Archiwum kategorii electro-acoustic

Niesencja #10. The tenth compilation by netmuzyka.com

Posted in alternative, ambient, compilation, electro-acoustic, experimental, indietronica, lo-fi on sobota, 13 grudzień 2008 by emeliks

DOWNLOAD NIESENCJA #10 IN ZIP FILE

Klikaj na powyższy link, tam ukrywa się samo sedeńko, natomiast poniżej znajduje się jeden z najbardziej rozbudowanych wpisów na netmuzyce forever. Wynurzenia, lanie wody, kilkadziesiąt linków, kilka godzin pracy nad samym tekstem i jego wyglądem- chce Ci się to czytać?

Nie wierzę…

Ale jeśli zainteresuje Cię muzyka- wróć proszę poczytać, bo kilka fajnych rzeczy napisałem i podlinkowałem, se myślę.

Jesteś jeszcze? No to zaczynam:

Jubileuszowa niesencja [podwójnie jubileuszowa, ponieważ jest dziesiąta i od dwóch lat piszę o netaudio] powstała w sposób nieco inny od pozostałych dziewięciu części. Historia jej powstania nie jest może nadzwyczaj podniecająca, sensacyjna, interesująca nawet nie jest, ale lekko przełamałem rutynę, co warte odnotowania imo.

Aleosochozi?

Pierwotnie skompilowałem dziesiątkę śpiewającą i lekko psychodeliczną, następnie poprosiłem Footszaka o pomoc, czyli o okładkę. Po jakimś czasie otrzymałem taki oto projekt:

który bardzo mi się spodobał… Jednak im dłużej temu się przyglądałem, tym mniej mi pasowała grafika do wspomnianej selekcji… I wtedy postanowiłem ze śpiewająco-dziwacznej dziesiątej niesencji zrobić np. jedenastą, a tę okładkę wykorzystać pod selekcję jesienno-mglisto-deszczową. Bez wokali, bez bębnów, bez fajerwerków i cyrku. Taki tam laidback tak zwany…

I żeby nie było Footszaq, że uważam, że nie do końca uchwyciłeś ducha tamtej selekcji! Tobie brzmiała pod mgliste drzewo, mi brzmi pod pomarańcze i brązowe buraki na łuskowatych łapkach. I ot co! Dziękuję powtórnie!

…toteż niezwłocznie zabrałem się do szperania w swoich przepastnych zbiorach netmuzycznych w poszukiwaniu ambientu, lo-fi, eksperymentalnej czy awangardowej a zarazem lżejszej elektroniki… Wstępnie wybrałem około 25 utworów, docelowo na składance znalazło się ich 12.

Potem przeszedłem piekło uploadu. Darmowe składanki, darmowe serwery, darmowe serwisy- uwierz mi, to jest jednak syf [z pominięciem składanek, oczywista ;]. No poległem…

Spróbuj przerzucić na archive.org więcej niż 10 plików mp3 o różnym bitrejcie. Jakiego Ci zrobi zipa? No, spróbuj! Spróbuj przerzucić na last.fm pliki opisane tylko tagami id3v.1- pogubi nazwy wykonawców i utworów, a tego już nie będziesz w stanie poprawić… No cóż, człowiek się uczy całe życie- tym razem mp3 z niesencji #10 nie będą miały kompletnych tagów at all. I raczej  nie pojawi się dziesiątka na laście, bom wkurwiony na ich nowy soft nieprzeciętnie. Jebie mnie last na ten czast. Kropka.

Ale utwory, mimo wadliwych czasem tagów brzmieć będą jak zawsze pięknie! I tym pomimo wszystko pocieszającym akcentem kończę narzekanie na upload i przechodzę do rzeczy.

Tym razem o każdym z numerów opowiem pokrótce i podam linki do stron artystów/ netlabeli/ wydawnictw; ostatnimi czasy nieco się opuściłem w tej materii, a w końcu nie po to moje składanki są kompilowane z takim pietyzmem; nie po to angażują się w temat Uzdolnione Osoby Trzecie [kolejny, przegłęboki ukłon w stronę Footszaka], żeby później na “odpieprz się” Emeliks napisał parę zdań… i tym samym nie wylansował danej części, z takim oddaniem i pietyzmem [loop?] :/

Pamiętasz, że blogowy mp3-player otwiera się po najechaniu na nazwę utworu? Zachęcam do sprawdzenia przed ściągnięciem paczki, ale zarazem twierdzę, że zipa możesz ciągnąć w ciemno :) Na górze wpisu jest Ci on.

Na otwarcie: Airnino-You Gots to Chill, czyli lekko glitchowa transpozycja tematu przewodniego ze ścieżki dźwiękowej do Blade Runner’a. Kto wie, o co chodzi, ten pewnie błądzi… ale [co rzadkie] niepompatyczny Vangelis + jeszcze nieodjechany w przekosmos Philip K. Dick + dojrzewający Ridley Scott i mroczny zakochany Harisson Ford to chyba wystarczająca zachęta? Nawet, jeśli tak krótka? Ale to przecież intro- kawałek oryginalnie pochodzi ze strony tablist.net.

Zaraz potem Corwin Trails-Icicle;  o tym zjawisku pisałem już przy innej okazji; rodzynek się doczekał, powtórnego opisu nie będzie.

Następnie Dave Zeal-Cedar Light, czyli zajawka konsystencji tej kompilacji- drony, proszę Ciebie. Kojące, wilgotne, kameralne, pełgające… Te akurat znalezione na nieistniejącej już stronie Ekonetlabel… Tak, wygrzebałem ten namber z czeluści swojej zasobnej kolekcji- wydaje mi się, że dostępny w tej chwili jest tylko na netmuzyce ;) I znając tematykę od środka mam wrażenie, że za jakiś czas większa część utworów pozostanie tylko tu…

Bo wierzę, że archive będzie zawsze! I chociaż utrudniają użytkownikom życie jak mogą, zwłaszcza tym aktywnym użytkownikom; to chylę czoła, biję pokłony, rączki całuję i tysięcuf lat w zrowiu życzę!

Dalej: Mazurskie Zioła-Tramwaj Chorzów Katowice. Który to już raz Mazurskie na niesencji? Nie ostatni, na pewno; a tym razem plamiasto i szarobarwnie, jak zwykle gitarowo i zupełnie niezauważanie przechodząco w

Cælum-Saturday Morning, wałek równie gitarowy, właściwie będący rozwinięciem kawałka Ziół, jednak z domieszką perkusji. To nic, że nazwałem artystę/ów Cćlum i taki ma/ją od tej pory tag, ale kto używa głupich znaczków w nazwie ma za swoje!. Generalnie wiadomo, o co chodzi- oryginał był do pobrania na stronie nelabela Camomille, ale netlabel się wziął i zamknął, więc niech będzie Cćlum :D Ok, może kiedyś to zmienię…

Potem około 40 minut odpływu, czyli clue, czyli żeglujemy mentalnie i słuchamy, czyli słyszymy ale nie wiemy co, czyli się wyłączamy psychicznie, czyli muzyka się sączy, kółko się toczy podróżując wsobnie, kieszonkowcy macają spodnie, kobiety śpią, myszy harcują, czyli fanaberie na bok, czyli cztery kolejne numery tworzone ściśle pod okładkę Footszaka.

I tak: Juanne Hanhisuanto-Autumn .Wspominałem, że to jesienna składanka, prawda? A o tym wydawnictwie wiesz od dawna.

Potem dwa razy ten sam netlabel: Mandorla z Meksyku- najpierw Karras-Mandorla, fields recording i soniczne pady, a potem niedawno niekomentowany Dennis Moser-River and Sea, czyli 17-to minutowe [sic!] mistrzostwo ciekłej gitary.

Na koniec odpływu kurs na elektroniczny minimal-dub; rządzący od lat tym klimatem netlabel Thinner, reprezentowany niniejszym przez Selffish’a-Bare Poles. Miło i lekko wytrąca z letargu, ale  ma rację, ponieważ następnie pojawia się

Rosyjska psychodelia.  Chikiss-After the Second Explosion. Nadal jest klimatycznie, ale tym razem pokrętne sample mogą wyprowadzić Cię z równowagi, kórą dotychczas próbowała Ci przywrócić niniejsza kompilacja. Ale nic to! Bo przed Tobą:

Mój faworyt klimatów eksperymentalno-ambientowych, czyli Daniel Maze-Herons are Mellow. Moim zdaniem najlepszy numer na tej składance, totalny mnierozpierdalacz i niedościgły wzór do naśladowania- forma i treść w majsterszycznych proporcjach. Uderza mnie to zawsze: niby czule, ale i wali z karata, chociaż jest to przecież nadal chill-out… Dla mnie bomba! Konsekwentna niewiadomojakość w wydaniu absolutnym. Stąd- polecam!.

Na koniec 12-ty utwór: samplowane śpiewy gardłowe przetworzone nieznacznie przez Macadamię- Your Ride. I definitywnie

K O N I E C

no comment #17 [ambient guitar]

Posted in ambient, electro-acoustic, experimental, instrumental, minimal on wtorek, 11 listopad 2008 by emeliks

Dennis Moser – Approaching The Maritime [mandorla003]

01. River And Sea
02. At The Tidal Flats

click on cover to download. thx to pga.

Raz na jakiś czas trzeba

Posted in avantgarde, electro-acoustic, psychedelic, video on czwartek, 21 luty 2008 by emeliks

Awangarda, muzyka tak zwana “współczesna”, elektroakustyka- tych dziedzin się właściwie nie dotykam. Nie to, że omijam z daleka, ale za głupi na jestem chyba, poza tym wolę rzeczy raczej lżej strawne.

Przychodzi czasem jednak taka chwila, gdy trzeba otrząsnąć się z komercji [zwróć uwagę- na netmuzyce większość recenzji dotyczy muzyki popularnej] i choć przez chwilę zacząć więcej wymagać od siebie. I ostatnio miewam takie dni. Może to dlatego, że prawdopodobnie zrobił mi się suchodół zębowy i mnie napierdala szczęka od tygodnia. Ale ma przejść.

Zapytam- masz ochotę na coś z zupełnie innej beczki? Może zwizualizuję o co mi chodzi- przed Tobą część występu młodziutkiego wówczas Franka Zappy w amerykańskim telewizyjnym The Steve Allen Show

a konkretnie jego część właściwa, tj. MUZYKA!. Poprzednie trzy części nagrania znajdziesz sobie na jutubie, samodzielność przede wszystkim.

Nie całkiem na poważnie [jak to już u Zappy- swoją drogą jednego z moich ulubionych gitarzystów] Frank wraz z prowadzącym szoł grają na rowerach. Towarzyszy im niewielka orkiestra grająca co popadnie. Eksperyment ciekawy i na tyle widać udany, że znalazł naśladowców- jest do zassania płytka live wydana przez zakręcony netlabel Lostfrog [a na płycie dwa performensy dwóch niezależnych od siebie orkiestr rowerowych. Nagranie na żywo, bez ściemy i wstrętnego, komercyjnego tuszowania braków warsztatowych muzyków!].

Ok, jestem miłośnikiem rowerów, ale może Ty nie? A może po prostu chcesz więcej? No to co powiesz na kolejny czarno-biały szoł z usa? Tym razem John Cage i jego Water Walk! Odżałuj tych dziewięć minut- mimo słabej jakości kopii [choć lepszej niż powyższa] film jest wart poznania. Może jako ciekawostka, a może polubisz muzykę konkretną?

Cóż. Ten pan jest całkowicie poważny. Ja mimo wszystko nie mogę potraktować jego występu tak całkiem na serio, lecz po obejrzeniu kilku innych muszę powiedzieć, że są całkiem pokaźne grupy osób, które są jego fanami! Ba! Grają jego kompozycje w nowych aranżacjach i wariacjach na np. akordeon, flet prosty, zestaw sznurków do suszenia prania, podstawki pod globusy, worki z plastikowymi okularami i niebieskie bejsbolówki!

Mało? Coś bardziej spektakularnego? A Karlheinza Stockhausena smyczkowy kwartet helikopterowy znasz?

To już jest całkowicie na serio. To jest awangarda pełną gębą. To jest, proszę Ciebie znak, że najwyższy czas na eksplorację zasobów strony

bo już niewiele Cię zdziwi… Bo wiesz już, czego się możesz spodziewać… Akurat! Nie uwierzysz własnym uszom, uwierz mi! Bierz wszystko stamtąd- wszystko jest pojechane, nawet nie mam odwagi żadnej konkretnej pozycji polecić…

No dobra, z obowiązku- może samplery? Gospodarz strony skompilował bowiem składanki swoich ulubionych utworów [wszystkie do pobrania w postaci plików flac lub mp3]. Jak odsłuchasz to napisz- może specjalnie dla Ciebie i ja zrobię jakąś eksperymentalną niesencję? Z animacją na okładce?

Oki. Teraz wracam do niepisania przez jakiś czas. A jak zachęciłem czymś powyższym- odezwij się. Najlepiej morsem, uderzając np. wałkiem do ciasta w swój odtwarzacz mp3.

Nie zdążyłem dziś z szóstą niesencją…

Posted in ambient, electro-acoustic, idm on poniedziałek, 21 styczeń 2008 by emeliks

…pokrótce więc w temacie poniekąd zbliżonym.

Netlabel: Monotonik
Artysta: Muhr
Tytuł: A Lonely Gust Of Wind   [mtk197 - ściągaj!]
Najlepszy utwór: A Lonely Gust Of Wind Part 1

Muhr, znany ze znakomitych elektronicznych produkcji w przeróżnych netlabelach [zapoznaj się z miksem kilku utworów artysty skompilowanych i zgranych przez LAJ'a] wydał kolejną ambientowo-ajdiemiczną i melancholijną EP’kę. Gitara akustyczna + szumiąco-mlaszczące smaczki i przestrzenne pady. Klimatycznie i z ostatniej chwili.

A niesencja zaraz. Czasu nie mam na tak wyczerpujący wpis…

Trzy strzały z cichej armaty wymierzone w Polskę!

Posted in alternative, ambient, electro-acoustic, experimental, instrumental, lo-fi, psychedelic on czwartek, 13 grudzień 2007 by emeliks

Tym beznadziejnym i patetycznym tytułem, w ramach przygotowań do premiery piątej, wszechpolskiej Niesencji [ten przymiotnik na "wu"- uwielbiam] oraz brakiem czasu i weny na regularne wpisy- niniejszym retrospekcja pt. netaudio po polsku. Nie pierwszy już raz zresztą, i zapewne nie ostatni.

Po 1.- dostałem maila od niejakiego Pawła Grabowskiego. Skąd do mnie miał namiar? Nie mogę sobie przypomnieć niestety. Znamy się widocznie? Nie sądzę. Jakaś zapomniana subskrypcja? Wszystko jedno- skuszony ładnym wyglądem jego nowej strony, którą nawiasem mówiąc w owym mailu się chwalił- zaciągnąłem na twardy jedno z dzieł tegoż artysty.

Echem… Klimat w pełni oddaje powyższa okładka- nie jest wesoły. Tytuł też taki raczej niespokojny. A muzyka? Otóż ulokowana jest wśród głębokich zewów i niskich dronów sonicznych, podlanych sokiem z hipnotycznych szeptów oraz dalej bla bla bla. Przecudowna jest ta nowomowa, nieprawdaż?. No dobrze- nazwijmy rzecz po prostu 13 minutowym quasi-dark-ambient’em, EP’ką wydaną przez netlabel Darkwinter. Do ściągnięcia po kliknięciu w okładkę. 8/10 w skali mroku.

Po 2.- obiecany już jakiś czas temu nowy twór Mazurskich ziół.

Hmm… Deja’vu? Nie to, że nieprzyjemne jest to uczucie, ale kompletnie niczym nie zostałem zaskoczony tym razem przez Pawła [no patrz, znów Paweł :]. Wszystko to, co napisałem w lutym i sierpniu nadal jest aktualne: gitarowo-minimalistyczne brzmienie jak najbardziej mi się podoba, styl dojrzewa, eksperymenty nabierają smaku… Ale nic nie mam do dodania.

Mam natomiast dla Ziół pewną propozycję związaną z tym, że nie istnieje już netlabel DiSfish, na którym Mazurskie się promowały były. Mam całkiem niezły pomysł- niedługo postaram się napisać o szczegółach [najpierw porozmawiam z kompozytorem]. A póki co- klik w okładkę, i ciągnij zipa. Zwłaszcza dla [troszkę harcerskiego, ale przemiłego] utworu „Czerwiec nie jest słoneczny w tym roku”.

I na koniec rzecz, gdzie dźwięki się snują.

Kastylijski Error! Lo-fi Netlabel, bliżej mi nieznany [co pewnie wkrótce nadrobię] zaserwował bardzo spokojną i melancholijną płytę niejakiego Tomka Bienia, w tym wcieleniu podpisującego się jako So Quiet. I znów: cóż, rozczuliło mnie to lo-fi, senność, oszczędność środków wyrazu i wyczucie klimatu. Chociaż porównanie do Sigur Ros i Mum, którym zachęcić chcą twórcy netlabela jest nieco naciągane. Co nie ujmuje ani punktu z tych ode mnie nadanych 7/10. Czemu siedem? Bo te lepsze numery Tomka pewnie są zachowane dla wydawnictw z jego home.pop.rec.

No to tyle. Choć w zasadzie każda z tych płytek jest zupełnie niezależną, odrębną formą, to równie dobrze radzą sobie wszystkie na wspólnej plajliście. I Tobie to kameralne rozwiązanie polecam. Bez nuty obciachu.