzu, kapka beaciku, nutka orientu [tabla, rzadkość w netaudio- więc pierwszy kawałek z płyty od razu wylądował w poczekalni niesencyjnej] no i wszystko lekko przyprawione niepokornymi eksperymentami. Od połowy lekko nuży, ale co nie nuży?

No to nuży. To ma za zadanie nużyć. Nic nie nuży jak Ambient. I nie mowa tu o ambiencie z cyklu: “tato, kup mi komputer na koniec roku szkolnego, chcę być artystą i będę robił ambient” tylko o Ambiencie mowa tu! Fiński, głęboki i czarodziejski. Juanne Hanhisuanto i prawie 37 minut plam ze stajni Dharmasound. A nie- jakiś Podolski, Klose czy inna przechrzta! Że napomknę, pozwolisz.

Pady i drony. Cztery pory roku [a najlepsza jest wiosna...]. Ssij ZIP’a, ssij, ssij

Odpłynąłem. Dobrze mi się tego słucha.

Daniel Maze w pigułce

Posted in ambient, experimental on piątek, 06 czerwiec 2008 by emeliks

ale niezupełnie, bo o tym jedynie, czym mię Daniel urzekł. Ale najpierw słowa wprowadzające w temat, czyli…

Wiki: Daniel Maze urodził się gdzieś na nizinach w jakimś obcym kraju, chyba nawet nie tak dawno temu. Zawsze miał smyk do muzy, ponieważ jego matka pracuje jako doradca prezesa mercedesa a ojciec zajmuje się produkcją niszczarek do fujarek. Dziadek był żołnierzem w i strzelał moździeżem, natomiast babka w czasie wojny grała okazyjnie na różnych klekotach. Prababka prowadziła klub nocny przy lotnisku, gdzie poznała pradziadka, czeskiego emigranta politycznego, niegdyś pracownika szczebla wysokiego. Szczenięce lata upłynęły Mazowi na analizie otaczającego go świata dźwięków przeróżnych, co tym samym wykrzywiło jego psychikę i w efekcie zaczął komponować własne utwory, które- gdy dorósł już do klawiatury- zaczął publikować w necie, wyjechawszy w góry.

Serio ;)

Zajmę się pokrótce trzema jego płytami, które znam, lubię i polecam!

Na pierwszy ogień: Treehugger EP wydany w netlabelu 12rec

a właściwie nieprawdopodobnie mię się podobający Ambulance Chase [zawsze lubiłem takie dźwięki], oraz April, również znakomity. A tutaj ZIP albumu.

Potem zaraz: Lifeguard EP wydany przez nieistniejący juz netlabel Eko, ale nadal dostępny w archiwum Semlabel.

No tu rządzi numer What Your Poison… Chyba, przepraszam, znany Ci już z niesencji szóstej? Aaa… Nie ma zip’a :)

Co potem? Niech ja pomyślę… Może Avatar z katalogu Rest?

Konkretnie mam na myśli numer Flamingo Mantra, zacne zewy ambientalne. Zip’a szukasz?

Na koniec- nie wiem, czy wiesz, ale jeśli masz flasha w przeglądarce, to zatrzymaj kursor dłużej przy tytule utworu- ujawni Ci się wspaniale pomyślany odtwarzacz, który zagra Ci z netmuzyki pięknie, bez żadnych pop-up’ów.

A na sam koniec przypomnę- Daniel ma swoją stronę, więc jeśli przypadły Ci do gustu te jego wieczorne pejzaże- klikaj po wiele więcej!

No i miłego, dźwięcznego weekendu!

uniquetunes studyjnie

Posted in acid jazz, alternative, electro jazz, experimental, trip-hop on środa, 28 maj 2008 by emeliks

Tak tak, proszę ja Ciebie. Byliśmy- i jesteśmy- świadkami narodzin najbardziej konsektwentnej grupy netaudiomałolatów [bez urazy!], która to grupa wiele koncertując i co wybitniejsze płody swej twórczości publikąc za darmo- wreszcie nagrała esencję swej twórczości w profesjonalnym studio, pod okiem rzeczoznawców, producentów muzycznych i całej rzeszy reżyserów dźwięku, akustyków i specjalistów od masteringu.

Może trochę popłynąłem, może wynajęli sobie studio na 8 godzin i wszystko nagrali na żywca, a czuwał nad całością tylko cieć, coby ze studia nikt mu equipmentu nie wynius, sabaki? Kto to wie… Ważne jest jednak, że chłopaki, którym kibicuję od kiedy poznałem ich twórczość wreszcie zrobili coś na maksa profesjonalnego. I zamieścili to do ściągnięcia gratis w necie! To się nazywa podążanie w obranym kierunku!

Aranżacje może są mniej udane niż żywiołowe wykoanania na koncertach [które znam tylko z mp3 i jutuba], może dźwięki są bardziej poukładane i nie czuć w niektórych fragmentach zadziora- ale to nie jest zarzut! Jest odpowiednio i odpowiedzialnie. Panowie dorośli do muzyki, dojrzalej posługują się swoimi instrumentami [heee] i wciąż czuć w tym energię.

Nie pamiętasz, do czego nawiązuję? A otóż do tego i do tego wpisu. Śledzę ścieżkę ich muzycznej kariery [raczej chwaląc niż ganiąc], dopinguję ze swojego podwórka i życzę miliona ściągnięć tej płyty.

Chociaż z tym ostatnim może być problem, bo o ile znam Twoje lenistwo, to sobie darujesz klikanie w 13 linków, potem założenie katalogu, potem przekopiowanie… Tak, moim zdaniem to błąd, że w zipie można ściągnąć jedynie pliki w formacie flac [o tym, co to flac- przy innej okazji. Przy tej samej, co i o ape], bo taki zip flacowy to już potężne 300MB, a i nie każdy plajer na kompie Ci to odtworzy.

W każdym razie- i w odwołaniu do poprzedniej notki- takie rzeczy w netaudio potrafią człowieka postawić z powrotem na właściwe tory.

Więc kolejny wpis- nieeeseeencjaaa :)

Inspiracja Istotą ssącą czyli psychodelia’07

Posted in alternative, avantgarde, experimental, psychedelic on środa, 09 styczeń 2008 by emeliks

Istota ssąca to nazwa audycji w internetowym Radio Sitka. Program prowadzi Ubunoir- sympatyczny zdaje się pan o mocno pogiętych zainteresowaniach muzycznych. Mówiąc szczerze- po prawie czterech godzinach słuchania jego setów [które w postaci emeptrójek można ssać z archiwum] miałem zawroty głowy. Odmóżdżyło mnie, mówiąc wprost. Na szczęście autor zdaje sobie sprawę z tego, że zapodaje rzeczywiście niestrawialnie i czasem w audycjach pojawiają się rzeczy lżejsze. Nie muszę chyba wyjaśniać, że zarazem i darmowe i legalne.

Na potrzeby niniejszego wpisu przesłuchałem [w całości!] audycji 21 i 20 i wyselekcjonowałem spośród wieeelu numerów 3 godne polecenia mniej odpornym na awangardę uszom. Czyli- mam wrażenie- Twoim, czy bardzo się mylę?

Po pierwsze: utwór złożony z samych najmniej pożądanych i z ledwością pasujących do siebie w zakresie jednej kompozycji dźwięków, instrumentów, gatunków i muzycznych obyczajów pop- i kulturowych, czyli Komar and Melamid & Dave SoldierThe Most Unwanted Song z płyty The People’s Choice Music. Interesująca idea. Co ciekawe, w samej tylko audycji nr 21 znalazłem co najmniej kilka kawałków, których bynajmniej nie pragnę jeszcze raz posłuchać, ten numer natomiast całkiem mi się nawet się właściwie to całkiem spodobał mi si… chociaż faktycznie jest qrrwa zdecydowanie za długi i momentami wybitnie męczący. Pochwaliłem się za szybko w komentarzu do audycji, że utwór mnie urzekł [jak max. 200 ziemian], bo jednak podoba mi się jedynie chwilami; jednak mimo wszystko przesłuchaj go sobie. Jeśli Ci się uda.

Po drugie: quasi-taneczny numer Teppop’aThomas Helmig; o ile nie przepadam za chiptune’m i prymitywnym electro [jak to zwać?] tak tutaj coś mnie porywa i nuzia mię podrygiwa.

A po trzecie: KiiiiiiBrown Girl In The Ring. Boney M. po japońsku, wokal z towarzyszeniem bębnów i pogłosów. Magicznie mi się tego słucha, naprawdę i serio!

Ponadto całe krążki prezentowane w Istocie mam od kilku miesięcy na dysku [tak tak, ja cały czas sprzątam twardego i zamierzam nigdy nie skończyć podsumowania zeszłego roku]- trzy zamieszczone poniżej znalazłem w katalogu +- czyli tam, gdzie trafiają płyty o których chcę napisać, ale nie w pierwszej kolejności. Najczęściej są nie do końca w moim guście lub coś jest spieprzone,  a zasadniczo to więcej niż 30% właściwie nie daje się słuchać. Mam jednak również katalog -+, gdzie są rzeczy jeszcze bardziej nietego… ale z jakiegoś powodu nie potrafię się z nimi rozstać [chociaż nic na ich temat nie mam i pewnie nie będę nawet chciał mieć do powiedzenia].

Krótko, po kolei: na początek Dalt Wisney z EP’ką Lifetime Psychedelic Dance Lessons z rewelacyjnym Dingbatem Śpiewającym Kotem na wejście. To te takie sampelki, które potem każą Ci się nucić cały dzień. Zresztą- całości płytki można z mniejszą lub większą przyjemnością posłuchać i co najważniejsze- nawet do płyty wrócić! do czego zachęcam- klik w okładeczkę.

W dalszej kolejności coś z zupełnie innej beczki- PBK, czyli powrót w lata siedemdziesiąte XX wieku, te upalone i skwaszone. Tutaj nie podejmę się polecenia szczególnie któregokolwiek z nagrań- rzecz kojarzy mi się ze starym Zappą, Gongiem i Amon Düül, chociaż słychać i brzmienia tzw. nowe. Miło mi się więc kojarzy i zarazem nie straszy, dlatego proponuję kolejny klik w- jakże przecież wspaniałą!- okładkę. No i drenujemy zasoby netlabelu Plastiqpassion!

A na koniec coś kompletnie pojechanego- Santosh z Kanady i 18 pierdolniętych kwałków zebranych na płycie The Book Of Moron. Gatunek? Nie pytaj o gatunek. Najlepszy kawałek? Każdy jest niezly, mnie niszczy Don’t Send Me To Hell- teksaskantry z wykwintną bandżolą + całkowity odjazd wokalny. Rewelacja- całość dla tych, co mają poczucie humoru. Czyli- mam wrażenie- dla Ciebie, czy bardzo się mylę? Z okładeczką postępujemy jak poprzednio.

Obiecałem sobie, że zapoznam się z całością archiwum Istoty ssącej, ale to wymaga poważnej dawki cierpienia, więc w najbliższym czasie sobie daruję. Natomiast w którymś z następnych wpisów postaram się przedstawić Niejsencję numer sześć [czilowo-ambientową, dopieszczam ostatecznie selekcję w wolnych chwilach], a Ty śpiewaj, nuć i uważaj na bańkę!

Zaległości okołoambientowe

Posted in alternative, ambient, avantgarde, experimental, instrumental, lo-fi, minimal, psychedelic on piątek, 04 styczeń 2008 by emeliks

Ale piździ, co? Miałem cichą nadzieję, że zima będzie dla nas co najmniej tak łaskawa jak w zeszłym roku, a tu ni z tego ni z owego mróz przyatakował na dobre i trzyma! Co robić? Ja dokonałem eksperymentu z ustawieniem dużych okładek [uwielbiam grafikę!] wobec nikłej zawartości tekstowej. Się nie podoba? Wybacz, ale otóż…

…otóż w tak niesprzyjających okolicznościach przyrody słuchanie muzyki innej niż stonowana aż nie przystoi. A skoro w ramach noworocznego czyszczenia dysków natknąłem się na kilka rarytasków z gatunku kojącego uszy ambientu i jemu pochodnych- klikaj w okładki, ściągaj płyty, pij grzańca i słuchaj!

Proponuję zacząć od Archaic Horizon, a dokładniej dwóch najlepszych [imo, of course] pozycji z tego netlabelu:
***********************


Boards of Canada znasz? No to śmiało możesz przyjąć, że Orange Crush też znasz. Gdyby na płycie The Fields były same numery pokroju Across the Breeze czy Adrift [ten od dawna już zalega w poczekalni do niesencji] już dawno bym na jej temat kilka zdań opublikował. Ale jest różnie- w miarę równo, trochę monotonnie- uspokajające 48:22, ciepłe i wyciszające. A jak Ci jeszcze mało to
***********************


włącz Corwin Trails. Pamiętasz pierwszy kawałek z pierwszej niesencji? Te przemiłe drony z bajkową opowieścią w tle? Niezły numer, no nie? To pierwszy kawałek z EP’ki zatytułowanej po prostu Corwin Trails. Co oprócz niego na płytce? Muzyka równie piękna jak Orange Crush, jednak z większym naciskiem na eksperymenty i nieco chore dźwięki. Wyróżnia się jeszcze Icicle- słodki kawałek, także oczekuje na swoją kolej na składance. Pozostałe 3 numery trzymają klimat [w Hakim Bay przewijają się echa motywu z Oasis is Myth, lub odwrotnie] więc koniecznie! Ponieważ jednak EP’ka jest dosyć krótka [16:22] zaraz potem w głośnikach powinien pojawić się
***********************


Nest z labelu Serein. Okładka mówi sama za siebie- jest atmosferycznie, kameralnie, nieco mroźnie i niewyraźnie. 27,5 minuty subtelnych akordów na pianinie, delikatnych dronów, czasem z orientalnym smaczkiem. Są tacy, dla których jest to najlepsze wydawnicto netaudio AD 2007, więc choćby dlatego warto się z tą pozycją bliżej zapoznać… by zaraz potem
***********************

włączyć EP’kę Libeskind, nagraną przez Benfay’a dla Eko Netlabel. Właściwie z całą płytkę tworzy pierwszy numer- niezwykle oszczędny i harmonijny minimal na gitarze + nieco elektroniki. Śliczne to, mogę słuchać w nieskończoność!
Drugi numer natomiast nadawałby się jako soundrack do SF o łodzi podwodnej widmo- sonary, pogłosy, maszyny, które robią „ping”. Trzeci kawałek- dla wytrwałych. Obłęd. Popsute urządzenia z oiom’u i nachalny analogowy generator sinusoidy. Szumi. Bardzo.Ooooo… zonk! Eko Netlabel właśnie się przepoczwarza, więc EP’ka jest niedostępna w chwili obecnej- dowiedziałem się o tym, jak chciałem podać link :( Na pocieszenie możesz sobie przesłuchać jej na last.fm [pierwszy numer jest tam niestety 3x krótszy niż w oryginale].

Na koniec sesji polecam
***********************

Miniatury Veriana Thomasa wydane w Negative Sound Institute [nazwa labela myląca, bo miniaturki Veriana są po prostu zajebiście pozytywne].
Całość [29:50] zagrana jest na jedynym instrumencie- starym Fenderze Telecasterze [o ile dobrze zrozumiałem- popsutym] i lekko przetworzona, czego nie da się ukryć. Uwierz mi- śliczne brzmienie ma ta gitara- gdybym wiedział, że nauczę się kiedyś sprawnie posługiwać wiosłem na pewno postarał bym się o takiego Fendera… Ale elektryczne gitary strasznie miauczą mi pod palcami. Szkoda :(

Oki- to na tyle w klimatach okołoambientowych, jednak odkurzanie twardego trwa! [jakkolwiek by to nie zabrzmiało ;]