Drodzy moi!
Muszę z patosem, bo to dla mnie bardzo ważne wydarzenie! Otóż zdecydowanie zmieniam swoje miejsce w sieci- netmuzyka, jakkolwiek zajebista kiedyś nie była (wiem; wierzę, że była) to jednak nie jest to formuła dla obecnego Pierre’a Melą. No po prostu- nie odnajduję się w dotychczasowej stylistyce jednak, nie zamierzam się w niej odnajdywać, mam do niej szacunek, ale potrzebuję czegoś innego.
Minimalistycznego, nieosobistego.
Czegoś, co gdy TO tworzyłem było właściwie odskocznią; gwarantem, że nie uciekam stąd do niewiadomo gdzie, donikąd i znowu tu powrócę. Ale jak czas pokazał- tego właśnie potrzbuję.
W obecnym stanie ducha, ciała, popieprzenia i całej reszty- będę się w necie realizował pod adresem:
netaudio café
d e f i n i t y w n i e
To jest miejsce, gdzie jest wyłącznie samo sedno moich wyborów spośród nieogarniętych przestworzy darmowej muzyki. Nie pojawia się tam nic, co nie leciało co najmniej kilkukrotnie w moim odtwarzaczu. Zawsze można tego posłuchać przed pobraniem- zawsze jest plajerek (blogger tym zdecydowanie wygrywa z wordpressem, miażdżącą ma przewagę), zawsze można też za friko pobrać.
Kompletny minimalizm- nie ma komci, nie ma dat publikacji, nie ma całej blogowej otoczki. Niczego nie oczekuję od Was, to Wy macie oczekiwać najlepszego ode mnie. Po to właściwie to będę robił. Czasami wrzucając jakiś autorski miks, kawałek albo (nawet!) tekst. Cała nawigacja odbywa się poprzez klikanie w linki do gatunków muzycznych (jak wiadomo- nie zawsze to da się precyzyjnie określić) i szperanie: starszy wpis/ nowszy wpis. Szlus.
Chcę mieć osobiste miejsce w sieci, do którego wchodzę posłuchać, jak tylko najdzie mnie ochota. To ma być z założenia bardzo czytelne miejsce- żadnych odjazdów webdesignerskich, kombinacji i naćkania. The cream of free music [czasami również po polsku].
Będzie mi nadzwyczaj miło, jeśli zechcecie dzielić ze mną to miejsce.
________________________________________________________________
Przaśnym bryskiem zakańczam, takim polskim.
Zdrowia & indżoj po raz ostatni na tej stronie!


[1] kosmiczne pejzaże; inny układ, ale też słoneczny- bo ciepełko jest w tych dronach takie żółto-zielonkawe, kleiste, puchate rzekłbym! jak dla mnie- najlepsza płyta z całej czwórki, ale ja po prostu najbardziej na świecie lubię rzeczy miłe w odbiorze, kojące, delikatnie miziające za uszkiem. a zarazem out of space.
[2] tutaj zalecam obejrzenie wideła od początku do końca. obejrzysz, wysłuchasz, zrozumiesz. tu jest nieco mroczniej niż w części pierwszej, ale calkiem interesująco. okładka oddaje klimat- jest mokro, mgliście, bagniście i wietrznie. gęsia skórka gwarantowana- jesienne niepokoje, deprecha i spleen.
[3] dwadzieścia cztery czarodziejskie miniatury- dwie płyty CD-R w razie czego za 7€ z wysyłką do Polandii. niektóre miniaturki są pachnące naturą, niektóre duszą chmurą kurzu. rzecz w znakomitej większości plumkana na rozmaitych instrumentach. naiwne, prostoduszne, minimalistyczne granie.
[4] a na koniec dwa numery grane na żywo. delikatnie mówiąc- zwalają z nóg. wyłącznie dla słuchaczy bywałych w klimatach- osobiście jeszcze dwa lata temu bym to wyłączył po dwóch minutach… ale nie próbuj słuchać tego w słuchawkach- włącz głośniki. i zrób głośniej! 















