Interesuję się muzyką. Zaskakujące, nieprawdaż?
Ostatnio wyłącznie jej słucham [ew. o niej piszę co jakiś czas], ale był czas, kiedy sam bawiłem się tworzeniem nutek [na gitarach akustycznych produkcji radzieckiej najpierw, potem na pożyczonych gitarach elektrycznych, wreszcie na basie] w domowym zaciszu [sam lub w duecie psychodeliczno-kabaretowym] oraz w salach prób [w pewnym bardzo amatorskim składzie bez nazwy]. A- nutki niby znam, ale czytać z nut nie potrafię, amatorem jestem absolutnym.
Potem porzuciłem instrumenty na rzecz PC’ta i z różnym skutkiem tworzyłem tzw. moduły, czyli składałem sample na trackerach. A potem stwierdziłem, że trackery mnie ograniczają… i zaprzestałem tworzenia, chociaż wciąż noszę się z zamiarem powrotu do tego hobby.
Do rzeczy- wczorajsze przedpołudnie spędziłem na Allegro przeszukując ów serwis pod kątem “różnych grających klekotów i fujarek”, czyli szperając za jakimiś nietypowymi dla naszej szerokości geograficznej urządzeniami wydającymi dźwięk- dla ułatwienia nazywanych instrumentami.
Po co? Otóż gromadzę instrumentarium z nadzieją na to, że za jakiś czas wykombinuję sobie na poddaszu zaciszne “domowe studio”, gdzie oprócz PC’ta będę miał mikrofony i masę fajnych, dźwiękorodnych gadżetów [czy będę potrafił na nich grać- nieważne; grunt, abym potrafił wydobyć z nich dźwięk, resztę się dotrze software'owo ;]. Pośpiewam se nawet, grunt to efekty typu vocoder… Ale:
Jest rodzima kapela, orkiestra wręcz!, która się nazywa Małe instrumenty. Polecam eskplorację sekcji “instrumenty” na ich stronie… oraz odwiedziny majspejsa. Zajebiste klimaty, mocno awangardowe, ale wyyyjebiście fantastyczne! Poniżej brysk z przygotowań do ich autorskiego off-spektaklu “Elektrownia dźwięku”, włala!
No i szperałem po aukcjach, łaziłem, wlazłem w międzyczasie nawet na stronę o najbardziej kuriozalnych instrumentach erałnd de łerld [polecam przesłuchanie sampla organów z butelek po browarze]… No i nie kupiłem nic co wydaje dźwięki. Klawiaturę kupiłem natomiast do komputera :) To może pojebana sprawa, ale w moim przypadku normalna- dziś przed południem byłem np. w dużym markecie budowlanym po klamki. Kupiłem gumową wycieraczkę, czipsy, paluszki i 4 płyty DVD-R. Klamek oczywiście nie, słabo? Standard, z żoną byłem ;)
Lecz co tam, mam typ na zakup- wietnamską drumlę dan moi se nabędę niebawem. Oto brysk, jak grać na pięciu wietnamskich drumlach jednocześnie [czyli hardkor orientalny]:
Co prawda najbardziej chciałbym mieć misę tybetańską albo wręcz bęben wodny, ale to będzie fanaberia do kwadratu, dlatego drumla na czas jakiś powinna mi wystarczyć…
PS. szczerze mówiąc myślałem początkowo o jakimś instrumencie strunowym- szarpanym bądź ze smykiem, ale co będzie, jak mi struna pierdolnie? Co pocznę?